Falmir:
A Ty nie jesteś też żołnierzem? To proste. Znajdźmy zarządcę magazynu.
Wersja do druku
Falmir:
A Ty nie jesteś też żołnierzem? To proste. Znajdźmy zarządcę magazynu.
Rhen
W sumie to nie jestem choć niczym się nie różnimy w służbie raczej.
Falmir i Rhen:
Na myśl od razu przyszedł wam kwatermistrz, a Falmirowi jeden z żołnierzy, który "właściwie" rządzi tu wszystkim. Może warto któregoś spytać o zgodę?
Falmir:
Szuka w pobliżu najbliższego żołnierza, który siedzi w pobliżu magazynu. Gdy go już znajduje, postanawia się zapytać o dostęp do magazynu.
Rhen
Czeka na Falmira aż zakończy poszukiwania
Edward
Murrrwa... Jęknął gdy Dan go zbudził. Zaraz zerwał się jak poparzony krzycząc - gdzie moja skrzynia? Gdzie moja skrzynia!?
Dan
Eeee....,jest za Tobą - powiedział lekko zdziwiony tak paniczną reakcją - Czyżby przechowywał tam jakieś złoto i kosztowności? Hmm,wydaje się dość ciężka i pojemna....
Edward
O! Podbiegł do skrzyni i wziął ją natychmiast. Potem już jakoby uspokojony spytał - gdzie się wybierasz? Pewno obić parę łbów, po wyglądzie sądząc? Hehe.
Dan
Właściwie to do zamtuzu hehe,łbów już kilka obiłem,teraz czas na relaks.... - odparł uśmiechając się na samą myśl o tym
Edward
Właśnie tam byłem przed chwilą, tyle mórz przepłynąć musiałem by tu zawitać, aaahahaha! Polecam tą czarnowłosą, nie dość że dobra w akcji to i niegłupia, w konia ją zrobić chciałem wciskając tani zwój żeby na drugą nóżkę zrobiła, buahaha a ta się nie dała!
Dan
Roześmiał się na te słowa mówiąc - Dobrze,zwrócę na nią uwagę na pewno....a Ty jakie masz teraz plany? - Heh,już wiem której nie brać,co jak co ale głupio tą samą brać po kimś kogo znasz chociaż by z widzenia....
Edward
Chciałem znaleźć tu coś do roboty, ale widać na dobre mi to nie wyszło, chyba nie pozostaje nic innego niż tylko zaciągnąć się na jakiś okręt. Jakby bosmana potrzebowali, to by dobre było, ha!
Dan
Cóż,życzę powodzenia,w końcu trochę tych okrętów w porcie stoi więc może na którymś mają wakat....,dobrze,na mnie już czas,hehe,trzymaj się - powiedział pozdrawiając go uniesioną dłonią
Edward
Skinął mu głową mając zajęte skrzynią ręce i bez słowa udał się gdzieś na miasto, rozejrzeć się.
Dan i Vito:
Idąc w swoje strony po paru chwilach natkneliście się na siebie.
Edward:
Rynek jest pełen różnych ludzi oraz straganów z żywnością, bronią, miksturami i tym podobnymi towarami. Zauważasz, iż znajduje się tu jakaś gospoda, fajki wodne, mury obronne miasta, plac wisielców oraz brama prowadząca gdzieś na wschodnią część wyspy.
Falmir:
A na co ci ten dostęp do magazynu, co? - odpowiedział ci żołnierz, z którym ostatnio rozmawiałeś w sprawie Hermana i reszty strażników magazynu.
Edward
Ale faja, pewno kobity tu często przychodzą, buahahaha! Pirat podszedł do wodnych fajek i zaczął szukać wzrokiem kogoś, do kogo one należą.
Vito
Cześć najemniku, co słychać? Co Ci w ramię?
Dan
Hej strażniku,a to ramię to nic wielkiego....,zombie mnie w nie ugryzł ale chwilę potem stracił głowę hehe. A Tobie czyżby w końcu przydzielili coś ciekawego? Nie wyglądasz jak byś zmierzał na kolejny patrol.....
