Arstan
No w końcu ktoś coś mądrego rzekł
Wersja do druku
Arstan
No w końcu ktoś coś mądrego rzekł
Catherine
Także ucałowała Veccaviankę w policzek i podeszła za nią do Kersijany mówiąc - Tak,weź ją,Adele bardzo Cię lubi....
Kersijana
Wskoczyła na konia wyciągając ręce po Adelę... Lothiriel ma rację... Musimy się wydostać z tego przeklętego miejsca jak najszybciej... Wtedy moc odzyska i wszystkich Was wyleczy.... Posadziła dziewczynkę najwygodniej jak to było możliwe i okryła płaszczem zaciągając kaptur na głowę... Ruszajmy.... powiedziała cicho....
Ruszyliście w drogę, przez te przeklęte miejsce. Wkrótce, gdy ziemia zdawała się być coraz mniej wypalona a drzewa żywsze, pod wieczór, ujrzeliście jakiegoś wojownika w pordzewiałej zbroi... Siedzi na trawie, jego miecz leży obok niego. Nie widzicie jego twarzy. Zdaje się nie słyszeć was.
Arstan
Albo jakiś ranny albo to pułapka, ja bym go strzałą poczęstował na Waszym miejscu, ale to nie ja dowodzę
Catherine
Bądź pozdrowiony rycerzu,potrzebujesz pomocy? - zagaiła kurtuazyjnie,jednak rękę trzymała na rękojeści miecza a objechała go dookoła by móc dojrzeć jego twarz
Kersijana
Zwolniła konia coby nie musieć zagadywać pierwsza nieznajomego. Jechała za Elfem czekając na rozwój wydarzeń....
Najpierw bij potem myśl, powiadasz panie Arstanie? Spytała kpiącym tonem Betty, dodając - jedź i ty z Cathy do niego, Elrohirze, miej łuk pod ręką, reszta baczyć na drzewa, czy coś z nich nie wypełza, nie wyłazi i takie tam...
Nie rozkazuj mi człeczyno - warknął Noldor, ale dobył łuku, nakładając strzałę na cięciwę. Adela tymczasem coś jęknęła przez sen ledwo słyszalnie, tak że tylko uszy Kersijany to uchwyciły. Dziewczynka wydaje się strasznie niespokojna, jakby miała koszmar...
Catherine dostrzegła, że twarz rycerza jest cała pokrwawiona, skóra jego niemal przegniła, miejscami odchodząca od kości... Nie zwrócił na nią żadnej uwagi.
Catherine
Zemdliło ją na jego widok a jej twarz wyraźnie zbielała,zaraz też spojrzała niepewnie na resztę towarzyszy,jej mina mówiła że nie jest dobrze.... - Ohyda!A już myślałam że opuściliśmy to miejsce na dobre....
Arstan
Phi, mogę się na następny raz nie odzywać