-
Zazdrościsz mi tego rozumu - odparła zadziornie Betty Arstanowi roześmiawszy się i podbiegła do Cathy i Margaret, przytulając się do siostry. Niezdara? Głupia? Oj chyba ktoś się myli w osądzie hihi - rzekła cicho.
Arstan tymczasem odział się i poszedł wraz z Tristanem rąbać toporami gałęzie. W trakcie cicho stwierdził, zaczynając typową, męską rozmowę - mała jest niezła w mieczu, choć z rozumem faktycznie ciężko czasem u niej hehe. Dobrze, że ci się oręż nie napiął, jak z nią wojowałeś, bo mi by chyba nie ustał. Rycerz wybuchnął śmiechem.
Kersijana:
Ruth Edhel... Tak Kersi, kocham cię najmilsza i nigdy nie przestanę... Wyznał cicho Elrohir, łapiąc Cię delikatnie za dłoń.
-
Arstan
Ano jakoś włócznia nie drgnęła, chyba przez zmęczenie, choć miałem nadzieję że kopia się ujawni, liczyłem na jakiś element zaskoczenia z takiego obrotu spraw, no i ciekawie na Margo było popatrzeć jak rzyga, wesoła krotochwila
-
Catherine
A kto o popręgu zapomniał i na schody narzekał? - powiedziała z uśmiechem delikatnie pstrykając ją w nosek,jednak niemal od razu mocno ją objęła,drugą ręką wciąż tuląc Margaret i wyszeptała całując ją w czoło - Jestem z Ciebie dumna,Lothiriel na pewno też,cieszę się że nic Ci nie jest....
-
Kersijana
I ja Cię Kocham mój miły.... dłoń którą ją delikatnie dotykał gładziła w swojeą...
-
Arstan:
Wyobraziłem sobie twoją szarżę na nią, okrutne hehe. Z drugiej strony, jej siostra chyba by nie zdzierżyła i po łbie ci dała, gdyby ta zaczęła jęczeć - odparł Tristan wciąż się uśmiechając. Narąbaliście wystarczająco gałęzi, rycerz oddał Ci topór i wróciliście do Noldora.
Catherine:
Naprawdę jesteś ze mnie dumna? Spytała uszczęśliwiona Betty, patrząc na Ciebie uroczo. Widzisz tymczasem jak Lothiriel zdenerwowana siodła konia królewny, marudząc coś pod nosem.
Kersijana:
Arstan z Tristanem przybyli z gałęziami, nieźle rozbawieni czymś...
-
Catherine
Tak,naprawdę - powiedziała całując ją czule w głowę - Twoja mama też ale bardzo się o Ciebie martwiła,lepiej idź do niej.... - dodała,zaś gdy ujrzała rozbawionych mężczyzn uniosła brew z powątpiewaniem - Ehh Ci mężczyźni,pewnie porównywali który ma większe mięśnie albo rozmawiali której z nas to by nie wzięli do łoża,czemu mnie to specjalnie nie dziwi?
-
Catherine:
Nasza mama... Poprawiła Cię cicho Beatrice, patrząc w oczy. Nie musiała podchodzić do Lothiriel, ta sama zbliżyła się do was i po prostu zdenerwowana, bez słowa usiadła obok, popijając wodę z bukłaka. Królewna wygląda na zdziwioną zachowaniem matki...
-
Catherine
Twoja.... - poprawiła ją cicho,po czym gdy tylko Lothiriel usiadła,przykucnęła obok niej i rzekła - Nie denerwuj się na Betty,dobrze zrobiła,na zbyt wiele sobie pozwalał....
-
Catherine:
Dobrze zrobiła!? Najpierw nie dopięła popręgu, zsunęła się wraz z siodłem z konia, później rwie się do walki z rycerzem, a matka nieważna? Nikogo nie obchodzi, że się martwi i że serce jej mało z piersi nie wyskoczy?! Krzyknęła Lothiriel, pierwszy raz widzisz ją tak zezłoszczoną, chociaż widać że to przez matczyną troskę. Betty wtuliła się w Ciebie i zaczęła szlochać...
-
Catherine
Ale Betty jest także przyszłą królową,nie może pozwalać żeby byle prostak jej dmuchał w twarz bez konsekwencji....,i tak była nad wyraz cierpliwa i łaskawa.... - odparła tuląc Beatrice i zaraz dodała już do siostrzyczki - Ale z tym popręgiem to miała rację....