-
Bertrand:
Nie przejmuj się, wszak zamierzasz wrócić i odzyskać swój honor, Bóg ci dopomoże i ja też się postaram - rzekła kobieta, dłonią gładząc przez chwilę Twe włosy oraz smagając po policzku... Dotyk był wręcz cudowny, wywołał u Ciebie natychmiastową reakcję męskości... Przy tym zacząłeś nieco dyszeć, czując rosnące podniecenie.
-
Bertrand po francusku
Uśmiechnął się lekko, rumieniąc się Ty także mi pomożesz? Przecież zapewne w swoich sprawach do Francji wyruszasz...
-
Bertrand:
Sprawa mego przyjaciela jest chyba także moją sprawą, mam rację?
-
Bertrand po francusku
Tak, chyba masz rację... Pozwól teraz, że wypocznę, walna bitwa niedługo mnie czeka...
-
Bertrand:
Zatem dobrej nocy Bertrandzie - odparła Agnes, po czym delikatnie oparła głowę o Twe ramię oraz zmrużyła piękne oczęta. To straszne uczucie, kiedy najbliższy ci człowiek cierpi na trąd, nie możesz go dotknąć ani przytulić, ani też pocałować... Tak wtedy pragniesz czułości... Wyszeptała jeszcze.
-
Charles de Tournemire
Po skończonej modlitwie powstał, spojrzał zza okienniny na widoki na święte miasto. Wpatrywał się na w ten obraz przez kilka dłuższych chwil, wtem jednak przyszedł mu do głowy pomysł, coby zapoznać swych nowych towarzyszy... i przy okazji zapytać się o tego irytującego Godwyna - Co prawda ludzie się już kładą spać... ale być może jeszcze część nie zasnęła. Niby miałem się już położyć, ale... szkoda mi trochę jednak tego czasu na sen, a i do tego jeden z rycerzy chciał ze mną pomówić. Cóż, czas się do niego udać - po czym wyszedł, uprzednio chowając starannie swój ekwipunek coby nie leżał na widoku i udał się do komnaty Roberta.
-
Bertrand po francusku
Pogłaskał ją po włosach. Nie doświadczyłem nigdy Twego bólu, ale rozumiem go, trudno bez czułości w życiu sobie radzić... powiedział cicho.
-
Charles:
Niestety nikt nie otwiera Ci drzwi... Zatem Roberta zapewne albo w komnacie nie ma, albo już zasnął kamiennym snem ze zmęczenia.
Bertrand:
Tak... Masz rację... Kobieta westchnęła i objęła Cię, wtulając się mocno.
-
Charles de Tournemire
Nikt nie otwiera... - poczekał jeszcze chwilę pod drzwiami dla pewności i zapukał parę razy, choć gdy tak stał słyszał jakieś przytłumione jęki zza jednych z drzwi... Miłosne uniesienia i rubaszne zabawy... To wy chyba nie macie kiedy i gdzie tego robić, a na dodatek bez żadnej dyskrecji, co? Eh... - odszedł do drzwi, po czym zapukał do kolejnych, tym razem jego sąsiada, Bertranda...
-
Bertrand po francusku
Odwzajemnił uścisk, lecz usłyszawszy pukanie rzekł szeptem Zdaje się że mamy jakowegoś gościa...