Techniczny
Zakładam, że są w już sami w jakiejś komnacie....
Przybliżyła się do Spytka....
Możesz rozpiąć mi bluzkę?.... Uśmiechnęła się do mężczyzny
Wersja do druku
Techniczny
Zakładam, że są w już sami w jakiejś komnacie....
Przybliżyła się do Spytka....
Możesz rozpiąć mi bluzkę?.... Uśmiechnęła się do mężczyzny
Spytko
Ochoczo spełnił życzenie Lubej.To i każde następne które miała tej nocy.
Techniczny
A miała ich naprawdę sporo. sama tez nie była bierna w spełnianiu życzeń lubego...
Niebo coraz to bardziej ciemnieje... Zapada wieczór, piękny i pełen gwiazd.
Adriano, Charles:
Gdzie konkretnie postanawiacie się teraz udać?
Robert:
Hm... Zbłądziłeś, jak wielu rycerzy. Ale czy to powód, by marnować swe życie? Pokutą za winy nie będzie poświęcenie swego największego daru, ale zawalczenie o kobietę, którą umiłowałeś. Bóg każe kochać, miłością tylko zapłacisz za swe grzechy. Czy to nie wspaniałe? Masz szansę odpokutować za złe uczynki czymś, co jest na tym padole najwspanialszą rzeczą... Powiedział kapłan.
Bertrand:
Agnes choć widocznie zmęczona, to zaczęła chichrać. Twoje łoże, zejdę z niego jeśli chcesz, albo możesz się położyć obok mnie, nie wypoczniesz przecież na podłodze. A chyba nie boisz się obok mnie ułożyć, prawda? Ach... Chyba nie jestem niebezpieczna... Znów zaczęła chichrać.
Robert
Miłością? - powtórzył szczerze zadumany, stał tak chwilę pogrążony w myślach po czym rzekł smutnym głosem - Piękne to słowa ojcze,ale w jaki sposób mam zawalczyć o kobietę która jak sądzę nie chce mnie więcej na oczy widzieć? Również mnie umiłowała,wiem to, ale gdy poznała prawdę,prawdę której przed nią zataić nie mogłem,uciekła w popłochu cała we łzach....,rzekła że musi to "przemyśleć" ale cóż to może oznaczać?
Bertrand po francusku
Skoro mi zezwalasz, to spocznę obok Ciebie. Rzekł, po czym wstał z podłogi i położył się po drugiej stronie łóżka, od razu odwracając się plecami do Francuzki.
Techniczny:
Do tego kościoła grobu pańskiego ksiądz idzie :F
Adriano
Jego reakcja na moje upomnienie była by co najmniej taka sama jak na twoje ojcze.
Adriano, Charles:
Dotarliście przed Bazylikę Grobu Pańskiego, ale z tego co widać jest już pusta, drzwi do niej są zamknięte. Późna wszak pora... Na placu przed bazyliką także nikogo nie ma, poza nielicznymi strażnikami patrolującymi obszar.
Robert:
Ja w serce kobiety zajrzeć nie umiem, sam się musisz przekonać co to oznacza. Ale pamiętaj by się nie poddawać, to byłby grzech... Musisz zawalczyć o nią, pokazać że się zmieniłeś!
Bertrand:
Ułożyłeś się obok Agnes, cały spocony od gorąca. Zbroja chyba niezbyt przydaje się w łożu... Nie mówiąc już o ostrogach. Kobieta znów zaczęła chichrać, po chwili mówiąc w waszym rodzimym języku - Bertrandzie miło się śpi w kolczudze? I mógłbyś chociaż zdjąć te ostrogi, chyba że czyhasz na okazję, by opatrzyć mi stopy, jak znów mi je poranisz.
Charles de Tournemire
Czyli się spóźniliśmy. Cóż... Na coś innego już raczej nie można liczyć, więc chyba czas na powrót do zamku - po czym zaczął wracać do cytadeli, po drodze rozmyślając coby znaleźć gdzieś tam jakąś kaplicę i udać się w końcu na odpoczynek.