-
Dan:
Skoro tak to co planujesz dalej synu? I gulasz smakuje? - zapytała z zaciekawieniem, ojciec zaś puścił oko Tobie.
Arto:
Słyszysz, że mówi, iż w porcie coś się chyba niedobrego dzieje, skoro tylu żołnierzy się tam zbiera i aby nie szli tam dla własnego dobra. Najwyraźniej stara się utrzymywać swoje dobre imię jak i jej przybytku. Goście po kilkunastu chwilach wracają na górę, do swych łóżek.
Rhen:
Odszedłeś gdzieś na bok. Widzisz jak żołnierze wraz z Vito przeszukują statek, a reszta przesłuchuje handlarzy. Słyszysz coś o jakimś ataku galeonu pirackiego, jednak kupcom udało się mu uciec bez szwanku mimo salwy z armat. Tylko tyle.
Vito:
Wraz z wojskiem zszedłeś pod pokład. Palą się tu lampy z oliwą, więc macie tu jakieś oświetlenie. Na pierwszy rzut oka nie widzicie niczego podejrzanego, jak i tak samo przeszukując cały asortyment po kolei. Chyba to zwykli kupcy, choć zastanawia Cię kto strzelał z tych armat niedaleko Khorinis...
-
Dan
Pyszny jak zawsze - odparł jej z uśmiechem po chwili dodając - jak tylko zjem wychodzę,podrzucę ten list kapłanowi Isgarothowi, wrócę na noc a jutro pomogę na polu....
-
Falmir:
Hmm... co w takim razie robimy, sierżancie Roger? Odezwał się w stronę sierżanta. Po czym po cichu zapytał się Nicolaia To może być ciekawsze, niż ta jaskinia, nie sądzisz?
-
Arto
Hanno, wiem, że gościom powiesz wszystko by ich uspokoić... Ale teraz poważnie... Przecież wiesz coś więcej. Ja i tak muszę iść do portu, ale wolałbym wiedzieć co się tam święci... Dobrze oboje wiemy, że i Tobie się to opłaci jak wszystko pójdzie po naszej myśli... mówię o gildzie. Uśmiechnął się przyjaźnie do Hanny gdy zostali już sami
-
Vito
Wychodzi ze statku i podchodzi do Rhena. Chodź, zdamy raport Wulfgarowi. Statek jak statek, zwykli kupcy, trochę piwa, przypraw, nic więcej. Nie wiem za to do kogo strzelali...
-
Rhen
Słyszałem jak kupcy rozmawiali o ataku galeonu pirackiego przed którym szybko uciekli mimo salwy z dział. Wszystko chyba jasne więc chodźmy już. Możesz nie wspominać kapitanowi o moim wtargnięciu na statek? Myślałem że najwięcej dowiem się od członka załogi ale widać nie...
-
Vito
Postaw mi piwo to nie powiem.
-
Dan:
To się cieszę. Zawsze jesteś tu mile widziany, synu - odpowiedziała ci z lekkim uśmiechem. Kilka chwil później zjadłeś wszystko co przygotowała Ci Twa matka. Byłeś tak głodny, że nie trzeba było wiele czasu, byś opróżnił miskę.
Arto:
Wiem tyle co Rengaru. Wybacz, ale... Właściwie to liczyłam, że ty mi coś więcej powiesz na ten temat gdy stamtąd wrócisz - odwzajemniła uśmiech.
Falmir:
Zakratowana jaskinia i niedopalone pochodnie? Heh... Brzmi ciekawiej. Ruszajmy - ruszyliście w kierunku tejże jaskini. Po jakiś kilku minutach dotarliście tam. Światło rozświetla wam ją jak i nieco jej wnętrza, choć za wiele tam nie widzicie prócz tych dzbanów. Niekiedy niektóre mają jakiś przezroczysty płyn w sobie. Pewnie woda jakaś. Niestety, ale wejście do niej zagradza wam żelazna, pordzewiała krata.
To tu, sierżancie - odezwał się jeden z knechtów.
Hm... Ktoś tu mieszka może? No nie ważne, rozkaz to rozkaz... Trzeba tam spróbować wejść. Ustawcie się pod bramą. Spróbujemy ją podnieść i któryś z nas tam wejdzie i pomyszkuje - knechci natychmiast ustawili się pod bramą jak i sam Roger, wszyscy czekają na Ciebie.
-
Dan
Dziękuję,to było cudowne - powiedział powoli wstając od stołu oblizując usta,po czym podszedł kolejno do matki i ojca uściskał ich i dodał - Idę zanieść ten list,to nie potrwa długo
-
Falmir:
Czyli robota spadła na mnie... pięknie kurwa pięknie.
Dobra, wchodzę. Niech ktoś pójdzie ze mną też, przydałoby się osłaniać tyły.