-
Alda
Koń podsumował Twój wywód krótko, unosząc ogon i wydalając "pączki", zadowolony z głaskania
Regina
To gdzie jedziemy nic Ci nie powie, a co do ludzi to potrzebujemy nowych, takich co mało kto ich z nami widział i takich co od nich jeszcze Szczurem nie czuć
Aurelia
Dosiadłaś klaczy na oklep, niecodzienny to widok w Litherew, pewnie rozpytanie się ludzi pomogłoby w znalezieniu zielarki
Rehlynn
Już się rozglądamy odparły rezolutnie dzieci, Elsa rzekła Tak wszyscy w domu to zaufani ludzie, związani z cechem od lat
Dagoth
Chyba Setren Ci sprzyja w tej chwili, znalazłeś idealne miejsce na obóz, nieduża polanka otoczona kamieniami, niedaleko szemrze strumień, pora rozbić obóz i zadbać o konie oraz jadło
Maikh
Kupiec zawołał żonę, coś jej powiedział, ta na chwilę zniknęła i wróciła z małą sakiewką, otrzymałeś zarówno sakiewkę jak i fragment osi Niech Wielka Matka strzeże Ciebie i nas i niech Ci się uda wracaj szybko wyrzekł kupiec
-
Maikh
Niech strzeże do mego powrotu odparł i już miał ruszyć, gdy nagle tknęła go nagła myśl. Pewno wśród broni którą kupiliście nie znajdzie się żadnych tegów? Można by ich drzewcami zastąpić złamaną oś.
-
Aurelia
Ależ jestem roztargniona,jak mogłam zapomnieć ją osiodłać? - poklepała Lisiczkę po szyi,zawróciła szybko do stajni,osiodłała klacz,sprawdzając jeszcze raz czy o niczym nie zapomniała i dopiero wtedy znów wyjechała na ulice miasteczka by pytać mieszkańców o wskazanie drogi,jest uśmiechnięta i radosna jednak po przygodzie z dziesiętnikiem unika tak czarujących uśmiechów wobec mężczyzn....
-
Alda
A więc jednak mam miłe dłonie, tak? Kochany... Pocałowała Asandera w czoło, pieszcząc go jeszcze delikatnie przez jakiś czas. Na jej twarzy zagościł delikatny uśmiech, którego od dawna nie było u niej widać, widocznie niemy komplement o dłoniach ją nieco rozchmurzył...
Po chwili butem odgarnęła końskie odchody nieco od obozowiska i wróciła do rumaka, rozpinając mu popręg oraz zdejmując ogłowie. Zdjęła buty, ułożyła się na płaszczu podkładając ręce pod głowę i zmrużyła oczy... Dobranoc - powiedziała cicho, słodkim, niebywałym wręcz dla niej głosem.
-
Rehlynn
A w nim chyba rozłam. Elso nie ufaj nikomu prócz swojemu ojcu i mi. Pamiętasz co mówił zbójca?
Bardzo dobrze, he, będzie z was dobra służba i jeszcze mi pewnie wiele pomożecie.
-
Regina
Zaciekawiły ja słowa Szczura, ale nie chciała przerywać podróży swoimi pytaniami. To co miała wiedzieć już chyba jej powiedział. Jak chcecie.... odparła lakonicznie
-
Dagoth:
Oh... Nie spodziewałem się, że aż tak dobrze trafię. Dzięki ci, o Panie... - ruszył od razu w kierunku tej polany i zaczyna rozbijać obóz. Gdy tylko skończy bierze się od razu za zbieranie suchego chrustu na opał. Na koniec zostawia napojenie koni i przygotowanie jadła. Przy okazji sprawdza co z kupcem.
-
Morghar
To dla mnie zaszczyt panie pułkowniku, oczywiście, od teraz będę wykonywał jego polecenia. Podjechał do czarodzieja. Jestem na Twój rozkaz panie, mój pułkownik mnie przydzielił.
-
Maikh
Jak to psuć dobrą włócznię zasępił się kupiec, chwilę coś rozważał potem skinął głową, dobrze sprawdźmy czy drzewce się nada
Aurelia
Straciłaś trochę czasu na powrót, ale teraz gdy jedziesz na osiodłanej klaczy przynajmniej nie wywołujesz już sensacji, tylko gdzie tu znaleźć zielarza
Alda
Wierzchowiec odpowiedział Ci parsknięciem
Rehlynn
Elsa zamyśliła się Nie wiem ojciec mi nie wspomina o pracy, za to dzieci omal nie pękną z dumy
Regina
Chcemy czy nie, nie mamy wyboru, zbyt wiele się dzieje, nadchodzi coś co machnął ręką co nie ma prawa tu przyjść i musimy to powstrzymać za wszelką cenę
Dagoth
Z obozowiskiem uwinąłeś się sprawnie, kupiec oddycha co prawda płytko i nieregularnie, ale żyje.
Morghar
Czarodziej zmierzył Cię wzrokiem No to w drogę, po czym wykonał kilka gestów, świat się zmienił poczułeś lodowate zimno i już stoisz wraz z koniem na jakimś dziedzińcu chyba zamkowym
-
Maikh
Pani na Niebie, czemu mnie pokarałaś towarzystwem takiego idioty. Ba, nie tylko towarzystwem, ale wręcz podopiecznym... czekał nieruchomo na koniec oględzin.