Nie każdy zna :mrgreen:Cytat:
Po co wrzucać sam tekst, jak mamy to w świetnym wykonaniu Olbrychskiego? Poza tym stare jak świat.
Wersja do druku
Nie każdy zna :mrgreen:Cytat:
Po co wrzucać sam tekst, jak mamy to w świetnym wykonaniu Olbrychskiego? Poza tym stare jak świat.
[youtube:rct4s99t]http://www.youtube.com/watch?v=dn18a1wzZwM[/youtube:rct4s99t]
[youtube:rct4s99t]http://www.youtube.com/watch?v=X24L6P2CMoU[/youtube:rct4s99t]
[youtube:2s96lz8i]http://www.youtube.com/watch?v=wiYWYawiqgk&desktop_uri=%2Fwatch%3Fv%3DwiY WYawiqgk[/youtube:2s96lz8i]
Pasuje do polskiej polityki zagranicznej :) :
Raz ordynarny niedźwiedź kucnąwszy na łące
W dość niewybredny sposób podtarł się zającem.
Zając się potem żonie chwalił po obiedzie:
- Wiesz stara, nawiązałem współpracę z niedźwiedziem!
z Fraszek Waligórskiego
[youtube:30m0hudb]http://www.youtube.com/watch?v=IaNsAQyirok[/youtube:30m0hudb]
http://www.fantastyka.pl/4,8772.html
http://www.fantastyka.pl/4,9083.html
Cytat:
Powieść – Wściekłe zombi
Rozdział pierwszy – Szczały z dachu
Kapitan Rape Victim był dobrym komandosem, może nawet najlepszym. Wychowały go ulice Brooklynu, do których często uciekał z domu dziecka gdyż był sierotą i koledzy brechtali się z jego dziwnego nazwiska. Od dziecka nauczył się sztuk walki i przetrwania. Nie wyszedł na złą drogę, bo był prawiczkiem i gangsterzy go nie pociągali. Jak dorósł to poszedł do wojska i odkryli jego różne talenty, co je podobno odziedziczył po dziadku który walczył dawno temu w wojnie między Południowcami a Północnikami. Szybko został komandosem w Delta Force bo był dobry we wszystkim. Był strzelcem wyborowym, specjalistą od wybuchów, znał się na broniach, umiał judo i karate, był pilotem, w Wietnamie i w Korei.
Będąc w Afganistanie, jacyś bandyci zabili mu żonę i córkę, spalili razem z domem i zgwałcili. Nie mógł sobie wybaczyć, że im nie pomógł. Po tym wszystkim zamknął się w sobie i nikogo nie wpuszczał. Zaczął pić dużo wódki i alkoholu. Stoczył się z samego dna.
Wtedy nagle, w jednej chwili nastąpiła apokalipsa. Zmarłe kobiety i ludzie zamienili się w zombi i powychodzili z ziemi, gryzli innych ludzi bo byli głodni i zmieniali się w następne zombi. Nawet dzieci zamieniały się w małe zombiaki. Wkrótce na ulicach było więcej zombi niż ludzi, bo ci nie pogryzieni się pochowali a ci pogryzieni już też byli zombi. Zombi zrobiły się wściekłe, bo cały czas były głodne i mieli coraz mniej ludzi do gryzienia.
Rape dowiedział się wszystkiego z telewizora i pomyślał że nie będzie się chował jak ostatni cykor, bo był przecież komandosem i żołnierzem. Wstał z kanapy, wytrzeźwiał i pobiegł do szafy. Przelotem spojrzał na lustro. Jego wygląd był groźny ale przystojny, można by nawet rzec samobójczy. Na twarzy miał ciemne okulary, skórzaną kurtkę, bojówki i glany. Wziął dużą sportową torbę i pakował swoje bronie, granaty, amunicję, celowniki laserowe i inne narządy, których przeznaczenia zwykły lajkonik mógłby się tylko domyślać. W Ameryce można mieć broń, więc on miał, w razie żeby się bronić przed bandytami, złodziejami, terrorystami albo zombi, żeby mu znowu nie zabili żony, jak by znowu miał, chociaż jeszcze nie miał. Zabrał też swój bicz, którym świetnie umiał sobie walić i przypiął do paska. Specjalnie nauczył się kiedyś grabarstwa, żeby sobie móc zrobić taki bicz jak chciał, z własnej skóry.
Wybiegł na klatkę a tam czekało już na niego 3 zombiaków.
- i co jebnąć wam cieniasy? – krzyknął swym barczystym głosem po amerykańsku.