Vito
Zombie? Gniew Beliara na siebie zrzuciłeś, czy co? Ja prowadzę śledztwo. Możnaby rzec, że okradziono złodzieja... Magazyn straży dokładnie, nikt nie wie kto to zrobił, tacy strażnicy rozgarnięci, dać się okraść pomimo wystawionej warty, heh.
Dan
Oczywiście,nikt nic nie wie i nikt nic nie widział. Nie zdziwił bym się jeśli któryś z Twoich kolegów był w to zamieszany,pensja słaba a okazja dorobienia sobie na boku zawsze kusi..... I czy gniew Beliara? Może i tak,choć po tym co tam zobaczyłem aż ciarki mnie przechodzą....,popytaj innych strażników jeśliś ciekaw szczegółów,też przy tym byli....
Vito
Nie wyglądasz na takiego co by się błahostki bał, choćby ta orkowa siekiera o tym świadczy, czyli to raczej nie było ubijanie chrząszczy... A teraz gdzie idziesz? Czarnego trolla powalić, czy jakiegoś demona? Hehe
Dan
Przed oczyma stanął mu widok strażnika zjedzonego żywcem....,pobladł i odparł - Tak,to zdecydowanie nie była błahostka....,mam nadzieję że długo czegoś takiego nie zobaczę - zamilkł na chwilę uspokajając się,wziął głęboki oddech i dodał - Teraz idę na zasłużony relaks i odpoczynek,hehe
Vito
A, rozumiem Cię, rozumiem. No to nie zatrzymuję Cię dłużej, wypij moje zdrowie, idę z szefem gadać, oby dobry humor miał... Na razie, Dan.
Dan
Heh,właściwie to ma fatalny,jeden żeglarz chciał się do Was zaciągnąć ale strasznie pajacował więc kapitan zlał go osobiście a następnie kazał wyrzucić z hukiem z placu ćwiczebnego....,no nic,powodzenia Vito,jednego za Ciebie na pewno wypiję
Vito
O cholera... Dzięki za informację. Może nie wkurzę go jeszcze bardziej, najpierw go udobrucham dobrą wiadomością chyba... Dobra, idę. odparł najemnikowi i poszedł do koszar.
Dan:
Po paru minutach dotarłeś do zamtuzu. Wewnątrz jak to zwykle bywa dziewczyny tańczą i zajmują się mężczyznami, bądź też prowadzą ich na górę, by zadowolić ich na jeszcze inne sposoby... Bromor - właściciel burdelu stojący po lewej twojej stronie za ladą odezwał się widząc nowego klienta u jego progu swym charakterystycznym, zachęcającym głosem - Witaj. Jestem Bromor, a to mój zamtuz - "Czerwona Latarnia". Zakładam, że przyszedłeś tu z zamiarem zabawienia się z jedną z moich dziewczyn. W takim razie dobrze trafiłeś, bo za jedną rundę będziesz mógł pobyć sam na sam z jedną z nich za 50 sztuk złota.
Vito:
Wchodząc do koszar widzisz jak Wulfgar bez cienia litości męczy jakiś nowych rekrutów. Jacyś młodzicy, ledwo co dającymi sobie rade z mieczami. Wyglądają na dosyć zmęczonych i zapewne pragną chociaż chwili odpoczynku...
Edward:
Zauważyłeś, iż pod jakimś budynkiem na ławce siedzi czarnoskóry mężczyzna. Po jego stroju i karnacji sądzisz, iż jest to jakiś podróżny, bądź jakiś kupiec z Wysp Południowych. Ten zauważywszy Ciebie powstał i przedstawił się - Witaj, nieznajomy. Nazywam się Abuyin ibn Djadir ibn Omar Kalid ben Hadji al Sharidi. Jestem mędrcem, wróżbitą podróżnikiem i znawcą tytoniu. Czego poszukujesz w mym miejscu? Pragniesz, bym ci przepowiedział przyszłość? A może chcesz skorzystać z jednej z mych fajek wodnych?
