-
Catherine
No bo....,tak sobie pomyślałam,że może gdybyś to jeszcze raz zrobiła,ale z kimś delikatnym,troskliwym i kochającym to udało by Ci się zapomnieć jeśli ostatnie wspomnienie z tym związane było by miłe....,wybacz,sama dopytywałaś - wyszeptała tak cicho tak że ledwo Beatrice siedząca obok mogła zrozumieć jej słowa,poczuła też,że coraz mocniej się czerwieni
-
Kersijana:
Gdyby nadal mnie kochała, nie poznalibyśmy się Kersi - odparł rycerz, westchnął ciężko i spytał cicho - wierzysz w me uczucie?
Catherine:
Ale z kim córeczko? Który mąż mnie pokocha, a ja jego? Nie ma teraz takiego... Odrzekła Lothiriel.
-
Catherine
Jak nie ma?Przecież jesteś wspaniałą i mądrą kobietą,a do tego bardzo piękną,nie wierzę że nikt by Cię nie pokochał.... - wyszeptała
-
Catherine:
Lothiriel nic nie odpowiedziała, patrząc przez chwilę w Twoje oczy. Po chwili, w czasie której dostrzegłaś, że jest nieco zmieszana ale i rozczulona, rzekła - na razie marzę najbardziej o tym, byście wy były szczęśliwe, moje córeczki. Wtedy i ja będę szczęśliwa...
-
Kersijana
Tym razem Słowa Elfa ją uspokoiły.... Nadal była smutna, ale zaczynała rozumieć że paradoksalnie ma szczęście.... To od niej teraz zależało czy Elf ją pokocha i zapomni o dawnej miłości. Może Twoje wygnanie to właśnie przeznaczenie? Gdyby nie ono nigdy byśmy się nie spotkali.... Pocałowała Elfa jeszcze raz w usta... Ten pocałunek był już jednak z uczuciem i miłością... Wierzę... odparła...
-
Kersijana:
Może i przeznaczenie... Nie żałuję, że tak się stało - odparł Elrohir odwzajemniając czuły pocałunek. Nagle zdjął swój pierścionek i założył go na Twój palec powoli... Jest to piękny, złoty pierścień ze szmaragdem.
-
Catherine
Wiemy to wszystkie trzy.... - powiedziała całując ją jeszcze czule w policzek i wtulając się w nią
-
Kersijana
Spojrzała na pierścień.... Chwilę stała nieruchomo....Odwróciła się zagarniając włosy rękoma dając znak by jej ukochany zdjął łańcuszek, Który nosi na szyi.....
-
Catherine:
Obydwie z Betty wtulone w Lothiriel, siedzicie przy ścianie, czekając na dalszy rozwój sytuacji. Mimo tego, że nie uważasz ją za swą matkę, to poczułaś się jak córka pod opieką troskliwej matki, wspaniałej matki, jakiej tak naprawdę nie miałaś...
Kersijana:
Objął Cię w pasie, szepcząc Ci do ucha - nie mam sumienia, by zdjąć go z twej szyi, za pięknie ją bowiem zdobi, moja Kersi...
-
Catherine
Mruknęła cicho z zadowoleniem i poprawiła się delikatnie - Właśnie dlatego pozwalam jej nazywać się córeczką hihi. Dziwne że Tristan nie dostał pytania jako jedyny....