Spytko
Wyciągnął dłoń po monetę Kim jest owa dama i gdzie trza podróż odbyć by do Niej dotrzeć? Daleko to od ziem Pani Agnes? Skoro to nie była dama Twego serca, ani za taką się nie uważa, co mamy Jej rzec iż prawiłeś o Niej?
Wersja do druku
Spytko
Wyciągnął dłoń po monetę Kim jest owa dama i gdzie trza podróż odbyć by do Niej dotrzeć? Daleko to od ziem Pani Agnes? Skoro to nie była dama Twego serca, ani za taką się nie uważa, co mamy Jej rzec iż prawiłeś o Niej?
Robert
Westchnął tylko uśmiechając się delikatnie pod nosem,nic już jednak nie powiedział a gdy skończył masować Agnes po prostu położył się obok niej obejmując ją czule...
Charles:
Dziękuję za radę ojcze - Aurora nagle pocałowała Cię w policzek...
George:
Elisabeth spojrzała na Ciebie zapłakanymi oczyma, nic nie mówiąc.
Adalbert:
Jakiś przeklęty trędowaty na koniu tędy przejeżdżał! Kiedy był obok mnie zaśmiał się szaleńczo aż zleciałam z siodła... Aaauć... Boli - odparła kobieta wstając powoli z ziemi. Zdjęła swój kaptur a wtem ujrzałeś jej delikatną, piękną twarz i jasne włosy.
Spytko, Katarina:
Niedaleko, to hrabina Foix, na zachód od Tulonu w stronę Aragonii. Rzeknijcie jej jedynie, że pierwszy raz wspomniałem o niej konając na polu walki, gdy poprosiłem was o przekazanie jej wieści. Też nie lubię łgarstw, ale czasem nie mamy wyboru... Powiedział Oswald, wręczając monetę.
Robert:
Dziwnie się czuję... Nie wiem co wy kombinujecie, ale na Boga, przestańcie - rzekła zdezorientowana Agnes, widocznie nie mająca teraz ochoty na takie czułości. Albo tak sobie tylko wmawia...
Spytko
Skinął głową Oswaldowi i schował monetę. Chodźmy do naszych koni Katarino.
Robert
Zaśmiał się cicho - Przestać? Przecież nic takiego nie robimy Agnes...
Robert:
Wcale... Nie pozwalacie mi w spokoju pozostać w żałobie po mężu, to nie po chrześcijańsku - stwierdziła hrabina de Montmirail.
Robert
No tak,nie po chrześcijańsku... - odparł z ciężkim westchnięciem po czym po prostu położył się obok przestając ją obejmować...Choć nie dał tego po sobie poznać to mocno zirytowało go zachowanie kobiety,jeszcze przed chwilą dawała mu słowo a teraz zdawała się robić wszystko co w jej mocy by dalej pozostać w apatii,żałobie i smutku...
Robert:
Podłamana nerwowo kobieta zaczęła ronić łzy ale złapała Cię za dłoń i rzekła niemrawo - przepraszam... Ale zrozum że mi ciężko...
Robert
Przecież wiem że Ci ciężko,ale nam też nie jest łatwo widząc Cię w takim stanie...A mam wrażenie że Ty nawet nie próbujesz z tym walczyć mimo tego że dałaś mi na to swoje słowo niecałą godzinę temu... - odparł ściskając jej rękę
Charles de Tournemire
Nie rób tego, nigdy - odparł jej surowo, po czym odsunął się od niej - Dobrze wiesz, że nie wolno ci tego robić, ani mi.