Jednego walnął z karata, a drugiego celując w głowę kopnął nogą aż mu się urwała. Wyjął sobie swoje magnum 44 i wycelował trzeciemu zombiakowi między wyłupione oczy, szczelił i upadł z rozwaloną głową. Pobiegł dalej schodami na dach. Zablokował za sobą wejście i rozglądnął się swym snajperskim wzrokiem. Na dachu niczego nie było, tylko on z kominem po środku. Podszedł do krawędzi i rzucił okiem z dachu. Wszędzie łaziło pełno zombi, a na końcu ulicy widać było płonący pożar szpitala.
Usiadł i zaczął sobie wyjmować swoje zabawki. Na początek swój ulubiony karabin snajperski Barett M82 kaliber 12mm z celownikiem optycznym. Wybrał sobie jednego zombi, wycelował i szczelił. Zombiak jak zobaczył że nie żyje, zrobił głupią minę która upadając na ulicę tak mu pozostała. Następny w kolejce był karabin szturmowy M16A4 kaliber 5,56mm. Zdjął uchwyt transportowy i założył na jego miejscu celownik kolimatorowy M68. Wybrał sobie grupkę 6 zombi stojących przy kiosku z gazetami, puścił serię i pozabijał wszystkich. 5 upadło na chodnik i tylko jeden dał buta, bo był prawie umarty ale jeszcze się ruszał. Pod jego domem zaczęło się zbierać coraz więcej zombi.
- Możecie mi naskoczyć, przychlasty – krzyknął Rape ciesząc bułę i zrzucając im z dachu dwa granaty zaczepne RG42. Po chwili pierdyknęło aż miło, a po ścianie domu zaczęły spływać gęste stróżki zombiackiej krwi. A to był dopiero początek zabawy, bo kapitan miał jeszcze w torbie AK47, 2 UZI z długimi magazynkami, pistolet maszynowy P90, HK MP5, Desert Eagle i granatnik RPG7.
Do wieczora ulica została pokryta różnymi członkami i ciałami martwych trupów zombi. Niedobitki zombi schroniły się w pobliskim parku, gdzie gęste liście chowając się w krzakach dawały im schronienie przed sokolim wzrokiem snajpera, którym był kapitan Victim.
W oddali dało się słyszeć warkot wojskowego śmigłowca Black Hawk, który właśnie niepostrzeżenie wylądował na dachu obok kapitana. Wyskoczyła z niego pilotka w wojskowym mundurze i podbiegła do niego nie wyłączając silnika.
- Czy pan się nazywa kapitan Rape Victim? – zapytała ściszonym głosem. Był z niej niezły lachon. Zdejmnął ciemne okulary i popatrzył na nią w jasnych promieniach zachodzącego słońca stojącego w zenicie tuż nad horyzontem. Uśmiechała się lekko pod wąsem. Czyżby to była jego nowa miłość od pierwszego wrażenia?
- Tak to ja. – odparł seksownie.
- Niech pan leci ze mną. Wszyscy pana potrzebują, bo jest pan najlepszy we wszystkim. Poleci pan?
- Dobrze – zgodził się kapitan Rape i poleciał.
Cytat:
Powieść – Wściekłe zombi
Rozdział drugi – Śmierdzi schodząc z drogi.
Szczeknęły zamki w drzwiach schronu i wyszli na lądowisko. Generał Black Hole był czarnym murzynem, starym i pomarszczonym, ale życie tliło się w nim jeszcze pełną gębą pomiędzy tymi zmarszczkami. Wytężył słuch, żeby zobaczyć, czy nadlatuje śmigłowiec z Victimem na pokładzie. Generał wiedział, że musi przekonać Rapea Victima do pomocy, choćby miał nawet uderzyć w jego najczulsze miejsce. Powinien dotrzeć tu już jakąś godzinę i 75 minut temu. Coś musiało go zatrzymać.
Z zadumy wybił generała suchy dźwięk trzeszczącego ogrodzenia. Metalowa siatka okalająca lądowisko, coraz bardziej uginała się pod naporem zombiackich członków, wyciągniętych w kierunku garstki wirusów chroniących generalski tyłek. Wreszcie padł ostatni druciany bastion i lawina zdeformowanych, cuchnących smrodem ciał, spadła na przerażonych żołnierzy. Zagrało kilka pistoletów maszynowych Ingram MAC-11, ale siła ich ognia była zbyt mała, aby powstrzymać zmasowaną defensywę wściekłych zombi. Adiutant generała ze swym dowódcą na czole chciał wycofać się do schronu, ale ten potknął się i upadł. Leżał teraz na ziemi i zobaczył nad sobą duże zombi z małym z przodu. Miał ostatnią kulę w bębenku swojego rewolweru Ruger GS-32N. Puścił serię w tego małego i osunął się na betonową płytę lądowiska. Ale ten duży nadal stał. Hole widział już swój koniec, a obok też koniec swojego wiernego adiutanta.
