-
Królewna złapała Catherine za rękę i wdrapała się na tylni łęk jej siodła, po czym obie oddaliły się trochę od nieumarłego rycerza. Oczywiście obydwa miecze zostały przy umarlaku, bo Betty jeden upuściła, a drugi był przytroczony do siodła, które spadło. Elrohir podążając za radą ukochanej, cwałem podjechał do mieczy i spróbował je zabrać, ale w trakcie dostał potężnie czarnym ostrzem, które przebiło jego wspaniałą zbroję...
W międzyczasie Lothiriel strzela z łuku do rycerza, żadna jednak z jej celnie wypuszczonych strzał nie robi mu krzywdy. Tristan zaś, wdał się z nim w walkę.
-
Arstan
Kurde lubię tego umarlaka, elfa prawie ubił, ale Tristana szkoda po czym stara się dobyć drugiego miecza i rzec jasna zdradziecko dziabnąć truposza w plecy
-
Catherine
Beatrice....,spróbuję odciągnąć jego uwagę a Ty złap miecz,tylko nie wypuść go tym razem.... - powiedziała ze złością i ponownie ruszyła w stronę walczących,gdy dojadą zamierza albo związać rycerza walką jeśli ten do tego czasu pokona Tristana albo sama złapać za któryś z mieczy i zaatakować nieumarłego rycerza....
-
Kersijana
Serce jej stanęło gdy Elrohir został zraniony... Stanęła i zaskoczyła z konia... Adelę zaś zostawiła w siodle... Chodź tu po dziewicę w takim razie.... Miała nadzieję że dystans w którym się znajdowała starczy na to by któreś złapało w końcu miecz i pokonało tego potwora...
-
Dzięki temu, że umarły rycerz związany był walką z Tristanem, a po chwili także i z Catherine, Arstanowi udało się złapać za miecz Ithil, oraz wbić go prosto w jego plecy... Ostrze przeszło przez zbroję, a umarlak zacharczał przeraźliwie. Zaraz też Betty chwyciła za Anor i przebiła rycerza z drugiej strony. Ten padł na kolana... Tak samo jak i Elrohir, z groźnie wyglądającą raną. Kersi... Jęknął.
-
Catherine
Spojrzała na Beatrice jednak jedynie pokręciła głową z rozczarowaniem,zaraz też spojrzała ze współczuciem na Noldora,nie znała się za dobrze na medycynie a i jego stosunek do ludzi mówił jej że nie chciał by go dotykała....
-
Beatrice wyjęła swój miecz z truchła upadłego wojownika i spojrzała na Catherine, mówiąc cicho, jakby oszołomiona - ocaliłaś mi życie siostrzyczko... Dziękuję...
-
Catherine
Nic nie odpowiedziała tylko skinęła jej głową z milczeniem,nie miała za bardzo ochoty z nią rozmawiać ani jej strofować,Beatrice taka już po prostu była,niezdarna i zapominalska.... - Szkoda tylko że kiedyś przez to napyta sobie biedy,ten fiut nawet palcem nie kiwnął i gdyby nie ja było by po niej....
-
Kersijana
Dobiegła do Elfa i opadła na oba kolana przy nim. Najdroższy.... wyjęknęła.... doń miała we krwi ukochanego...Spojrzała na nią a potem w oczy Elfa... Nie umieraj,,, proszę.... zaczęła szlochać..
-
Elrohir chwycił dłoń Kersijany, patrząc jej w oczy z wyraźnym bólem i cierpieniem. Lothiriel zeskoczyła z konia, by za chwilę przypaść do Noldora, przyglądając się jego ranie. Pomóż mi, Kersi, szybko, musimy zdjąć mu zbroję. Cathy! Betty! Pomóżcie! Krzyknęła.
Przy okazji dostrzegliście, jak Margaret potężnym cięciem odrąbała głowę jakiemuś umarlakowi... Zdychaj sukinsynu, gdybyś nie był taki przegniły, że brzydzę się ciebie tknąć, to bym cię wykastrowała, byś choć trochę był porządny! Wrzasnęła.