Erilla
Rzeczywiście, coś takiego może wystraszyć zerknęłam w kierunku Cetherine Ludzie nie lubią, gdy ktoś wie o nich za dużo Wolałam nie pytać co królowa zobaczyła w mojej duszy.
Wersja do druku
Erilla
Rzeczywiście, coś takiego może wystraszyć zerknęłam w kierunku Cetherine Ludzie nie lubią, gdy ktoś wie o nich za dużo Wolałam nie pytać co królowa zobaczyła w mojej duszy.
Erilla:
Królowa spojrzała na Ciebie, po czym nagle opadła bez sił na ziemię, mdlejąc.
Malacath:
Hehe, nie, ja podziękuje. Chyba się przejadę do knajpy zamiast tego. Widziałem jakąś po drodze... - odparł Malcolmowi.
Malcolm
Jak wolisz, ja spróbuję, może coś się uda... No dobrze, gdzie mam odprowadzić Marion i gdzie znajdę tego zboczeńca?
Erilla
Cholera. Złapałam osuwającą się na ziemię Lothiriel. Powinnam była wcześniej zauważyć, że coś nie tak.
Cath, pomóż mi z nią rzuciłam do wojowniczki jednocześnie rozglądając się za drugą elfką Kersijano!
Malcolm:
Marion zaraz odprowadzimy, chodź za mną, pokażę ci gdzie jest nasz rumak bojowy hehehe, najbardziej niepokoi mnie, że w tydzień stał się dorosły, obecnie jest niewiele mniejszy niż jego ojciec, czyli demoniczny ogier - rzekł Ealdred, prowadząc Cię do stajni, niosąc Ritę na rękach, która również chce być przy próbie poskramiania.
Gdy znaleźliście się w sporej stajni, na samym jej końcu przeszliście do oddzielnego pomieszczenia, w którym znajduje się duża klatka. A w niej... Ogromny, kary ogier o czerwonych oczach. Wydaje się spokojny... No cóż, masz jakiś plan? Spytał Ealdred, usadawiając Ritę.
Malcolm
Popatrzył na ogiera. Musiał się kuźwa ogier urodzić... Jabłek i owsa potrzebuję. I siodło. No i wina dla poskramiacza. Nie będę na trzeźwo ryzykował.
Kersijana
Usłyszała wołanie łuczniczki i natychmiast pobiegła w jej kierunku. Zobaczyła jak Erillia trzyma słaniającą się Lothiriel. Pani,,, krzyknęła alfka,,, co Ci?
Pomogła łucznicze położyć ją na ziemię... Przyłożyła ucho do jej piersi sprawdzając czy oddycha i czy jej serce bije.... Królowa wcześniej czuła się dobrze i nic nie wskazywało na to by nagle miała stracić przytomność....
Przypomniała sobie nagle jak Matka mówiłj jej , ze to właśnie dzięki Lothiriel mogły się spotkać... Elfka nie znała do tej pory takiej magii.
Właściwie jedyną jaka znała to była jej moc uzdrawiania. I nie tyle co znała i rozumiała do końca ale jej używała. W skrajnych przypadkach po prostu działała instynktownie, i czasami była potem bardzo osłabiona.. Równie jak teraz królowa czasami mdlała...
Kersi bacznie zaczęła przyglądać się Królowej Nordolczyków, szukając oznak jakiejś choroby czy zwykłego omdlenia.
Techniczny
Jako że elfka zna się na leczeniu w sposób konwencjonalny, ale i ma dar uzdrawiania za pomocą magii powinna wiedzieć kiedy jest potrzeba jej użycia.
Ofc opis dam takowego w zależności od odpowiedzi MG.
Malacath:
Mnie tam bardziej zastanawia co oni jeszcze wykombinują tutaj z tymi demonicznymi pomiotami... Herezja. Albo co z Malcolmem się stanie. Temu staruszkowi do reszty odbiło, albo se jaja robi... Albo coś kombinuje. No nic. Miałem jechać to jadę - jak powiedział, tak uczynił... Pojechał do jednej z knajp, którą widział po drodze. Na wszelki wypadek pyta się jakiś strażników o drogę do niej. Trzyma też ręce blisko broni na wszelki wypadek...
