Anna de Loiret
Spojrzała jak wryta na Stygankę. Roland, ojciec, Alessio i... Thilbaut? Och Pani... Zatem nie możemy zostać na weselu, czy wytłumaczysz to swym pobratymcom? Spytała po bretońsku.
Wersja do druku
Anna de Loiret
Spojrzała jak wryta na Stygankę. Roland, ojciec, Alessio i... Thilbaut? Och Pani... Zatem nie możemy zostać na weselu, czy wytłumaczysz to swym pobratymcom? Spytała po bretońsku.
Tak, wytłumaczę. Jedźcie, nie traćcie czasu.
Anna de Loiret
Dziękuję - wręczyła kobiecie 5 złotych monet i pogalopowała do reszty krzycząc - Alessio, co się guzdrzesz!
Alessio
Dosiadł konia najszybciej jak to było możliwe w jego obecnym stanie cały czas jęcząc z bólu i pognał za nią mówiąc do reszty - Musimy jechać,inaczej ojciec Ani umrze,wróżbitka wytłumaczy swoim i nie będą mieli do nas żalu....,a teraz w drogę!
Liothannea w miejscu obróciła Trzmiela bez słowa i wróciła na drogę z towarzyszącym Jej Świtem.
Arathena
Zastanawiała się co może mieścić się w najcięższym wozie.... Chyba nie klatka tyle waży.... Przecie niedźwiedź na zewnątrz stoi.
Mimo ciekawości jednak wskoczyła na konia i ruszyła za Liothanneą...
Była w tym obozie bardzo krótko, ale starała się zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Dokładnie policzyć wozy, ile mają koni pociągowych i czy mają jakieś luzaki pod siodło. Ocenić ilu jest mężczyzn i kobiet... Nie przyszła tu by się zabawić na weselu...
Nie dawała jednak po sobie nic poznać, że szpieguje. Bardziej zachowywała się jakby była zwyczajnie ciekawa inna kulturą... Uśmiechała sie przymilnie i przyjaźnie.
Coś mi mówi, że jeszcze się spotkamy....
Konie gdzieś poza wozami muszą być, nie widać ich, pewno po drugiej stronie niż droga. Styganów jest dużo, co najmniej z pół setki, kobiet mniej niż mężczyzn. Nie widać by mieli jakieś uzbrojenie poza nożami, choć jeden z nich ma je powtykane za krzyżujące się na jego piersi pasy, jak Liothannea. Drugi zaś to jakiś siłacz, węzły mięśni jego gołych ramion wskazują na to, że bez wysiłku mógłby odczepić dyszel od wozu i nim przyłożyć. Wozów jest tuzin lekkich, pod kolorowymi plandekami z jakiegoś barwionego płótna i jeden ciężki, cały drewniany. Jednak nagły wyjazd przerwał dalsze obserwacje. Zdążyliście zostawić tabor poza zasięgiem wzroku gdy zapadł zmrok. Pora chyba dosiąść razem koni, tak jak nad tym radziliśmy. Wątpię by Anna po usłyszeniu wróżby mogła pierwsza zasnąć. Tak więc ja baczenie na ślady będę miała do połowy nocy. rzuciła wysoka elfka.
Alessio
Jeśli mam Cię utrzymać musisz zdjąć zbroję,i bez niej jesteś ciężki a i ja ranny jestem - rzekł do Christopha
Atarhena
To ja mogę w takim razie pierwsza spać sama... Potem Ty pani prześpisz się a ja Anne trzymać będę i ślady upilnuję jeśli Wyspana w miarę będę.
Techniczny
Odwiązała swój tobołek. Tzn. uwolniła z niego linę i się nią obwiązała, przesiadłszy się wcześniej na luzaka. Klacz przytroczyła do swego siodła pamiętając, że ona nie tresowana tak jak konie od ojca Anny, i tylko za ogierem by sama szła... Nie wiedziała czy Liothannea nie bezie chciała przesiąść się na Świta i wyjść na szpicę gdzie klacz by mogła im przeszkadzać...
Christophe Leroy
No dobra. Moment... - począł zdejmować kaftan kolczy. Gdy skończył schował go do swojej sakwy i rzekł - No dobrze, już. Ja pierwszy mogę jechać skoroś ranny, panie Alessio, potem zrobi się zamianę...