-
Robert
Chęć porozmawiania z Panem ojcze, potrzebowałem ustronnego miejsca z dala od tych tłumów pielgrzymów,bowiem.....,bowiem uznałem że me życie nie ma sensu - nieoczekiwanie zwierzył się duchownemu - Ehh,cholera, ale w sumie......,komu wygada? - pokrzepiając się tą myślą dodał - zamierzam wyruszyć z królem i poszukać chwalebnej śmierci w boju,może tak odpokutuję za swe przewiny.....
-
Adriano, Charles:
Duńczyk wyraźnie obrażony splunął pod kopyta wierzchowca Charlesa, rzecząc po tym - końska rzyć z ciebie a nie ojciec, o! Po tym obrócił konia i odjechał gdzieś, wyciągając z sakwy kolejną butelkę...
Bertrand:
Agnes nieoczekiwanie otworzyła oczy, załzawione z zaspania. Powiedziała cicho - czemu leżysz na podłodze, Bertrandzie?
Robert:
A jakież to wydarzenie sprawiło, że zamierzasz tak drastycznie odkupywać swe winy synu? Spytał ksiądz.
-
Robert
Wiele zła w życiu popełniłem ojcze..... - przygryzł wargę po czym westchnął ciężko i powiedział całą prawdę tak jak i Charlotte choć tym razem obyło się już bez łzawych przerywników czy padania na kolana...., po chwili dodał - Sam teraz rozumiesz ojcze....
-
Charles de Tournemire
Wole być końską rzycią niż słuchać jak się wydzierasz w świątyni i nagadujesz na mnie, ale znając życie to i tak wrócisz do mnie, tyle że pijany... - pomyślał sobie oburzony zachowaniem Duńczyka, gdy widzi jak odjeżdża, wyciągając kolejny trunek ze swej sakwy. Po tym ruszył w stronę tegoż kościoła do którego zmierzał. Dodał tylko do Włocha stanowczo - Chodźmy...
-
Bertrand
Drzemnąć chciałem, a że łoże zajęłaś tom na ziemi się ułożył...
-
Adriano
Co ci poradzę na jego zachowanie. Ci z północy chyba jeszcze nie do końca pozbyli się zwyczajów i zachowań swych pogańskich przodków.
-
Charles de Tournemire
Zwrócić uwagę, ochrzanić, cokolwiek, a nie pozwalać mu na więcej. Drugi raz zwróciłem mu uwagę i najwyraźniej podziałało.
-
Spytko po polsku:
Późno już się zrobiło, do Patriarchy pewno się nie dostaniemy, chodźmy więc może do Twej komnaty w cytadeli, na pewno Ci jakąś przydzielono. A jutro poproszę konstabla by udał się ze mną do ekscelencji. Jemu pewno nie odmówi rozmowy.
-
Katarina
Tak chyba będzie najlepiej....Chciałam CI jeszcze coś dać.... Zamyśliła się chwilę. Wyciągnęła sakiewkę z dziesięcioma sztukami złota... Właściwie oddać.
I tak są Twoje.... nasze. Możliwe, że będziesz musiał przekupić strażników by wpuścili Cie do Patriarchy......
-
Spytko po polsku:
Przyjął monety, uśmiechnął się i stwierdził Masz rację, są nasze. Całkiem możliwe, że i tak na to mnie stać, dlategóż chcę poprosić o przysługę konstabla, by mnie tam wprowadził.