-
Dan:
- Dobrze, tylko niech ci to za długo nie zajmie i żeby ci ludzie Tymorisina nie stali tam w koszarach nie wiadomo ile czasu - kapłan odpowiedział ci, po czym udał się do Edwarda.
- Nie, nie mam - odpowiedziała ci, dodając zaraz po cichu - Ja i tak pewnie będę miała Edwarda na ogonie, więc nudzić się nie będę... Ehh no nic. Za ile mniej więcej będziesz? Skoczyłabym przy okazji na rynek kupić jakieś zapasy na drogę.
Vito:
Strażnik podniósł brew słysząc Twe zdanie, ale podszedł do krat i równie cicho odpowiedział - O co chodzi? Streszczaj się, kto wie czy czarne szaty zaraz się tu nie pojawią.
Edward:
Mag podszedł do Ciebie i poważnym tonem przemówił do Ciebie - Twa służba u mnie Edwardzie dobiegła końca. Nie nadajesz się do żadnych zadań, które mógłbym Ci zaoferować. Na Twe miejsce wskoczy Diane.
-
Dan
Ehh nie zazdroszczę....,ale wydawał się o Ciebie martwić.... - odparł równie ściszonym głosem - A spotkajmy się za jakieś....10-15 minut,przed koszarami,weźmiemy tych zwiadowców,odstawimy moją znajomą na farmę i zabierzemy się za zadanie....
-
Vito
Mam plan jak się stąd wydostać. W odpowiednim momencie dam Ci znak, a wtedy będziesz robił co Ci każę. Ale musisz przyrzec, że zapomnisz o tym zajściu z moją "haniebną ucieczką"... Nie mamy nic do stracenia, trzeba spróbować. To jak będzie? Powiedział stłumionym głosem.
-
Dan:
Chyba raczej czekał na okazje, aż dam mu dupy... Ale kto wie co mu do tego łba strzeliło. No dobra, to ja idę... - ruszyliście w swoje strony. Edward ruszył za Diane, lecz po kilku zdaniach ten odwrócił się od niej i ruszył za Tobą w kierunku portu. Nie odezwał się jednak ani słowem, lecz pognał dalej w kierunku przystani. Czyżby "złamała mu serce"? Czy to Vatras jednak postanowił się w końcu go pozbyć, a tenże przyszedł się pożegnać?
Dotarłeś pod dom Sophie. Ta już najwyraźniej czekała na Ciebie, bo zanim zdążyłeś zapukać, ta otworzyła ci drzwi i z uśmiechem powiedziała - Hej. Jesteśmy już przygotowane, więc możemy ruszać w drogę.
Vito:
Po chwili ciszy strażnik odpowiedział - A co to niby za plan? Chłopie... Tu stacjonuje armia nekromantów i trupów, jak nie lepiej...
-
Vito
Jak się zacznie to sam zobaczysz, nie mogę Ci powiedzieć więcej bo zobaczą że jesteś zbyt ucieszony. I uznasz mnie za szaleńca... Zaufaj mi, trzeba spróbować.
-
Dan
Hej - odparł nie potrafiąc nie odwzajemnić uśmiechu - Będziecie miały iście królewską eskortę w drodze do farmy bowiem będą nam towarzyszyć wojskowi i jedna najemniczka którą Vatras zatrudnił do tego zadania. Edwardem się już więcej nie kłopocz bo odpłynął bez słowa....,ehh....,mogę jakoś pomóc?
-
Dan:
Uuu, to ładnie. A czemuż to taki zaszczyt nas spotkał? I czemu Edward odpłynął? A co do pomocy to w sumie mógłbyś... Jest tam parę rzeczy do wzięcia, już zapakowanych - odpowiedziała radośnie, otwierając ci drzwi, byś wszedł do środka.
Vito:
Wątpie. Łeb mnie napierdala, plecy, dostałem parę razy mieczem... I w ogóle mam ochotę komuś skopać dupę. No ale niech ci będzie, skoro nie chcesz powiedzieć... Nie mam i tak niczego do stracenia, może co najwyżej będę przeżywać większe męki niż dla mnie zaplanowano - powiedział, po czym usiadł pod jakąś ścianą i w milczeniu wgapiał się w jeden punkt...
-
Vito
Również odstąpił od krat i usiadł na pryczy. Masz kogoś w mieście? Jakąś rodzinę, miłość może? Spytał po dłuższej chwili, żeby nie siedzieć tak w ciszy.
-
Dan
Wszedł do środka rozglądając się za rzeczami do wzięcia w międzyczasie odpowiadając z uśmiechem - Zlecenie mnie czeka to przy okazji Was odprowadzimy....,a co do Edwarda sam nie wiem,chyba złamano mu serce ale nie sądzę by jego potrafiło załamać coś takiego,raczej miał inne powody....
-
Dan:
Dziwny był to i kto wie co mu przyszło do głowy. No ale... Może i lepiej jak go już tu z nami nie będzie... No nic to, weź coś, a my zabierzemy resztę i możemy ruszać - widzisz tu w sumie parę "paczek", w niektórych są ubrania, innych jakieś zwoje i książki czy inne rzeczy. Nie jest tego jednak aż tak dużo jak można by się spodziewać... W sumie i dobrze, nie natargasz się.
Vito:
Żonę... Tylko ona mi pozostała.