-
Zasnąć jak zasnąć stwierdziła Liothannea w elfim i mrugnęła okiem, po czym się roześmiała. Ech, nieważne, możne kiedyś Ci opowiem o naszych przygodach Aratheno kontynuowała w tym samym języku nie czas teraz na to. W bretońnskim zaś dodała W tym tempie jeszcze dwie noce nas takie czekają zanim ich dogonimy.
-
Arathena
Dogląda nadal koni, ale nagle wyprostowała się... Przepuściła przez swe palce włosy i tak jakby je rozczesywała....
Ohhh... Wiecie o czym mażę? O wielkiej balii z ciepłą wodą.... I leżeć.... o, leżeć i marzyć.... Spojrzała tu na Annę i Liothanneę... Nie żebym była rozpustna, ale czasem każda dziewczyna potrzebuje odrobiny rozpieszczania... Prawda? Szukała aprobaty wśród nich.
-
Anna de Loiret
Och taaaaak... Położyć się w balii, zwłaszcza w towarzystwie serdecznej przyjaciółki, zapomnieć o problemach, o mężczyznach... Chyba zasługujemy na to, by raz na jakiś czas tego doznać, wszak życie kobiety nie należy do łatwych - mówiła do Aratheny okręcając sobie wokół palca swe złociste włosy, mając błogą minę.
-
Alessio
Na jej słowa wyraźnie posmutniał i powiedział tylko do giermka nieobecnym głosem - Następnym razem ta niewątpliwa przyjemność czeka nas wieczorem,możesz już wracać na swojego konia....
-
To by musiała być naprawdę ogromna balia stwierdziła w bretońnskim Liothannea i znów parsknęła śmiechem. Dosiadła Trzmiela i ruszyła naprzód
-
Arathena
Również dosiadła konia, ale zanim ruszyła dalej powiedziała... To nie marudźmy już... Im szybciej dotrzemy do jakiegoś miasta tym szybciej znajdziemy balię... Zaśmiała się i ruszyła za Liothanneą
-
Anna de Loiret
Zatem naprzód, ihahaaa! Wykrzyczała radośnie poganiając swego konia do galopu, po czym ucałowała wnętrze swej dłoni i chuchnęła w stronę Alessia, przesyłając mu pocałunek.
-
Christophe Leroy
No nie mogę się doczekać - powiedział marudnie tylko do Alessia, po czym przesiadł się na swojego konia i ruszył za Anną i resztą.
-
Alessio
Gdy wysłała mu całusa spojrzał na nią z niedowierzaniem a jego smutek jeszcze się pogłębił - To dalej w ramach jakiegoś urojonego karania? Czy kpi sobie ze mnie z czystej złośliwości? Albo co gorsza nie widzi w tym nic złego.... ,sam nie wiem co o tym myśleć.....,chyba kwestia błogosławieństwa to nie największa trudność jaka przed nami stoi w tym związku - pomyślał a gdy tylko giermek opuścił jego konia pognał go wściekłym okrzykiem do galopu
-
Jechaliście cały dzień, kto musiał zatrzymać się za potrzebą, ten później musiał gonić resztę cwałem. Pod wieczór tropy zboczyły z drogi na zachód. Arathena zauważyła, że ścigani po spędzeniu tam nocy, ruszyli dalej na północny zachód. Także zdała sobie sprawę, że Liothannea pomyliła się w obliczeniach przyjmując chyba, że tamci nie będą się poruszać. Cztery noce miną zanim uda się ich doścignąć na granicy lasu. Alessio znów zaczynają boleć nogi i tyłek od ciągłego siedzenia w siodle.