-
Anna de Loiret
Zamilcz! To bohaterka i twa towarzyszka, ona ryzykowała, ja ryzykuję dla niej i ty masz taki obowiązek! Nie jesteś godzien swego tytułu, jeśli tego nie pojmujesz! Wykrzyczała zezłoszczona na Alessia, kontynuując jazdę i asekurowanie elfki.
-
Alessio
Bohaterka?! Raczej wariatka przez którą zginąć mogliśmy! Ja sam zginąć mogłem! Tak mało dla Ciebie znaczę, że najwyraźniej życie konia bardziej od mego cenisz?! A zresztą co ja będę język strzępił - odkrzyknął jej i wyminął ich z wściekłością na twarzy
-
Osiągnęliście szczyt przełęczy, teraz nawet w cwał można konie puścić bo drogą w dół się tak nie zmęczą. Wrzaski z daleka Was gonią odbijając się echem wśród wysokich szczytów.
-
Arathena
Ogromny ból w plecach nie pozwalał jej się skupić na niczym innym jak na tym by tylko kurczowo trzymać się na koniu.... łzy cisnęły jej się do oczu.... Starała się tylko przywoływać imię konia.. Mott..yll. motyll... Głos mógł już być nawet bardzo cichy....
-
Anna zobaczyła jak ze zbocza z Jej strony na trakt zaczynają się sypać małe kamienie.
-
Anna de Loiret
Spojrzała z ogromną złością na oddalającego się Alessia, nie mogąc sobie darować, że tak podle się zachował i nie rozumie, że koń to też towarzysz... Nie puściła swego wierzchowca do cwału, dalej jedzie galopem za wszelką cenę nie dopuszczając do tego, by Arathena spadła. Zawrzeć gęby - syknęła i wychyliła się przed giermka oraz Arathenę, gestem dłoni dając znak by podążali za nią. Sama zaś zaczęła jechać delikatnie po ukosie szlaku, zbliżając się do przeciwnego zbocza.
-
Arathena
Instynktownie ścisnęła dłonie... Ból w tym momencie jej pomagał... położona na szyi konia gnała za Anną.....
-
Usłyszeliście coraz głośniejszy hurgot spadających kamieni. Trzmiel i Motyl z wybałuszonymi oczami minęły Arathenę, Christopha i Annę cwałem. Na szczęście lawina spadła zaraz za Zorzą.
-
Anna de Loiret
Christophe, już po wszystkim? Spytała dalej galopując.
-
Arathena
słysząc wcześniejsze okrzyki olbrzymów i potem spadające kamienie domyślała się, że lawina odcięła ich od prześladowców.... Starała się krzyknąć....
Kamienie se żryjcie.... nie wiedziała tylko czy słowa, które wypowiedziała były w ogóle słyszalne.....
-
Christophe Leroy
Ja tam nie słyszę, by te kamienie dalej leciały, pani... Więc chyba tak, już po wszystkim
-
Alessio
Odetchnął z ulgą mijając przełęcz ale nie zwolnił tempa chcąc dogonić Liothaneę....., no i nie miał ochoty oglądać ukochanej ani tej popapranej elficy - Oj coś czuję że czekają nas ciche dni......, a co do tej całej wdowy czy jak jej tam to udzielę jej pomocy moja Shallyo, nie mógł bym ponownie do Ciebie modłów skierować gdybym kogoś w potrzebie zignorował....... nawet kogoś takiego......
-
Anna de Loiret
Aratheno musimy się zatrzymać, trzeba cię opatrzyć, byłaś bardzo dzielna... Christophe, pędź po resztę, niech zawrócą i do nas dołączą, nasza bohaterka musi odpocząć - rzekła zwalniając do kłusa.
-
Christophe Leroy
Dobrze, pani... - odparł jej, po czym zaczął pędzić za Alessiem i elfką coby zawrócili.
-
Arathena
Starała się zapanować nad koniem... gdy jej się to udaje.... Motyyyl? jest bezpieczny?...panienko.....
-
Anna de Loiret
Jest bezpieczny, dzięki tobie - uśmiechnęła się szczerze do elfki, głaszcząc ją po głowie. W tej chwili poczuła ogromną sympatię do Aratheny, naraziła swe życie by ratować wierzchowca, postąpiła tak odważnie jak bretonńscy rycerze by to uczynili na jej miejscu.