Edward
Achujin ibn Dziadir ibn Komar Kutaś ben Hujdzi al Siuridi? Oryginalnie i jeszcze fajkę proponuje, aaahahaha - pomyślał. Umiesz przepowiadać przyszłość? To dobrze, ile bierzesz za to? Bo chcę wiedzieć, z którą to zrobię kolejny raz, aahahaha!
Dan
Tak....,taki mam właśnie zamiar - odparł sięgając po mieszek od Isgarotha i rozglądając się za wolnymi dziewczynami żeby od razu odrzucić tą poleconą przez Edwarda.....
Vito
Podszedł do Wulfgara Eee, szefie, ja mam sprawę w zwiąku z tym śledztwem co je nam zleciłeś. Przesłuchałem kilkoro osób i wyznaczyłem głównego podejrzanego. Niejaki Victor, trzy dni temu nocował jedną noc w karczmie Coragona, dorabiał także jakiś klucz u Thorbena, do Kardiffa też zaglądał. Facet nie jest z miasta, nie wiemy gdzie jest i chciałbym, żebyś wydał zarządzenie, żeby strażnicy przy bramie nie wpuszczali ani nie wypuszczali żadnego nieznajomego, ubranego w skórzany pancerz z płaszczem z kapturem i uzbrojonego w długi miecz i kuszę. Tyle chciałem Ci przekazać, bo jeszcze kilku obywateli musimy przesłuchać...
Dan:
Widzisz parę dziewczyn - jedną blondynkę, cztery szatynki i dwie brunetki. Którą to czarną Edward się zajmował to nie masz pojęcia, wszak za słabo ci ją opisał. Bromor w ramach podzięki skinął ci głową i wciągnął mieszek gdzieś pod ladę.
Vito:
A jakieś konkretny? Czy tylko tyle się dowiedzieliście z tego wszystkiego? A właśnie, gdzie tamci?
Edward:
50 sztuk złota za jedną "porządną" wróżbę. Za przepowiadanie drobnostek 10 - odparł ci, już o wiele mniej przyjemniejszym głosem niż poprzednio. Chyba kolejnego Twe żarty nie bawią
Dan
Długo się nie namyślał bowiem jego wzrok od razu przykuła ładna blondynka....,zaczął iść w jej stronę przyjaźnie się do niej uśmiechając a następnie delikatnie aczkolwiek stanowczo wziął ją za rękę i zaczął prowadzić na górę....
Vito
Sprawdziłem ten magazyn. Żadnych podkopów, dziur w ścianach, suficie, żadnych ukrytych pomieszczeń, piwniczek, w skrzyniach nikt się nie krył. Zamek w drzwiach nie był uszkodzony, ale skrzynie wyglądały na wyważane. Kwatermistrz Richard nic nie wie, kluczy nie zgubił, ale uznał, że możliwe że ktoś mu je ukradł, dorobił nowe dla siebie i odłożył na miejsce. U Thorbena w ostatnim czasie klucz do drzwi dorabiali Valentino, Gerbrand, Zuris, Hanna i ten cały Victor. Tych dwóch z górnego miasta od razu odrzuciłem, bo po co by im było trochę śmieci strażników, w końcu są bogaci. Zuris dorabiał klucz do domu dla jakiegoś przyjaciela. W jego chacie nic nie znalazłem. Nie sprzedawał także nikomu zwoju snu. Hanna dorabiała klucz do drzwi wejściowych dla swojej współpracownicy. Nie nocowała także "naszego" Victora. Kardiff go niedawno gościł, mówił że nie jest z Khorinis. U Coragona trzy dni temu spał jedną noc. A, no i jeszcze Richard polecił mi rozmowę z zarządcą tego magazynu, Bernardem, ale on był zalany w trupa. Tamci dwaj poszli teraz z wiadrem lodowatej wody go budzić... A właśnie, jeszcze co do nich... To tak trochę niezbyt się spisali, do niczego nie doszli tak naprawdę... Falmir rozmawiał z Hermanem, jednym z tych wartowników, ale on nie był skory do rozmowy i nic mu nie powiedział, a Rhen przesłuchał Jana, któremu podobno czas szybciej w pewnym momencie minął na warcie i jakiś pijak go zaczepiał. Pozostali dwaj którzy w ostatnim czasie pilnowali magazynu są teraz na morzu, polują na piratów... To tyle, zobaczymy co ten Bernard powie, no i właśnie chciałem żeby strażnicy przy bramie Victora ewentualnie złapali, no i nie wiadomo co tamci dwaj strażnicy dodadzą. Nie wiem szefie, jak myślisz, pominąłem coś ważnego w śledztwie? Może jednak Gerbranda i Valentino warto też przesłuchać i przeszukać?
