-
Anna de Loiret
Mimo, że w środku coś się w niej gotowało, czuła wielki strach o ojca to postanowiła zachować spokój. Liothanneo! Coś nas obserwuje od strony, gdzie kukała kukułka, czuję to... Wyszeptała w staroświatowym nie spoglądając w tamtą stronę.
-
Liothannea odgrodziła się Trzmielem od strony kukułki przykucając nad śladami. Zasłonięta koniem szybko wydobyła sztylety i wylała na nie zawartość jakiejś buteleczki. Uważajcie, według Anny coś nas śledzi z lasu po lewej stronie. Nie wykonujcie gwałtownych ruchów. syknęła najpierw w elfim, później w tileańskim. Prostując się rzuciła głośno w bretońskim Kukułeczko, powiedz przecie, za ile lat męża spotkam na tym świecie. W odpowiedzi zaterkotał dzięcioł, a po nim kukułka odezwała się osiem razy.
-
Alessio
Hę?Co to za dziwny szyfr? No nic,najwyżej zapytam później.... - pomyślał,zgodnie z zaleceniem starając się zachowywać jak wcześniej i nie wykonywać gwałtownych ruchów
-
Christophe Leroy
Co? Co wy tam szepczecie do mnie? Eh... Lepiej to ja będę robić jak Alessio, bo coś tu się podejrzanego dzieje... Nie chce skończyć jako ozdoba na jakimś drzewie - starał się zachowywać jak Alessio, czyli udawać, że nic się nie stało, nie wykonując przy tym gwałtownych ruchów.
-
Arathena
Słysząc Annę stanęła z tej strony Anny by ją zasłonić od strony kukułki... Stara się zachowywać spokój. Jeśli dojdzie do walki to nie będzie używać łuku gdyż obolała ręka nie pozwoli na precyzyjne strzały do których potrzebne są sprawne obie ręce. Gotowa w każdej chwili chwycić za miecz, obserwuje uważnie miejsce z którego dobiegał dźwięk.
-
Minęliście to miejsce z nerwami napiętymi jak jakieś postronki. Po kilku chwilach Liothannea stanęła jak wryta. Mierzy do nas jedenastu łuczników, idą w nasza stronę. Po chwili Alessio ich dostrzegł, a po nim Arathena. Dzierżą długie bretońskie łuki, ubrani są zaś w ciemnozielone płaszcze, stapiające się nieco z otoczeniem.
-
Arathena
Za drzewa! powiedziała do towarzyszy. Pociągnąwszy Annę za rękę szybko schowała się za pobliskie drzewo..
-
Bzyknęło i w drzewo przed Aratheną wbiła się olbrzymia strzała przypominająca oszczep. Ani kroku jeśli Wam życie miłe! huknął potężny głos zza Waszych pleców. Następna strzała w Was pójdzie!
-
Anna de Loiret
Ścisnęła mocno dłoń Aratheny i wyszeptała do niej - bardziej uważajmy kochana przyjaciółko, nie ocalimy mego ojca martwe. Po tym rzekła głośno po bretonńsku - czemu do nas strzelacie, nie jesteśmy waszymi wrogami. A przynajmniej nic nie wiem o tym, byśmy byli.
-
Alessio
Genialna Arathena i jej świetne pomysły,było szarżować jak na ogry..... - ironizował w myślach - Jest sympatyczna ale niech na przyszłość najpierw myśli a potem działa a nie na odwrót....