-
Nad Ziemią Świętą wreszcie nastał brzask, a mrok ustąpił światłu słońca, które Bóg zesłał byście mogli dalej kontynuować swą misję. Siodłać konie! Przywdziewać rynsztunek! Rozległ się donośny krzyk konstabla. Mimo, że to zbudzenie nie było najlepszym jakie znacie, to zapewne odczuwacie ulgę z nadchodzącego dnia, wszak Blanchegarde już blisko.
-
Sir George Srogi
Szybko obmyl twarz, pomodlil się i ruszył za konstablem.
-
Charles de Tournemire
Obudził się i wstał zabierając z sobą wszystkie rzeczy, po czym zmówił krótką modlitwę, wsiadł na konia i czekał na dalsze rozkazy.
-
Nie wszyscy z was zdążyli już wstać gdy Boemund siedzący na swym rumaku, coś dostrzegł. Chyżo! Chyżo! Krzyknął dobywając oręża - sztandar Reynalda, z obnażonymi mieczami pędzą ku nam! Konstabl zjechał z pagórka, na którym obserwował otoczenie i dodał - Blanchegarde jest niedaleko stąd, jeźdźcie cały czas na południe a ja ich zatrzymam. Ruszać się, niech Bóg ma was w opiece! Słyszycie coraz to głośniejsze dudnienie dziesiątek końskich kopyt oraz okrzyki popędzających wierzchowce jeźdźców, są coraz bliżej.
-
Sir George Srogi
Tak jest panie! - spiął konia i ruszył pędem we wskazanym kierunku.
-
Charles de Tournemire
Jeżeli taka Twa wola... Niech Bóg ma Cię w swej opiece - po czym ruszył za swym bratem.
-
Charles de Tournemire do swego brata
Bracie... Nie wiem czy to dobre, że zostawiamy tego rycerza na pastwę losu... Tak po prawdzie. Ale być może jego poświęcenie jest konieczne i nie pójdzie na marne?
-
Sir George Srogi
Taki dostaliśmy rozkaz, wykonamy go i pomścimy w przyszłości!
-
Charles de Tournemire do swego brata
Oby, oby... I obyśmy przeżyli kolejne próby zabicia nas przez księcia. Tylko co dalej?
-
Techniczny:
Tak sobie poczytałem i sobie przypomniałem co miałem napisać, George to nie Grzegorz a Jerzy. :P Gregory to Grześ :D
-
Surija
Ale jak to porzucić Cię Panie, skoro zakon okazał mi tyle pomocy, wlał otuchę w me struchlałe serce, nie godzi się tak niegodnie Cię Panie porzucać na pastwę wrogów rzekła
-
Konstabl po usłyszeniu słów Suriji odparł łagodniejszym tonem - spełnij me ostatnie życzenie i ratuj swój żywot, moje poświęcenie konieczne byś ty wyżyć mogła a nie każ mi patrzeć na twoją śmierć, jedź! Ostatnie słowo już wykrzyczał, po czym rozciął swój bandaż a ujrzeliście wtem jego okropną ranę. Uniósł do góry swój miecz, spiął rumaka ostrogami i pognał na ludzi księcia z okrzykiem - Bóg tak chce! Piękny i poruszający to widok, gdy dostojny rycerz pędzi do swego ostatniego boju, nie dane wam jednak długo tego podziwiać, jeśli nie chcecie, by poświęcenie poszło na marne...
Techniczny
Czekam na komplet deklaracji, niech wszyscy deklarują czy jadą za konstablem, czy wykonują jego polecenie i pędzą do zamku Blanchegarde.
-
Technoiczny:
Jak w poprzedniej deklaracji
-
Tomasz po łacinie
Myśli Lazaryty poprzedniego wieczora po tym jak Katarina zasnęła na jego ramieniu: Ot szalona dziewczyna na ramieniu trędowatego zasnęła...
Odpuście mi cokolwiek żem Wam przewinił, nie opuszczę konstabla jako mego przełożonego, i to moje kłamstwo pościg ludzi Chatiliona ku nam sprowadziło. Ruszam z Tobą mości konstablu. We dwóch zatrzymamy ich na tyle długo by niewiasty i pozostali towarzysze nasi uszli do zamku.
-
Katarina
Obudzona została niespodziewanie, ale natychmiast zaczęła szybko szykować konia. Nie trwało zbyt długo i już na nim siedziała. (techniczny,,, w sumie nie wiem gdzie się obudziła bo nawet nie bardzo pamięta jak zasypiała :P możliwe że ją dobry rycerz zwyczajnie zaniósł do namiotu albo położył gdzieś na ziemi i okrył czymś xD)
Gdy spostrzegła Konstabla i Lazarytę, którzy mieli zamiar walczyć z ludźmi króla przeraziła się. Panie Boemundzie, przecie oni was niechybnie ubiją.... Nie każ Panie choć Lazarycie zginąć bo on honorem się unosi, a wszyscyśmy kłamali by skórę ratować.... Ja pojąć mogę wasze poświęcenie bo choć nie znam się na leczeniu to widzi mi się Twoja rana na straszną i może śmiertelną, ale pan Tomasz... Zaklinam Cię panie, boś mądrością już się wykazał... wydaj mu rozkaz by z nami pognał. Ty Panie masz szansę boś słowem i czynem nie skłamał im... Jeśli oni honorowi to oszczędzić mogą, a i lepszą pomoc ranie dać niż my w podróży... Z Lazarytą albo kim innym z nas Panie, przy swoim boku zetną nas i głowy przed bramą na palach zatkną za zdradę...
