Vito
Uderzony o ścianę osunął się na ziemię, łapiąc się za bolącą pierś. Czego znowu od nas chcesz?
Wersja do druku
Vito
Uderzony o ścianę osunął się na ziemię, łapiąc się za bolącą pierś. Czego znowu od nas chcesz?
Vito:
Ja tu się przyszedłem przywitać... a ty mnie tak potraktowałeś? Ale dobrze, że mówisz "o nas"... przecież mamy jeszcze Twojego towarzysza! - po czym odwrócił się w jego kierunku i rzucił nim kilka razy o podłogę, kraty czy ścianę. Nieźle nim potargał. Na jego ciele widzisz kilka cieknących ran, a po jego minie widzisz, iż najchętniej teraz by chciał rozszarpać tego nekromantę na strzępy... Gdyby tylko kraty mu nie przeszkodziły, ani to, że ugina się teraz z bólu. Wymamrotał tylko - Pierdol się...
Vito
Odwrócił wzrok nie mogąc patrzeć na poniewieranie drugim więźniem... Nie odezwał się jednak, wolał nie naraźać się na nic podobnego.
Vito:
Nagle coś oświetliło całe pomieszczenie, a chwilę potem usłyszałeś bolesny krzyk strażnika. Trwało to tak chwilę, aż rozbłysk ustał, a krzyk nie był już aż tak straszliwy, choć wciąż jeszcze trwał... Po tym usłyszałeś demoniczny śmiech maga, który po chwili powiedział do Ciebie - Widzisz jak możesz skończyć? Albo i gorzej? Niestety... Nie mogę się nim zająć, ani go wykończyć na Twoich oczach. Na cóż mi się przyda zwęglona kupa mięcha? Poza tym... Obowiązki wzywają.
Vito
Odwrócił się, by zobaczyć co nekromanta zrobił ze straźnikiem, spodziewając się najgorszego. A na co przydamy Ci się żywi? I co masz na myśli mówiąc "zająć się nim"?
Vito:
Strażnik leżał cały poparzony, niekiedy jego skóra była wręcz zwęglona, a skóra odeszła od kości. Jego wszystkie włosy spłonęły, pozostawiając ohydny zapach - Będziecie ładnymi ofiarami dla mego mistrza... A co miałem na myśli? Na przykład to... Ultharze! - zawołał. Coś trzeszczącego szło w Twoim kierunku, w jakiejś pordzewiałej zbroi... Chwilę potem ujrzałeś w wejściu martwego paladyna... Wgapiał się w Ciebie swoim tępym wzrokiem, stojąc na baczność przed swoim panem - Oto mój nowy sługa... Cholernie trudno było go tu sprowadzić, a jeszcze trudniej zdobyć, ale koniec końców jest tu już z nami.
Vito
No nie no, i co, zgwałci mnie? Spytał uśmiechając się i pokazując ręką paladyna.
Vito:
Skoro tak bardzo tego chcesz to nie odmówię ci spotkania z nim... Wiesz co masz z nim zrobić - nekromanta zaczął podążać ku wyjściu, a mroczny wojownik wyjął swój potężny, dwuręczny miecz. Pognał ku drzwi celi, rozwalając je kilkoma ciosami i wpadając z impetem do Twojej celi. Poczułeś, iż to był BARDZO zły pomysł, gdy zobaczyłeś co to cholerstwo zrobiło z kratami twojego więzienia... Próbowałeś się bronić, lecz monstrum z łatwością dało sobie z Tobą radę. Po kilkunastu długich chwilach leżałeś na podłodze cały obolały, posiniaczony, z wieloma ciętymi ranami, w powoli tworzącej się kałuży krwi... Mało tego, połamał ci chyba wszystkie żebra. Także kręci ci się cholernie w głowie... Potwór po spełnieniu swojej roboty jak gdyby nic po prostu odszedł, zostawiając Cię samemu sobie...
Techniczny:
10 PŻ pozostało Vitusiowi... Słabiutko :P + osłabiony mocno i go boli wszystko xD
Vito
Kurwa... Ale mnie pocharatał... Ale przynajmniej... Nie zgwałcił... Hehe... - wycharczał i nawet zaśmiał się na końcu, lecz okropny bół nie pozwolił mu na to. Doczołgał się do ściany i spróbował wstać, zapierając się o nią. Jeśli mu się to uda to stara się doczłapać do wiadra z wodą, napić się i przemyć twarz.
Vito:
Udało ci się wstać, chociaż z wielkim trudem i bólem. Udało ci się też doczłapać do wiadra, chociaż z Twym chodem nie jest najlepiej. Kręci ci się w głowie, boli Cię wszystko, a rany na Twym ciele tym bardziej ci tego nie ułatwiają... Pytanie co teraz?