-
Spytko
Jam Spycimir z Mstyczowa herbu Lis odrzekł po polsku. Po łacinie zaś Swą matkę i ojca znam, nie muszę jak Wy wśród Żydów ich szukać. Tylko ten naród ma takie upodobanie do lichwy, które musieliście wyssać z piersi matek. Bękart szlachetnego rodu, gdybym takim był, i tak lepszy od potomków parchów.
-
Katarina
Wyjęła złotą monetę... To taki zwyczaj, że żądacie opłaty zanim pokażecie co macie do zaoferowania?
Jak już mówiłam. Jeśli okaże się że było warto to zapłacę. Położyła ją spokojnie na ladę.... To potraktuj jako zaliczkę...
Spojrzała na obleśnego, cuchnącego capa, z niesmakiem. Przypominał jej tego zawszawionego pijaka, przez którego uciekła z rodzinnego domu.
Zapewne nie starczy na to byś się bucu doprowadził do porządku... pomyslała. Wskażesz mi drogę czy to też wymaga opłaty? w jej głosie dało się wyczuć pogardę i ironię.
-
Spytko z Mstyczowa
Król Baldwin złapał się za czoło i usiadł z powrotem na tronie, jednak chyba nikt nie zwrócił na niego uwagi. Templariusz, z którym wdałeś się w kłótnię zaczął dalej krzyczeć - twój rozdwojony język idealny jest do godzenia lepszych od siebie podłymi oszczerstwami. Ciekawe, czyś w kopii równie biegły co w paszkwilach!
Katarina Kilian
Uśmiechnął się pogardliwie - zatem chodź za mną, wskażę ci twój pokój. Mówiąc to ruszył schodami na górę.
-
Katarina
szła za nim odruchowo trzymając rękę w pobliżu szabli. Zmęczenie i niewygody podróży coraz bardziej jej dokuczały. A najmniejszą ochotę miała na przepychanki słowne z jakimś nachalnym typem.
-
Spytko (po łacinie)
Królu, obrona Grobu Pańskiego wymaga nie tyle sprawnego języka, co biegłości w orężu. Proszę o zezwolenie na wyzwanie tego pyszałka wskazał ruchem głowy krzykacza templariuszy na pojedynek na miecze na ubitej ziemi, do ostatniej kropli krwi. Udowodnię, że Rycerze Świętego Grobu Bożego bardziej nadają się na ten zaszczyt pokłonił się przed władcą.
-
Katarina Kilian
Dotarliście do korytarzu na górę, wygląda na to, że nikogo tu nie ma. Karczmarz dobył tasaka i rzekł dysząc okropnie - nie rozumiesz chyba nędzna dziewko, że mi się nie odmawia.
Spytko z Mstyczowa
Król powstał ponownie, wyjął swój miecz lewą ręką i uniósł go do góry. Skoro słowami rozwiązać nie potraficie sporu, potykajcie się na miecze. Jednakoż bardziej kunsztowną potyczką jest walka konna, toteż zgody wam udzielam, ale stanąć macie w siodłach na dziedzińcu. Bóg tedy osądzi i da zwycięstwo temu, który ma rację. Gotujcie się! Siodłajcie konie! Bóg tak chce! Król opadł na tron, a wtedy nie wiadomo skąd podbiegła do niego mała dziewczynka krzycząc - Baldwin! Braciszku! Na to jeden z rycerzy czuwających przy królu ozwał się stanowczo - wszyscy na zewnątrz!
Bertrand, Robert, Filip, Adriano, Gunter, Mitrydates
Po około godzinie drogi dostrzegliście leżącego na ziemi człowieka, twarzą do trawy. Na sobie ma białe szaty i chyba krew cieknie spod jego ciała. Zobaczcie co z nim! Krzyknęła Agnes.
-
Bertrand
Zszedł z konia, podszedł do człowieka i przewrócił go pchnięciem nogi na plecy.
-
Mitrydates
Zsiadł z konia i podążył w kierunku krwawiącego człowieka,trzymając bezpieczną odległość około dwóch metrów od jego ciała.
-
Filip de Dijon
Czeka na koniu na wypadek, gdyby to zasadzka była.
-
Robert
Z drwiącym uśmieszkiem popatrzył na trupa,kompletnie go to nie ruszyło,rozejrzał się jedynie na boki czy to nie podstęp ale nawet nie ruszył w jego stronę,zbyt wiele śmierci widział w swoim życiu by się czymś takim przejąć.