Techniczny:
Najpierw do płatnerza/zbrojmistrza by przemalować znaki na hełmie i tarczy, później do Patriarchy Jerozolimy.
Wersja do druku
Techniczny:
Najpierw do płatnerza/zbrojmistrza by przemalować znaki na hełmie i tarczy, później do Patriarchy Jerozolimy.
Techniczny
Katarina łazi za Spytkiem.... :P
Ale coby nie dekować i jako , że mój post ostatni to se walnę jakieś przemyślenia :P
Oby tylko się udało Twe starania w czyn wprowadzić. Nie mam doświadczenia z mężczyznami, ale wiem do czego doprowadzić może współżycie...
zaraz, zaraz.???? chyba jakoś trudne dni powinnam za niedługo dostać. Dziwnie nie bolą mnie piersi i brzuch...
Boże.... czy to możliwe? och spraw panie bym brzemienna była...... Uśmiechnęła się do siebie..
Robert:
Panienka zatrzymała się słysząc Twój okrzyk, ale nie odwróciła się, spuściła tylko głowę i po chwili znów pognała cwałem w stronę cytadeli.
Surija:
Skoro chcesz, to udaj się do swego namiotu, choć gdybyś została byłbym rad - odparł brat sułtana.
Charles, Adriano:
Gdzie jedziecie? W tej Jerozolimie nader spokojnie, burdy wywołać nie można nawet, bo zaraz się królewscy zbrojni zlecą. To i nudno mi, bym dołączył chętnie do was hehe - powiedział Godwyn, łapiąc po chwili głębszy łyk z butli. Uoh! Dobre! Chcesz sie napić ojciec? Wysunął butelkę w stronę Charlesa.
Bertrand:
Tak... Zaiste mądre me słowa. Wybacz mi kochana, ale pilnie muszę się udać pomówić z królem. Żegnaj... Niedługo wrócę - rzekł konstabl, ująwszy Agnes za dłoń. Potrzymali się tak chwilę za ręce patrząc sobie w oczy, aż w końcu Boemund wyszedł z komnaty. Pani de Montmirail westchnęła ciężko i delikatnie oparła głowę o poduszkę, nogi dalej trzymając na podłodze.
Spytko, Katarina:
Dotarliście do gildii płatnerskiej. Jej siedziba jest całkiem duża, nic dziwnego, wszak tutejsi płatnerze w wielkich ilościach muszą wytwarzać zbroje. Wnętrze zaiste was zadziwiło, na ścianach oraz stołach wiszą i leżą wszelakie kolczugi, różnych typów hełmy - garnczkowe, kapaliny, normany, wiele, wiele innych. Takoż piękne tarcze, w większości rycerskie, trójkątne, ale też wiele owalnych. Widzicie jak płatnerze ciężko pracują, wytwarzając kolejne to dzieła - zdaje się bowiem że każdy z ich pięknych wyrobów jest pojedynczym dziełem sztuki. Podszedł do was pewien człowiek, mówiąc łacinie - witam w mej gildii, jam Rotgier, mistrz płatnerzy, czym mogę wam służyć?
Surija
Brzmi ciekawie, a czy będziemy robić to co niedawno? zarumieniła się lekko
Charles de Tournemire
Gdzie jedziemy... Do bazyliki grobu pańskiego pozwiedzać trochę, a potem może jeszcze gdzieś się udamy. Podziękuje za ten... poczęstunek, wszak gdzie ja jako kapłan będę pił publicznie w Jerozolimie.
Robert
Niech to szlag,całe miasto przyjdzie mi za nią zjechać....., ale jak mogę się dziwić że ją me słowa zraniły i uciekła w złości? Z drugiej strony kim bym był gdybym zataił przed nią tą straszną prawdę? Jakże mógłbym ją poślubić mając takie straszne tajemnice,ehh,nie mógłbym jej w oczy spojrzeć i dobrze o tym wiem,może to i dobrze się stało...., im prędzej się dowiedziała tym mniejszy jej ból, zaś jeśli mnie więcej widzieć nie zechce a uszanuję to gdy tak postanowi tedy poszukam chwalebnej śmierci w bitwie z Saracenami by godnie ten świat zostawić,nic mnie już na nim nie będzie trzymać....nic - z tym ponurym postanowieniem kontynuował szaleńczą pogoń za Charlotte nic już nie mówiąc wiedząc że i tak się już nie zatrzyma na jego okrzyk
Surija:
Zależy, a pragniesz tego? Spytał z błyskiem w oczach, obejmując Cię.
Charles, Adriano:
A wina mszalnego, to ty ojciec nie chlejesz publicznie? Spytał Duńczyk.
Robert:
Nie mogłeś dogonić Charlotte na swym ciężkim koniu, była o wiele szybsza. Dotarłeś po niedługim czasie na dziedziniec potężnej cytadeli, o mało nie tratując strażnika przy bramie. Widzisz, jak panienka płacze wtulona w swego wierzchowca.
Bertrand
Wstał z łóżka, spojrzał jeszcze raz na pergamin, który niedawno otrzymał, złożył go i schował do sakwy u pasa. Kiedy zamierzasz zatem do ojczyzny wyruszyć? zapytał kobietę.
Charles de Tournemire
Flachy całej nie wyciągam na jednej mszy. Poza tym tam mi wolno - upierdliwy... będą z nim kłopoty, oj będą.
Robert
Zsiadł z konia i podszedł padając przed nią na kolana - Pani ja......nie roń łez proszę, Ty musiałaś o tym wiedzieć, nie mogłem przed Tobą tego zataić..... Chciałaś bym krył przed Tobą tak straszne tajemnice? - zapytał a w jego głosie było czuć żal i smutek, po chwili zaś kontynuował dodając z coraz większym smutkiem - Myślisz że jestem dumny z tych czynów? Że nie żałuję tego co uczyniłem nad sobą nie panując?..... W każdym razie,powiedz słowo a więcej nie ujrzysz mnie na oczy,uczynię to jeśli takie jest Twe życzenie.....