Techniczny
Już wcześniej rozmawialiśmy na temat imienia Georga i faktycznie Jerzy nie Grześ....
Kaska nastawiona jest na ucieczkę... Jak mówiła nie mają szans, a mało życia zaznała jeszcze...
-
Sir George Srogi
Jedźmy czym prędzej nie ma czasu, albo teraz albo nigdy, zbyt szybko się zbliżają. Czekać nie będziemy, bracie ruszamy bez zwłoki! - co mówiąc zatoczył koniem i ruszył galopem w stronę wskazaną przez konstabla.
-
Ta dziewka ma rację, broń panie Tomaszu swych towarzyszy i niewiast, broń ich i prowadź! To rozkaz, z Bogiem! Wykrzyczał konstabl jeszcze w galopie.
-
Katarina
To zaszczyt było mi spotkać Cię panie i choć nadal myślę żeś szorstki w obyciu to mimo wszystko zacny z Ciebie człowiek. Modlić się z całego serca będę za spotkanie nasze jeszcze. Może na ziemi a może na Pastwiskach W Raju Pana. Niech Bóg miłosierny da Ci Odpuszczenie grzechów i oby nie wzywał Cię do siebie jeszcze.... Pozdrowiła szybko konstabla i nie czekając już więcej pognała Galopem...
-
Charles de Tournemire
Jedźmy, bracie. Podejmijcie rycerzu. Jeżeli zechcesz walczyć... To niech i Ciebie Bóg ma w swej opiece. Lecz wiedz, że potrzebujemy Cię tu przy nas - po czym ruszył od razu za swym bratem.
-
Surija
Rzuciła smutne spojrzenie konstablowi, po czym dosiadła Elily i skierowała się w kierunku nakazanym przez Beomunda Zawsze będę pamiętać o Twym męstwie Panie rzuciła podrywając konia do coraz szybszego biegu
-
Tomasz
Skoro tak to ku zamkowi ruszajmy, rozkaz to rozkaz. Z Bogiem konstablu, obyśmy się jeszcze spotkali.
-
Spytko po łacinie
Bóg z Wami Panie. Ano rozkaz to rozkaz, jako rzekł imć Tomasz. Co w zamku czynić mamy wie ktokolwiek?
Zanim ruszył rozejrzał się co farys czyni.
-
Nie czas na rozmowy panowie, gdy dotrzecie do zamku wdacie się w dysputę o tym, co macie w nim czynić! Odparł farys po łacinie nie przerywając galopu. Gnacie przed siebie ile sił w końskich płucach, próbując umknąć ludziom księcia, który wszak dopuścił się samosądu na nie swych ziemiach. Jeśli któreś z was obejrzało się za siebie, dostrzegło konstabla walczącego niczym lew ze zbrojnymi de Chatillona. Widok ten jednak szybko się oddala, jak i wy od zapewne miejsca jego ostatniej bitwy...
Po niedługim czasie szybkiego galopu, widzicie wreszcie mury Blanchegarde. Jest to całkiem spory zamek z wywieszonymi na basztach chorągwiami. Jego potężne mury dają pewność bezpieczeństwa kryjącym się za nimi chrześcijanom, a w przekonaniu tym utwierdzają tylko dobrze uzbrojeni żołnierze za blankami. Most zwodzony jest podniesiony, brama zamknięta, co daje znać że załoga jest w gotowości i być może obawia się jakiegoś napadu.
-
Sir George Srogi
Natychmiast otwierać bramę! Zdrada! Zdrada! - ryknął z całą mocą.
-
Spytko po łacinie
Na rany Chrystusa! Opuszczać most, ino żywo! Rycerzy trzech różnych Zakonów chcą ubić! Tuż pod waszym bokiem! Gniew Wszechmocnego na Was spadnie, jak rychło nie udzielicie schronienia Sługom Bożym! Bożogrobca rozdarł się na cały głos, jak tylko znalazł się w zasięgu słuchu wartowników.
-
Tomasz po łacinie
Otwierać bramę, widzicie, że nas tylko kilkoro a jam Lazaryta, co po stroju każdy widzi.
-
Na Boga, otwierać bramę, opuścić most - krzyknął po francusku jeden z sierżantów. Chwilę po tym potężny most zwodzony opadł na ziemię otwierając wam drogę do otwartej już bramy. Zamek okolony jest fosą, jednak nie nawodnioną.