-
Arathena
To dobrze panienko.. to dobrze.... bądź tak doba i obiecaj mi coś zanim tu przyjadą.... Jeśli nie dane mi będzie dojechać do Króla Elfów Przeproś go w moim imieniu za to, że kiedyś go opuściliśmy... ja wiem że nie jestem kimś ważnym ale czuję jak one i w głębi duszy wiem, że są naszymi braćmi... proszę obiecaj....
-
Anna de Loiret
Sama mu to powiesz Aratheno! Ale... Ale przysięgam, na miłośc do mojego brata, że tak uczynię, jeśli sama... Jeśli ty wrócisz do swoich... Czy coś...
-
Alessio wraz Christophe zachwiali się w siodle cwałując z góry, ale udało się im utrzymać. Inaczej pewno by kark skręcili spadając przy tej szybkości z koni.
Techniczny:
Alessio - 1 PS
Christophe - 2 PS
-
Alessio
Cholera, przeklęte kobiety! Prawie przez nie zginąłem i to po raz drugi dzisiaj...... - pomyślał zwalniając konia by ponownie nie testować swych własnych umiejętności utrzymania w siodle
-
Christophe Leroy
A pieprzyć to... Zaraz wpadnę koniowi pod kopyta jak się z niego zwalę jak tak będę za nimi gnać. Sami się zaraz zawrócą pewno i tak... - powiedział do siebie marudnym tonem i zwolnił coby znowu nie było zaraz podobnej sytuacji - A przynajmniej mam nadzieję, że zawrócą... Ehh.
-
Arathena
Szalona... chyba zmienię przydomek,,, starała się zmusić do uśmiechu...
-
Alessio wyjechał w końcu spomiędzy gór. Po prawej stronie widzi posąg jakiejś kobiety i jezioro za nim. Zbliża się wieczór.
-
Anna de Loiret
A może być Waleczna? Arathena Waleczna, całkiem ładnie, nie sądzisz? Przynajmniej moglabyś się posługiwać tym w Bretonni, bo Czarna Wdowa może zostać... Niezbyt dobrze odebrana.
-
Alessio
A co mi tam, i tak nie dogonię Liothannei,nikt jej w umiejętnościach nie dorówna a do tego ma lepszego rumaka..... - pomyślał zwalniając konia do kłusu po czym podjechał do posągu oglądając go z dużą ciekawością.....
-
Arathena
Anno, boję się zejść z konia... Nie daleko stad jest jezioro.. Jedź do nich niech się nie skuszą i do niego nie zbliżają... ja dojadę wolno do was... znam drogę.. zawróćcie jeśli zbyt długo mnie nie będzie,,, Giermek wie... leć pospiesz się.....
-
Anna de Loiret
Liothannea zna to jezioro, nie ma potrzeby, bym gnała za nimi. A ciebie nie zostawię - odparła.
-
Posag przedstawia urodziwą kobietę trzymająca w swych dłoniach kielich. Oblicze jest przedstawione z takimi szczegółami jak cieknące po jej policzkach łzy.
Po chwili nadjechał Christophe. Ujrzał przyglądającemu się posągowi Alessia.
-
Arathena
Co to było? Konia niósł na barku jak drwal siekierkę... nigdy czegoś takiego nie widziałam.
-
Alessio
Ach to Ty - odparł na widok giermka bez sympatii ale i bez gniewu w głosie uprzednio się obracając po usłyszeniu tętentu kopyt, ponownie zwrócił wzrok na posąg dodając - To Twoja bogini,prawda?
-
Christophe Leroy
W końcu Cię dogoniłem... Tak, to ma bogini - podjechał do niego od razu, po czym zsiadł z konia i oddał pokłon swej Pani, po czym kontynuował - Ehh... Twa luba mnie po Ciebie wysłała, coby Cię i panią Liothannę dogonić, wszak Arathena musi odpocząć... Tak przy okazji - przenigdy nie wsadzaj rąk do tego jeziora, ani nawet się do niego nie zbliżaj najlepiej, zwłaszcza jak ujrzysz jakąś nagą kobietę tutaj...
-
Anna de Loiret
Westchnęła na wspomnienie tego, aż łzy zakręciły się w jej oczach - to uczucie bezradności, gdy widziałam jak on się boi, a ja nie miałam jak mu pomóc... Nigdy sobie tego nie daruję, że do tego dopuściłam...
-
Alessio
Mimowolnie się uśmiechnął na słowa giermka i zapytał - Co masz na myśli? Jakaś chciała Cię dorwać?
