-
Arathena
Ani ja nie mam zamiaru tam wracać....Szkoda mi tylko pozostałych koni. Bez nich to spowolnimy dużo, ale najważniejsze że żyjemy... Miałam przeczucie by tam nie obozować....
Masz rację powinniśmy oszczędzać te co nam zostały inaczej nigdy nie dotrzemy do Miragliano...
-
Christophe Leroy
I nie możemy o zmroku rozbijać obozu... Ty dasz sobie radę, a ja już niemalże nic nie widzę... Albo po prostu trzeba zrobić jakieś pochodnie jeśli mam się poruszać w nocy. Za dnia przydałoby się gdzieś przed zmierzchem odpocząć, przespać i tak dalej bo nie śpimy za dużo ostatnio, a i koniom się przyda trochę odpoczynku.
-
Arathena
Juz jesteśmy niedaleko, W mieście porządnie się wyśpimy i odpoczniemy, Ale faktycznie na chwilę możemy się zatrzymać by konie odsapały i my kości rozprostowali
-
Christophe Leroy
No dobra, to postój zróbmy tu... - rozgląda się za jakimś dogodnym miejscem do wypoczynku - Jak myślisz, może tych najemników to coś ubiło?
-
Arathena
Zsiadła z konia i rozejrzała się po okolicy.... Nie widziała nic niepokojącego...
Nie mam pojęcia co zabiło tych najemników bo ciała były juz rozszarpane przez padlinożerców. Jedne zwłoki miały odrąbaną głowę... Niepokoi mnie to, że tylko ciała Jakby jednego oddziału widziałam. Albo wpadli w zasadzkę, albo byli zbyt słabi... Ciał innych nie widziałam, ani zwierząt ani ludzi...
Odpowiedziała czyszcząc trawą swego konia, którego przywiązała do drzewa....
Zostań tu ja muszę coś sprawdzić....
Odeszła na parę metrów by zniknąć w jakiś krzakach ewentualnie wysokiej trawie... Przykucnęła i zwyczajnie załatwiła swoje potrzeby fizjologiczne.... Wytrzymały ten giermek, Tyle czasu w drodze i nie widziałam by się załatwiał, a nie ma jakiegoś nieprzyjemnego zapachu koło niego.
-
Christophe Leroy
Dobra, dobra... - odparł jej, po czym zsiadł ze swego konia i przywiązał go do jakiegoś drzewa, niedaleko konia elfki i również wziął nieco trawy i próbował wyczyścić swego konia. Nic innego tu nie było, a swego ubrania czy koca nie miał zamiaru używać do tego... Myślałem, że jeśli mnie wyśle mój pan po tą swą córkę to i nie będzie po drodze aż takich cyrków... Cóż, myliłem się... Ale zapewne to nie koniec tego typu sytuacji...
-
Anna de Loiret, Alessio Contrarini:
Wyjechaliście z miasta, Liothannea z kamienną twarzą wypatrując czegoś na trakcie.
Arathena Czarna Wdowa, Christophe Leroy:
Konie nieco odpoczęły, zdążyliście się posilić i ugasić pragnienie, giermka również pognało za potrzebą na stronę.
-
Arathena
Gdy wyszła z zarośli poprawiła na sobie ubranie..... Podeszła do koni... Pogłaskała je po szyi.... Widać że trochę odsapnęły....
To chyba możemy juz ruszać..... Marzę o czystej pościeli i porządnej kąpieli.... Jak dobrze pójdzie to jak słońce w zenicie będzie to na miejsce dotrzemy
Techniczny..
Jeśli giermkowi To pasuje to ruszają kłusem w kierunku Miasta.
-
Alessio
Zrównał się z ukochaną w jeździe tak że niemalże stykali się nogami, po czym ujął ją za rękę by dodać sobie nieco pewności, poszło znacznie lepiej niż sądził ale dziwnie się czuł będąc w siodle, było to dla niego kompletnie nowe uczucie a na dodatek ciągle podskakiwał jak gdyby w rytmie ruchów swego wierzchowca..... - Alessio, jesteś wielki, a teraz działaj nie myśl,samo wyjdzie.....,jakoś,może,chyba,raczej.....,ehh, Alessio zamknij się po prostu wyjdzie - chcąc wprowadzić w życie swe myśli i zająć się czymś innym niż niepewnym patrzeniem na ułożenie własnego ciała i kopyta "Stelli" spytał elfkę- Pani wszystko w porządku? Czego tak wypatrujesz?
-
Anna de Loiret, Alessio Contrarini:
Liothannea wybuchła śmiechem, najwidoczniej z trudem powstrzymywanym od pewnego czasu. Przez śmiech wykrztusiła po bretońnsku Widziałeś herb swego suzerena?