Falmir:
Sprawy służbowe - jeden świadek śpi zapity, trza obudzić śpiocha. Macie jakiś kubeł z wodą w magazynie? Potrzebny na teraz.
Edward
A! Takie pytanie tylko, te wróżby zawsze się spełniają, czy można im zapobiec?
Dan:
Kurtyzana odwzajemniła uśmiech i poszła z Tobą na górę do wolnego pokoju. Gdy znaleźliście się już sami kurtyzana podeszła do Ciebie, ułożyła swoje delikatne dłonie na Twej klatce piersiowej i zapytała - A więc jesteśmy już tylko sami... Jak pragniesz, bym się Tobą zajęła, panie?
Falmir:
No dobra, bierz, tylko je potem zwróć i nie rozwal tego -
Edward:
Jeżeli znasz przyszłość to możesz spróbować ją zmienić. Ale czy ci się zawsze uda - to nie jest już mi znane. Wszystko wszak ją kształtuje.
Vito:
A wiecie chociaż jak jeszcze go opisać strażnikom? Bo powiedzenie im, że mają zatrzymywać każdego w skórzanej zbroi, mieczem, kuszą i płaszczem mija się trochę z celem. Poza tym nie lepiej wam będzie obserwować magazyn wtedy kiedy te warty się zaczynają? Tak to inaczej możecie wystraszyć złodzieja. I popytajcie się przy okazji miejscowego kartografa, który mieszka przy magazynie czy coś widział, albo tych, którzy tam mieszkają. A co do tamtej dwójki... To w takim razie skoro mało zrobili, a ten cały Rhen polazł sobie na dodatek kupić miecz to niech teraz sami latają i przesłuchują resztę. Mam tylko nadzieję , że ten żołnierz z nim nie wpadną na jakiś idiotyczny pomysł i nie zrobią burdy w dzielnicy portowej, gdy zaczną wybudzać Bernarda...
Dan
Parsknął śmiechem po czym odparł przykładając jej dłoń do policzka - Nie jestem żadnym panem....,ani dla Ciebie ani dla nikogo innego,mów mi Dan po prostu Dan....,pomóż proszę mi się rozebrać do pasa a potem mnie wymasuj.... - Wszystko świetnie tylko szkoda że robi to dla pieniędzy....,żal mi jej,pewnie los nie dał jej wyjścia....
Dan:
Kurtyzana spojrzała na Ciebie mile zaskoczona. Nic nie odpowiedziała, a jedynie uśmiechnęła się do Ciebie i pomogła rozebrać Cię do pasa. Gdy już to zrobiliście kurtyzana usiadła z tobą na łóżku i zaczęła dokładnie masować Cię swymi dłońmi. Jest to bardzo przyjemne i bardzo relaksujące, wszak takich luksusów od dawna nie miałeś, a i dziewczyna zna się na rzeczy...
Vito
Dzięki za rady szefie, pogadam z kartografem, ustalimy jak będziemy obserwować magazyn i spytam dokładniej o wygląd podejrzanego. Dobra, no to od razu idę, nie będę czasu marnował, zdam Ci raport jeszcze później.
Dan
Jesteś cudowna.... - powiedział cały czas mrucząc z zadowolenia - Nie dość że wie co robić to jeszcze ma takie delikatne dłonie....,widać że z miasta i nigdy fizycznie pracować nie musiała....
Dan:
Dziękuje... - odparła ci miłym głosem kontynuując swoją robotę - Jesteś wojownikiem, czyż nie?