Dan:
Nie wspominajmy o tym po prostu więcej... - odparła Sophie i dopiła swoje wino.
Wersja do druku
Dan:
Nie wspominajmy o tym po prostu więcej... - odparła Sophie i dopiła swoje wino.
Dan
Tak,masz rację przepraszam.... - powiedział wciąż nie ruszając drugiego kielicha,nie chciał się za bardzo urżnąć,w końcu jutro czekała go praca a i przed Sophie nie wypadało pić do nieprzytomności....- Pomóc Wam się spakować,jutro? O pomoc w przeprowadzce nie pytam bo to nie podlega dyskusji....
Vito
Ja pierdole, no to nici z wyzwolenia. No chyba że sam Innos mnie posłuchał i wezwał przed swe oblicze?... pomyślał z nadzieją, choć wiedział że tak się nie stało. Powstał z dywanu na równe nogi, ale nie szedł po schodach ani w górę ani w dół, czekał na rozwój wydarzeń.
Edward
No nie! Schował się już! Na pewno se trzepie do obrazka Innosa! Arrrgh... Chrzanić, to dla ciebie Diane! Krzyknął i wbiegł do jednego ze skrzydeł budynku.
Edward:
Wbiegłeś i zastałeś Wulfgara siedzącego na fotelu przed kominkiem. Ten odwrócił się słysząc jakieś hałasy i najwyraźniej ostro wkurzony wydarł się i wstał kładąc dłoń na rękojeści miecza - A ty tu czego?!
Vito:
Poczułeś, iż ktoś za Tobą stoi. Odwróciłeś się raptownie i ujrzałeś samego boga ognia we własnej osobie, choć ledwo go widzisz, ponieważ jego święty ogień niemalże Cię oślepia. Siedzi na swym olbrzymim tronie, w asyście wojowników przypominających paladynów, a w swej prawej dłoni trzyma pozłacany, przepiękny miecz. Surowo na Ciebie spogląda, nic nie mówiąc.
Vito
Przysłonił twarz ramieniem, gdy światło go oślepiło, zaraz jednak uświadomił sobie z kim ma do czynienia, upadł na kolana pochylając głowę przed samym Innosem, nie odzywając się. Nie był godzien zaczynać rozmowy nie będąc zapytanym.
Edward
Spokojnie! Szukam pewnej wojowniczki o imieniu Diane, ładna, jasne włosy, była tu? Spytał, w razie czego gotowy do ucieczki.
Edward:
Nie! Won mi stąd, bo zaraz nie skończy się tylko na pobiciu jak poprzednim razem - kapitan wyjął miecz i zaczął iść z nim w twoim kierunku.
Vito:
Po tylu latach ignorowania mnie, nie oddawania mi należnej czci, oraz popełniając obrzydliwe grzechy przeciwko mnie, ośmielasz się teraz prosić mnie o pomoc? - odparł Innos potężnym głosem, w którym brzmiał gniew, i od którego zadrżały mury i ziemia.
Dan:
W porządku... A co do pomocy w pakowaniu się to byłoby miło.
Vito
Ja... Wybacz, o panie, poczułem się bezsilny, byłeś mą jedyną nadzieją... odparł mu nie podnosząc głowy, teraz jeszcze bardziej wstydził się spojrzeć w jego oblicze.
Dan
Uśmiechnął się tylko i zapytał biorąc butelkę do ręki - Dolać Ci?