-
Christophe Leroy
Raczej Arathenę wciągnąć pod wodę jedna chciała. Krwiożercze ryby też tu pływają no i no... Generalnie mam złe wspomnienia z tym miejscem - odparł nieco zakłopotany po drugim zdaniu przypominając sobie, iż tu te ryby zżarły konia Tankreda jak i giermek nie mógł się opanować, gdy elfka odwijała go z sieci...
Stanął przed posągiem i zaczął się w niego wpatrywać ignorując wszystko w okół. Ujrzał na nim łzy, których wcześniej nie było na jego obliczu... Zasmucił widok ten giermka, a przez jego głowę przechodziły różne myśli czemu jego bogini jest zasmucona, bądź zła... Uklęknął przed jej posągiem i w myślach z troską spytał się - Pani ma... Jeżeli jestem godzien odpowiedzi od Ciebie... Czemu na obliczu Twego posągu widnieją łzy? Cóż Cię trapi?
-
Arathena
Panienko... zrobiłaś co było najlepsze.... Odwróciłaś ich uwagę... nie wiem co im powiedziałaś ale udało się. to jest najważniejsze... Starała się ukryć jak najlepiej, że ją plecy bolą jak nigdy w życiu.... Obawiała się, że kamień naprawdę mocno ją zranił... Bała się również, że konwencjonalne metody leczenia mogą w tym przypadku okazać się niedobre.... Wszak czasu maja strasznie mało by uratować ojca Anny. A rana będzie ich tylko spowalniać...
Mimo, że nie bała się nimfy wodnej to wiedziała, że ona jej drugi raz nie wypuści z topieli.... Ale możliwe, że tylko ona będzie w stanie jej pomóc...
-
Anna de Loiret
Pogładziła lekko Arathenę po włosach, ale nic nie odpowiedziała na jej słowa. Bardzo cię boli? Spytała z przejęciem.
-
Arathena
Już mniej... Drasnął mnie tylko... ledwo powstrzymywała się by nie syczeć z bólu... Jechała w jednej pozycji.. trochę schylona do przodu i nie wierciła się....
Gdy dotarły do jeziora...
Łzy? Chyba nie płaczesz Pani nad losem królestwa... Wiesz, że oni mnie nie będą chcieli zostawić, a ze mną nie zdążą na czas. Nie jesteś moją Boginią, ale jeśli możesz to proszę Cię pomóż... Nie dla mnie, choć wyrokiem losu i jakimś dziwnym zrządzeniem losu, ode mnie teraz dużo zależy..... Spojrzała na Posąg Bogini z pokorą... Starała się myśli odwrócić od bólu.. Jeśli ktoś jej pomaga to zsiada z konia, jeśli nikt to też próbuje z niego zsiąść... choć to akurat może skończyć się upadkiem....
-
Alessio
Zsiadł z konia dołączając do giermka i zaczął swą krótką modlitwę - Droga Pani, bogini wszystkich rycerzy i prawych ludzi, przepraszam że zawracam Ci głowę takimi błahostkami w godzinie Twego smutku ale chciał bym Ci podziękować za mą ukochaną Anię...., czasem się kłócimy i różnimy ale bardzo kochamy a myślę że Tobie też należą się słowa podziękowania za to że na mej drodze stanęła i za to jaką osobą jest, wiara w Ciebie na to wpłynęła, wiem to, wybacz mi jeszcze raz za zakłócanie Twego spokoju ale chciałem Ci osobiście za to podziękować.....
-
Anna de Loiret
Zeskoczyła z konia i pomogła zsiąść Arathenie. Po tym wyjęła swój miecz i wpatrując się w posąg jak zaczarowana uklękła. Pani... Zawiniłam ci czymś... Ale proszę... Przemów do mnie, bym mogła swój uczynek naprawić, powiedz mi co mam czynić by łzy nie leciały z twych oczu. Pragnę ci służyć najlepiej jak tylko mogę, ale nie wiem jak...
-
Christophe Leroy
Choć jestem tylko zwykłym człowiekiem to i nie mogę patrzyć Pani, jak z twych oczu ciekną łzy... Choć jestem zapewne niegodny, by Cię usłyszeć... Jest coś, co moglibyśmy dla Ciebie zrobić? Coś, co chociaż trochę by pomogło? Pragnę Ci służyć jako Twój sługa, pani, dla swej najwyższej bogini, lecz nie wiem co miałbym uczynić... Nie bez Twej odpowiedzi.