-
Charles de Tournemire
Kapłan spokojnie wjechał do fortu przyglądając się mu od środka. Poczuł się już trochę bezpieczniej w tych murach zamkowych.
-
Wjechaliście na zamkowy dziedziniec, mijając żołnierzy delikatnie składających wam pokłon. Na tunikach i tarczach mają herb przedstawiający złotego konia na czerwonym tle - taki sam widzieliście na chorągwiach powiewających nad basztami. Dziedziniec jest całkiem spory, widzicie wejście do palatio, zbrojownie i stajnię. Wszędzie chodzą dość liczni żołnierze i rycerze. W oczy rzuca się wam widok pięciu lazarytów w pełnym rynsztunku, wyglądają oni tyleż dumnie i pięknie co przerażająco. Jeden z sierżantów krzyknął w waszą stronę po łacinie - poczekajcie szlachetni panowie, biegnę po barona Rogera de Wigan!
-
Charles de Tournemire
Kiwnął głową na powitanie żołnierzy, po czym czekał na przybycie barona.
-
Katarina
Nie mogła opanować nerwów przemieszanych ze strachem i rozgoryczeniem. Konstabl postanowił się poświęcić, a nikt wcześniej nie kładł na szalę własnego życia dla niej. Chciała się jeszcze odwrócić i choć raz spojrzeć na tego dzielnego rycerza, ale zdawała sobie sprawę, że wtedy nie będzie w stanie walczyć z własnym sumieniem i nawróci konia by pognać na złamanie karku. Być może znalazł obraz odkupienia swoich grzechów i to ma być jego pokuta. Jeśli tak jest Ojcze to przyjmij swoją owcę, która błądziła ale w końcu znalazła drogę dobra.
Wjechała do zamku ale nic nie mówiła. Zdawała sobie sprawę, że nie mogłaby wtedy powstrzymać płaczu, chcącego niemiłosiernie dać się wyrwać z jej ciała.
Czuła, że serce jej krwawi nie z powodu śmierci rycerza bo do tego przywykła była, ale sposobu w jaki zginąć mógł. Jako bohater i prawy człowiek....
-
Techniczny
Poprosiłem Lwa o wstrzymanie akcji na tydzień, mam za dużo na głowie i nie wyrabiam żeby coś z sensem pograć. Mam nadzieję, że przystaniecie na pauzę.
-
Tomasz
Czekał na barona rozglądając się wokół.
Oby ta szalona Kaśka nie zachorowała, jako ja.
Techniczny
Jasne jak dla mnie nie ma problemu co do przerwy.
-
Techniczny
Jeśli o mnie chodzi, nie ma żadnego problemu.
-
-
Techniczny
I ja nie widzę żadnego problemu....pokibicuję Trypolisowi :P
-
Spytko
Lazaryci, może Oni coś wiedzieć więcej będą o misji konstabla. Tylko najpierw wyplątać się musim z kabały. Oby baron dał wiarę naszym słowom.
Techniczny:
Nadzieja matką... ale jak widać matka kocha swe dzieci :mrgreen: Oczywiście, że nie mam nic przeciwko postojowi na tydzień, czy nawet dłużej jakby było konieczne.
-
tech:
ja za tydzień będę mega rzadko dostępny.
-
Surija
Wjechawszy do zamku Ehh jaka zdrada, to ino zemsta, znów mości rycerze naginają prawdę i znów pomsta na Nas spadnie
Po czy oddała Elilę stajennemu i zaczęła się rozglądać za dogodnym punktem obserwacyjnym łudząc się, że zobaczy nadjeżdżającego konstabla, który z pomocą Pana odniósł triumf nad wrogami
Techniczny
Coś pomału pograć możemy, życie wraca mi do normy powoli:D
-
2 załącznik(ów)
Ujrzeliście po kilku chwilach wychodzących z sali rycerskiej barona Rogera z Wigan i jakąś damę, zapewne jego żonę. Już z daleka widzicie, iż coś się kłócą... A raczej ona wrzeszczy na niego po francusku, ale słów nie dajecie rady zrozumieć. Wreszcie dotarli do was i ujrzeliście ich oblicza:
Załącznik 1128Załącznik 1129
- Słyszałem od serwienta, żeście coś o zdradzie wrzeszczeli? Hmm... Jam baron Roger z Wigan, a to moja wybranka serca, piękna, szlachetna, umiłowana...
- Zawrzyj gębę niewdzięczniku! Wtrąciła się kobieta.
- I przesympatyczna Elisabeth de Wayren. A więc... Witajcie w Blanchegarde i mówcie, co do powiedzenia macie.
Głos barona jest dźwięczny, bije od niego zarówno spokój, jak i nieco arogancji. Dłoń ma opartą o rękojeść swego miecza, na sobie zaś ma długą kolczugę.
Techniczny
Wszystko, co powiedzieli gdy już do was doszli było po łacinie.