-
Charles:
Nagle z bocznego korytarza wyszedł konstabl, zmierzając w Twoją stronę. Jak zwykle w pełnym rynsztunku poza hełmem, rękę ma opartą na rękojeści swego miecza. Czemu stoisz pod komnatą pana de Toulouse... Kle... Księdzu? Spytał.
Bertrand:
Niech puka, udajmy że jesteś sam w komnacie i śpisz... Odszepnęła Agnes, widocznie zadowolona z uścisku.
-
Bertrand
Usłyszy nas, otwórzmy lepiej... szepnął jej do ucha.
-
Charles de Tournemire
Cóż, postanowiłem go odwiedzić skoro i tak nie mam nic teraz do roboty... Dopiero co zapukałem do jego drzwi. A ty panie skąd wracasz, o ile wolno wiedzieć?
-
Charles:
Od króla, Agnes została w tej komnacie zapewne, bo w jej nie zastałem mej miłej. Zatem tu przybyłem - odparł Boemund, po czym kilka razy energicznie zapukał do drzwi.
Bertrand:
Agnes westchnęła rozkosznie, gdy szepnąłeś do jej ucha, mocniej się zarazem wtulając. Wtem usłyszeliście jednak podejrzanie znajomy głos, oraz znacznie mocniejsze pukanie do drzwi. O Boże, Boemund... Rzekła cicho pani de Montmirail, rozpoznając ów głos.
-
Bertrand po francusku
Cii, bądźmy cicho to odejdzie. szepnął jej znów do ucha.
-
Charles:
Nagle usłyszeliście kobiece kichnięcie z wnętrza komnaty... Agnes! Krzyknął Boemund wyglądając na bardziej wystraszonego niźli rozgniewanego, dobył też swego brzeszczota.
Bertrand:
Gdy Agnes miała już Ci odpowiedzieć, kichnęła przypadkowo. Usłyszeliście, jak konstabl wykrzykuje imię swej ukochanej, a także syk ostrza wysuwającego się z pochwy. Wybacz Bertrandzie... Szepnęła bardzo zasmucona kobieta, puszczając Cię. Widać, iż na pewno nie uczyniła tego celowo...
-
Bertrand po francusku, szeptem
Cóż mam Ci wybaczać, to nie Twoja wina. rzekł uśmiechając się. Leż zatem i udawaj że ledwie się przebudziłaś a ja otworzę... Powstał zaraz z łoża i otworzył drzwi konstablowi.
-
Bertrand, Charles:
Rycerz nie zdążył otworzyć drzwi, bowiem przedtem konstabl z troską o ukochaną solidnym kopniakiem je wyważył . Widać, iż to człowiek o wielkiej sile, bowiem drzwi wydawały się dość mocne. Uderzyły one też Bertranda, odpychając go. Boemund wpadł wtem z mieczem do komnaty i od razu podbiegł do Agnes, chwytając ją za dłoń.
-
Bertrand
Powiedział łapiąc się za bolące czoło Co się dzieje panie, czemuż z takim impetem do komnaty wpadasz?
-
Charles de Tournemire
Nie odzywają się i siedzą cicho w komnacie razem? No ładnie... Czuję, iż konstabl zaraz tu zrobi masakrę, bo czyżby panna Agnes zdradzała konstabla z tymże człowiekiem? - kapłan zaintrygowany obserwuje całą sytuację przed wejściem od czasu do czasu spoglądając na Bertranda i Boemunda, choć z zachowaniem ostrożności, bom nie chce po raz kolejny stanąć przed wściekłym konstablem... Zwłaszcza, gdy tu już chodzi o sprawę z jego ukochaną.