-
Ten las i ścieżki w nim leżące do nas należą. Próbowaliście uciec nie zapłaciwszy myta. powiedział ogromny mężczyzna. Chłop ma ponad dwa metry wzrostu i dzierży ogromny łuk, przy którym broń jego czterech towarzyszy, choć tez długie łuki, wygląda jak dziecinne zabawki. Pozostała jedynastka banitów jest już coraz bliżej.
-
Anna de Loiret
Och... Wybacz, nie wiedzieliśmy. I cóż ja biedna mam począć, ojca mi pewno zmarł, a teraz ostatnie złoto muszę oddać, które miało być na wyprawienie mu godziwego pogrzebu... Rzekła przykładając dłonie do twarzy i szlochając.
-
Sprzedasz pierścionek, to będziesz miała na jego pogrzeb. Nas tylko złoto obchodzi.
-
Christophe Leroy
Wyboru to my chyba nie mamy... - wyszeptał do swoich towarzyszy - Ile wynosi te myto?
-
Aratchena
Zdajac sobie sprawę, że nie mają szans w walce z nimi... Ile tego złota chcecie, bo czas wam zabieramy? A przecie dzień jeszcze się nie skończył i zapewne czekacie tez na innych podróżnych.... Powiedziała do łuczników...
-
Całe wasze złoto rzekł jeden z nowo przybyłych. Konie i klejnoty możecie zatrzymać, a Ty pani schowaj te noże zanim komuś się stanie krzywda. Liothannea westchnęła i schowała dobyte noże.
-
Anna de Loiret
Przeklęci plebejusze, nienawidzę ich. Nienawidzę! Wyjęła swoje sakiewki ze złotymi monetami i oddała zbirom.
-
Arathena
Drogo się cenicie.....
Poczekajcie rzucę wam zaraz sakwę.....
-
Alessio
Długo byłem przy pieniądzach nie ma co.... - pomyślał ponuro oddając wszystkie jakie miał przy sobie a po chwili widząc jak lądują w łapie olbrzyma....
-
Christophe Leroy
I pić nie ma za co... Tak smutno. Ehhh, to się źle skończy - pomyślał ironicznie, po czym wyjął swój mieszek i wyszeptał do Aratheny - Co ty wyprawiasz?