I wtedy usłyszeli krótkie „Padnij!”. To był głos wykrzyczany przez nisko przelatujące okno śmigłowca Black Hawk UH-60. Wszyscy padli pokotem, tak jak stali, oprócz generała, który leżał już wcześniej i wszystkich zombi, które padły chwilę potem, ścięte serią z Miniguna M134. Po chwili wszędzie leżały zombi, większość martwa, a reszta ciężko obrażona.
Ze śmigłowca wyskoczył kapitan Rape i dopinając spodnie podbiegł do generała, rozdeptując przy tym kilka zombiackich czaszek swymi ciężkimi buciorami, aż języki im powychodziły na wierzch. Za nim pojawiła się piękna pilotka ze spływającymi na ramiona złotymi lokami w mundurze porucznika. Zasalutowała jedynie, nic nie mówiąc, bo była dobrze wychowana i wiedziała, ze nie mówi się z pełną buzią.
- Witaj, kapitanie Victim – wykrzyknął pompatycznym barytonem uradowany generał. – Jeszcze raz ukazał nam pan swoją męskość w pełnej krasie, tak jak niegdyś w Afganistanie, tępiąc terrorystów mordujących i gwałcących niewinnych starców, kobiety i dzieci. Widzę, że oko nadal ma pan wprawione – dodał kontemplując łany skoszonych sześciolufowym działkiem zombi.
- Cóż, generale, ja nie chybiam. – odparł Rape. - Od 20 lat trenuję pewną rękę i szlifuję oko.
- Tak... – zamyślił się Hole. – Ale do rzeczy, bo trupy nam stygną. Mam dla pana bardzo ważne zadanie. Jak się pan spisze, kapitanie, to dostanie pan ode mnie topur +2.
- Co dostane? – krzyknął siarczyście Rape. – Czy ja wyglądam na jakiegoś pieprzonego krasnoluda?
- Co? Pieprzonego... – generał był nieco zmieszany i wstrząśnięty, dokładnie jak jego ulubione martini. – Nie! Pieprzonego nie. Pan mnie źle zrozumiał. Chodzi o szturmowo-desantowo-zwiadowczy śmigłowiec wielozadaniowy. To eksperymentalny prototyp doświadczalny drugiej generacji, nawet jeszcze nie oblatany. A TopUr to skrót od top uniwersalny.
- A... – odparł inteligentnie Rape. – A ma rozkładane fotele? – zapytał ukradkiem spoglądając na poruczniczkę.
- Ma. Wszystko ma. Nawet czterostrefową klimę, alusy i czujniki parkowania.
- No dobra, to gdzie mam się spisać?
- Tu, na tym formularzu, na stronie 17, w prawym dolnym rogu i na 23 po lewej, tuż pod moim podpisem. – sapnął krótko Black, a jego wierny adiutant wydobył z tylnej kieszeni spodni jakiś dokument A4 w sztywnej okładce i wietrzne pióro. Zrobił to z westchnieniem ulgi, bo stalówka zaczęła mu się wpijać w tyłek bardziej niż jego stringi.
- To wszystko? – zapytał Rape stawiając trzy krzyżyki na plecach adiutanta.
- Nie. Teraz poleci pan Topurem do super tajnego laboratorium wojskowego i spróbuje pan tam coś znaleźć. Mój adiutant poda panu współrzędne.
- Nie trzeba. Mam nawigację w telefonie. Czy mam zrobić coś jeszcze?
- Śmierdź, kapitanie... – rzekł generał – śmierdź jest jak tramwaj. Trzeba schodzić jej z drogi. Niech pan o tym pamięta. Niech pan wykona zadanie, a nagroda pana nie minie. Już ja zadbam o pana interes, Victim.
- Szczerze mówiąc... wolałbym oddać go w ręce pani porucznik.
- A tak, nasza piękna porucznik Pipa Grand. Widzę, że ma pan na nią dobry wpływ. Zwykle buzia jej się nie zamyka, ale panu jakoś udało się ją zdyscyplinować. Jest świetnym pilotem. Obchodzi się z drążkiem jak mało kto. Poleci z panem. Odmaszerować!
Rape okręcił się na pięcie i chwyciwszy Pipę za rękę (albo odwrotnie), ruszył w stronę Topura.
- Czy myślała pani porucznik o wyjściu za mąż za mężczyznę i zrobieniu mu dzieci? – zapytał. – Bo ja przy pani coraz częściej o tym myślę.
Gdzie poszedł po śmierci Franz Kafka?
Do Coffee Heaven.
Padłem :lol:
Mam nadzieje,że nikt tego jeszcze nie odkrył i nie wrzucił :D
http://youtu.be/Z4bmLWvf0O4