-
Katarina
Rozejrzała się wchodząc do gildii płatnerskiej. Z nieukrywanym podziwem spoglądała na wyniki pracy płatnerzy. Nigdy nie była w takim miejscu, a już na pewno z takimi pięknymi rzeczami. Widać było, że osoby, które wyrabiają takie cuda znaja sie na swojej robocie.
Ukłoniła się uprzejmie Mistrzowi Rotgierowi, nie chcąc odzywać się przed Spytkiem.
-
Bertrand:
Kiedy skończy się wojna tutaj, teraz nie mogę wyruszyć zostawiając Jerozolimę - odpowiedziała Agnes, przymykając oczy. Czy to Bóg zesłał Ci tą kobietę do łoża? Czy to znak od niego by pójść za głosem serca? Przemknęły Ci przez głowę myśli.
Charles, Adriano:
A tu nie wolno!? Święte Miasto wszak, jak jeden, wielki kościół! Bierz ojciec i nie marudź, co będziesz trzeźwy jak świnia, gdy można sobie wina zacnego zakosztować, ha!
Robert:
Charlotte spojrzała na Ciebie zapłakana, przez chwilę rozmyślała tak spoglądając, aż w końcu rzekła - nie wiem panie, co o tym sądzić... Znów muszę to przeżywać, kiedy kolejny drogi mi rycerz ze smutku nie panuje nad sobą. Boemund tyle cierpienia mi tym przysporzył, mimo że tak go miłuję...
-
Robert
Pani ja...., nie powiedziałem tego by Cię zranić,przecież wiesz - powiedział nie powstając z klęczek - zasługujesz na prawdę,nie mógłbym Ci w oczy spojrzeć kryjąc ją przed Tobą, prawdę o tym co w rozpaczy czyniłem....,jestem na Twej łasce Pani, niewiele mam na swoją obronę a już nic nie usprawiedliwia mych czynów,czyń co uważasz za stosowne
-
Charles de Tournemire
Jeden wielki kościół, a przynajmniej z dwa wielkie meczety tu stoją. No nie ładnie, rycerzu, żem chcesz, żebym może pijany do któregoś z nich wjechał na mym koniu? Niee, nie będę tym ryzykować, wszak życie mi jeszcze miłe - Już się dla Ciebie na pewno upiję, no już. I będzie mi tak truć przez całą drogę...
-
Surija
Nic nie odpowiedziała, ale też nie opierała się
-
Bertrand po francusku
A jak się czujesz? Jak Twe rany?
-
Robert:
Nikt nie jest na mej łasce, nie jestem Bogiem ani królową - odparła Charlotte, ciągnąc Cię delikatnie rękami byś powstał. Muszę... Muszę to wszystko przemyśleć... Dodała panienka i odwróciła się, zmierzając do wnętrza cytadeli.
Charles, Adriano:
Ja!? Ojca upić!? Ja tylko winem chcę poczęstować, przecież nie będę księżulka uchliwał coby jeszcze mi pismem świętym w gębę nie strzelił, ha!
Surija:
Oddaliście się więc kolejnym namiętnym chwilom... Gdy dobiegły one końca, usnęłaś u boku brata Saladyna, nie wiedząc co los dalej Ci przyniesie. W Twym sercu jest bowiem nadzieja, iż książę poważnie traktuje chwile z Tobą spędzone...
Bertrand:
Źle... Rany może już nie bolą, ale reszta ciała już od jazdy tak... Długa to podróż była... Odparła żona konstabla, odwracając się na plecy, nogi dalej mając na podłodze, widocznie nie chcąc butami pościeli zabrudzić. Wciąż mając przymknięte oczy, poczęła bawić się delikatnie palcami kosmykiem swych czarnych niczym noc włosów.
-
Robert
Ja jestem,bowiem jesteś królową mego serca - odparł szczerze powstając po czym odwrócił się i począł iść z powrotem w stronę swego wierzchowca
-
Bertrand po francusku
Niewygodnie Ci, gdy stopy na podłodze trzymasz, połóż się, jeśliś utrudzona podróżą.
-
Charles de Tournemire
A księżulek wciąż będzie odmawiał poczęstunku.