-
Spytko po łacinie:
Me miano Spytko z Mstyczowa. Chciał żem Mistrzu znaki Zakonu Rycerskiego Grobu Bożego w Jerozolimie przemalować na rodowe na swym hełmie i tarczy. Na hełmie pół czerwonego lisa wspiętego winno się znajdować, a na tarczy na czerwonym polu srebrna pionowa strzała bez opierzenia dwukrotnie przekrzyżowana. Ile to będzie kosztować i na kiedy by było gotowe?
-
Spytko, Katarina:
Samo przemalowanie? Osiem sztuk złota razem, pięć za tarczę i trzy za hełm, panie. Gotowe zaś będzie na jutro, przybądź panie po południu, a rynsztunek twój przyozdobiony herbem, będzie czekał już na swego właściciela - odpowiedział mistrz gildii.
Charles, Adriano:
Ojciec! Krzyknął Godwyn znów jadąc za Wami i po chwili doganiając - ładnie to tak odwracać się plecami, gdy rozmówca gadki nie zakończył jeszcze? No do czego to podobne, żebym świątobliwego ojczulka manier uczyć musiał, ha!
Robert:
Przejedź się panie ulicą prowadzącą z cytadeli na miasto, kilka miłych karczem na pewno znajdziesz. Miłych i jakże spokojnych - odparł zbrojny.
Bertrand:
Wpatrując się w twarz Francuzki, zacząłeś czuć nieliche zmęczenie... Warto by wypocząć w wygodnym łożu, by być w pełni sił następnego dnia.
-
Robert
Skinął mu głową, po czym poszukał zgodnie z uprzednią wskazówką jednej z praczej oddając jej zakrwawione ubranie i wręczając przy tym złotą monetę,mówiąc - Dobra kobieto trudne to zadanie by je do porządku doprowadzić ale liczę że sobie poradzisz....,gdy skończysz zanieś to proszę do jednej z komnat która jak mniemam dla mnie została przeznaczona - gdy skończył ją pouczać ruszył na miasto jednak nie skierował się od razu do którejś z poleconych mu karczm a począł szukać patrolu zbrojnych pamiętając porady językowe Agnes w czasie ich pobytu w Trypolisie, gdy napotka jeden z nich pyta o ustronny kościół,jadąc do niego bacznie zapamiętuje drogę na główną ulicę by nie musieć po raz kolejny o nią pytać.....
-
Spytko po łacinie:
Niechaj tak będzie mistrzu. Polski rycerz zostawił swój hełm i tarczę i wyszedł z gildii.
po polsku:
Teraz spróbujmy Katarino dostać się przed oblicze Patriarchy tegoż państwa.
-
Bertrand
Ziewnął przeciągle. Wyspać by się wypadało... Ale łoże me zajęte. Karczmy z noclegiem bym poszukał, ale z kolei nie zostawię jej tutaj samej, co prawda w cytadeli królewskiej jesteśmy, no ale kto wie co się może wydarzyć? Nie pozostaje mi nic innego jak walnąć się na podłodze... Odstawił krzesło i ułożył się jak najwygodniej na podłodze obok łóżka starając się zasnąć.
-
Charles de Tournemire
Może i nie skończyłeś, ale mi się żem śpieszy jak widzisz, więc? - odparł mu dalej udając, że jedzie do tego kościoła, a na włocha rzucając spojrzenie, by w końcu zareagował na to - A ten co? Będzie tak jechać za mną bez słowa i gapić się jak sroka w gnat?
-
Adriano
Godwynie więc jedź z nami jak chcesz.
-
Robert:
Zawitałeś do niewielkiej kapliczki, do której zostałeś skierowany przez jednego ze zbrojnych. Budynek jest dość ubogi w wystroju. Jego wnętrze jest ciemne, palą się tylko dwie pochodnie a przez małe okna wpada niewiele światła. Spostrzegłeś też ołtarz, ten jest pięknie zdobiony, będąc kontrastem do reszty wystroju. Obok niego stoi duchowny, rzeczący do Ciebie po łacinie - witaj synu, co cię sprowadza do tej kaplicy?
Bertrand:
Ułożyłeś się w miarę wygodnie na podłodze obok łoża... Jednak po jakimś, dość niedługim czasie, Agnes przysunęła się do brzegu a jej ręka opadła prosto na Ciebie... Konkretnie - dotyka palcami Twej szyi. Kobieta z całą pewnością śpi, ale widok oraz dotyk jej pięknej, przyozdobionej pierścieniem dłoni jest dla Ciebie nader przyjemny.
Charles, Adriano:
A pewno że pojadę! Ojciec, ty to się tak spieszysz, możeś jakiego grzecha popełnił i diabeł cię gania? Podobnież służba Bogu jest ciężka i łatwo zboczyć ze ścieżki prawości, bratając się z czartem, ha!
Spytko, Katarina:
Były Bożogrobca wie, gdzie jest siedziba patriarchatu Jerozolimy, postanawiacie tam się udać? Wie również, że patriarcha może nie mieć czasu (lub ochoty) na rozmowę a i strażnicy zapewne będą oczekiwać dobrego powodu, by wpuszczono Was do środka.
-
Charles de Tournemire
To w takim razie beze mnie sobie możecie jechać, albo i nawet w przeciwną stronę do jakiejś karczmy. Nie będę tam świecić oczami skoro masz tak przez cały czas robić, ani mi nie wciskaj kłamstwa, iż się zachowasz, bo tego nie uczynisz - odparł im stanowczo i hardo, coby oznajmić, że nie ma już ochoty na więcej żartów.
-
Bertrand
Pomimo przyjemnego dotyku odsunął się dalej od łóżka.