-
Bertrand, Charles:
Konstabl nie zwrócił uwagi na Bertranda, tylko zaczął rozmawiać po francusku ze swoją ukochaną, trzymając ją cały czas za dłoń:
- Co się dzieje moja miła, czemuście drzwi nie otwierali, nie mów mi że...
- Nie! Boemundzie, nigdy bym tego nie uczyniła...
- Wybacz mi... Jak mogłem zwątpić...
- Och nic się nie stało najmilszy, doskwierają mi rany, to zasnęłam w łożu Bertranda, dopiero co się zbudziłam, gdy miał mi bandaż na stopie zmieniać...
Agnes zawinęła koc i pokazała mężowi przesiąknięty krwią bandaż. Rycerz spoglądał przez chwilę na poranione stopy wybranki, po tym zatonął w jej oczach...
-
Charles de Tournemire
Obudziłaś się, ale żadne z was nie odzywało się mimo tego wcześniejszego kichnięcia i po tym krzyku konstabla? Może i rzeczywiście nie zareagowaliście w porę i Bertrand dostał w twarz drzwiami... Ach, nie będę się tu spierać i domniemywać, bo tylko po łbie dostanę za to... -kapłan przyglądał się tak wszystkiemu jeszcze chwilę, po czym dodał krótko - To ja zostawię was samych z sobą... - i odszedł do swego pokoju.
-
Adriano
Wrócił do swojej komnaty po pożegnaniu księdza. Po krótkich modłach postanowił wyjść na korytarz by sprawdzić co się dzieje.
-
Robert
Pokazać że się zmieniłem? Cóż......,kilka razy to jej udowodniłem między innymi życie i cnotę ratując ale nie wiem czy tego na drugi plan nie zrzuciła po tym wyznaniu..... - odparł coraz bardziej przygnębiony tą rozmową - tak czy inaczej dziękuję ojcze,jutro wrócę przed jej oblicze lecz tej nocy chcę dać jej nieco spokoju więc po za cytadelą przenocuję
-
Bertrand po francusku
Aj, no i na cóż zamek panie wyłamałeś, skoro właśnie zmierzałem otworzyć... Chyba się teraz nie zamkną. Idę zatem karczmy jakowejś szukać... rzekł po czym zaczął przyodziewać kolczugę i zbierać resztę swoich rzeczy.
-
Charles, Adriano:
Spotkaliście się na korytarzu, obok komnaty księdza.
Bertrand:
Twoja wola panie de Toulouse, ja udaję się do leprozorium spocząć. Żegnaj, moja miła - rzekł konstabl, po czym z wyraźnym trudem odrywając wzrok od swej wybranki, wyszedł z komnaty. Agnes po tym wstała i spojrzała na Ciebie, nie mogąc powstrzymać śmiechu.
Robert:
Zatem idź z Bogiem synu, pamiętaj me słowa - odparł kapłan.
-
Robert
Dziękuję ojcze,będę o nich pamiętał - powiedział z wyraźną wdzięcznością w głosie po czym pojechał do jednej z karczm na głównej ulicy miasta.
-
Bertrand po francusku
Rzekł znów złapawszy się za czoło Ależ mi przyrżnął... A ksiądz chyba miał wątpliwości co do Twojej historii, widać to było po jego minie.
-
Charles de Tournemire
Chyba się trochę panie spóźniłeś, wszak już po wszystkim... o ile zmierzałeś to pokoju pana de Toulouse. Cóż, ja nie będę zgłębiać tematu, bo wszak nie chce mieczem w głowę dostać... - otworzył drzwi do swej komnaty i zamknął się w niej na klucz, po czym zaczął przygotowywać się do snu z racji braku czegoś lepszego do roboty...
-
Adriano
Co ten Bertrand nawyrabiał znowu... Wraca do komnaty i kładzie się by przemyśleć minione wydarzenia czekając na sen.