-
Spytko po łacinie
Podszedł do stołu i położył na nim pieczołowicie zwinięty płaszcz i tunikę wyciągnięte z sakwy. Panie, podczas wykonywania misji zleconej przez króla, poznałem miłość swego życia. Pragnę uzyskać uchylenie ślubu celibatu i z tegoż to powodu muszę opuścić szeregi najwspanialszego z zakonów rycerskich.
-
Bertrand:
Znaczy, że zrobiłeś bękarta córce de Gastonrose'a? Spytał konstabl i się zaśmiał, dodając - sam bym to uczynił, gdyby nie to, że ojczulek ją ganiał ze skórzanym pasem na kobiecość, choć powodu do podejrzeń nigdy mu nie dała.
- Boemundzie! Krzyknęła zdziwiona Agnes...
- Spokojnie miła, jeszczem cię nie znał hehe.
Spytko:
Najpierw mordujesz Templariusza, kłopoty na zakon zrzucając, teraz podkulasz ogon i uciekasz!? Spytał rozgniewany Wielki Mistrz, powstając.
-
Spytko po łacinie:
Nie uciekam, jeno rozwiązanie problemów daję. Rzec możecie Panie, że za mój czyn żeście mnie wygnali. Samiście mi kazali wykazać się w pojedynku z jednym ich rycerzy. Nie rzekliście w jaki sposób. A z kłopotów zakon chyba swoim czynem wybawiłem odwracając uwagę Templariuszy od próby przejęcia Świętego Grobu Bożego, swe życie i sumienie na szali stawiając. Spytko rozzłoszczony niesprawiedliwym traktowaniem stara się jednak trzymać swe nerwy na wodzy.
-
Bertrand po francusku
Nie, nie ta część. Nie zrobiłem jej bękarta, nigdym się z nią nawet nie spotykał, oszczerstwo, ktosik próbuje mnie wrobić. Lichwę za to u jej ojca zaciągnąłem, to akurat prawda...
-
Katarina
Gdy wszyscy się rozjechali, bądź rozeszli postanowiła poszukać zakonu bożogrobców. Chwila którą spędziła sama była dość długa. Na tyle długa że straciła juz ich z oczu. Wiedziała w którym kierunku ruszył Spytko, jednak nie znała miejsca docelowego.
Gdy znalazła jakiegoś mieszczanina postanowiła zapytać.
(łacina)
Wiesz gdzie znajduje się zakon Bożogrobców? Jej głos był łagodny i przyjazny, ale wyczuć w nim też można było nutę nie znoszącą sprzeciwu. Wskaż mi drogę...
-
Bertrand:
Agnes zachichrała, ale po chwili położyła dłoń na Twym ramieniu i rzekła - wyrusz ze mną do Francji, a pomogę ci odzyskać honor i pomścić braci.
Spytko:
Wielki Mistrz spoglądał przez chwilę w Twe oczy ze złością w nich, w końcu jednak powiedział, palcem wskazując drzwi - odejdźże z Jerozolimy i niechaj mój wzrok nigdy nie spostrzegnie twego oblicza! Ale ze ślubów zwolnić cię mocy nie mam!
Katarina:
Jeden z mieszczanów zaprowadził Cię do siedziby Bożogrobców, konkretnie na jej dziedziniec, gdzie ćwiczą walkę rycerze, oraz ze sobą rozmawiają. Człowiek, który Cię tu przyprowadził nie powiedział ani słowa, wydaje się nieco wystraszony.
Surija:
W drodze do swego namiotu usłyszałaś wołanie za plecami po arabsku - hej, panienko! Nie kojarzysz, do kogo ten głos może należeć, ale wydaje się niezbyt sympatyczny...
Techniczny
Teraz już naprawdę stop, bo potrzebuję też Roberta i Charlesa, byście mogli zrownać się w czasie.
-
Spytko po polsku:
Pokłonił się przed Wielkim Mistrzem, obrócił na pięcie i wyszedł z komnaty bez słowa. Udał się po odbiór swego wierzchowca. Dosiadłszy Trzaskawicy podjechał do Katariny Ruszajmy, zanim Wielki Mistrz zmieni zdanie.
-
Surija
Odwróciła się w kierunku skąd dobiegał głos, bo lepiej wiedzieć skąd może nastąpić atak, jednocześnie wypatruje drogi ucieczki lub ratunku
Hej to możesz do swojego konia wołać odrzekła
-
Charles de Tournemire
Po naprawdę długich modlitwach kapłan w końcu powstał, ukłonił się przed grobem, przeżegnał i powrócił do swego konia, po czym zasiadł na nim i zmierzał w kierunku bazyliki grobu pańskiego... Skoro ma czas to i może sobie pozwolić na zwiedzanie.
-
Katarina
Bez słowa sprzeciwu ruszyła jak jej kazał Luby...
Gdy byli już kawałek drogi od zakonu zapytała..... domyślam się , że powiadomiłeś ich o swoich zamiarach. Podawałeś również ich powód? Już dużo ludzi wie o nas i pewnie dojdą też słuchy Twych Braci.....