Catherine
Murwa a to podobno ja jestem chora.... - pomyślała po czym złapała Adele za rękę i podbiegła do Lothiriel,przyłożyła jej dłoń do czoła i czując że nie ma gorączki po prostu obmyła jej twarz wodą i poklepała po policzku w myśl zasady że najprostsze metody bywają najbardziej skuteczne....Mimo że jej nie lubiła i wciąż się bała,to życzyła jej jak najlepiej z całego swojego serca - Dobra z Ciebie kobieta....,szkoda tylko że masz ten swój dar,nie mogę się pogodzić z tym że wiesz wszystko za nim w ogóle otworzę usta....Zresztą pewnie i te moje myśli teraz odgadniesz,cóż,jeśli tak to wiedz,że nie zamierzam Ci zabraniać zajmowania się Adele....Właściwie to cieszę się że ma kogoś oprócz mnie,kogoś kto się nią zaopiekuje jeśli mnie zbraknie,kogoś kto okaże jej serce....To dobre dziecko,kochane i urocze i zasługuje na miłość jak nikt inny....
Catherine, Erilla, Kersijana:
Królowa nie wymagała uzdrawiania, czy to magicznego, czy konwencjonalnego. Wystarczyło że poczuła klepanie po policzku, oraz wodę na twarzy. Otworzyła oczy i jęknęła z wyczerpania... Przerażona Adela trzymając Catherine za dłoń, oparła swą głowę o szyję Lothiriel.
Malcolm:
Jabłka, owies, siodło i wino! Ryknął potężnie Ealdred, wyglądając zza pomieszczenia na resztę stajni. Malcolmie, jakiś ty odważny... Powiedziała Rita, spoglądając na Ciebie.
Malacath:
Nim wszedłeś do karczmy, zauważyłeś że jej drzwi wyleciały wraz z jakimś wojownikiem w kolczudze, zalanym w trupa... Z wnętrza słychać głośne śmiechy.
Malcolm
Głupi, a nie odważny... Jak się czujesz, pani? Lepiej Ci trochę? Medyk Cię jeszcze nie oglądał.
Catherine
Ha!Wiedziałam!Tak czy inaczej dalej nie wygląda najlepiej.... - pomyślała przyglądając się jej ze współczuciem i ściskając mocno dłoń dziewczynki aby dodać jej nieco otuchy i odwagi - Hmm,nie powinnaś jechać sama w tym stanie a tym bardziej z Adele....
Catherine, Erilla, Kersijana:
Racja, Cathy weźmiesz Lothiriel, ja pojadę z Kersijaną, dobrze? Ozwała się Adela, spoglądając na wszystkie z was.
Malcolm:
Nie potrzebuję medyka, przynajmniej na razie, muszę się przyjrzeć panie, jak poskramiasz demona hihi.
Catherine
Grrr!A miałam jej unikać....,dobra,wezmę ją jeśli nikt inny się nie będzie wyrywać by mnie zastąpić.... - pomyślała i tylko westchnęła ciężko nic póki co nie mówiąc i czekając na reakcję reszty....
Catherine, Erilla, Kersijana:
Kochana siostrzyczka - powiedziała Adela uśmiechając się do Catherine, uznając jej westchnięcie za zgodę, po czym dodała do Lothiriel - Cathy weźmie cię na swego konia, nie przejmuj się. Królowa w odpowiedzi uśmiechnęła się resztkami sił.
Catherine
No i po prostu świetnie!Ciekawe kiedy niby się zgodziłam....- pomyślała i jeszcze raz westchnęła tym razem znacznie ciężej - Dobra,już niech im będzie skoro mają być z tego powodu takie szczęśliwe to zgodzę się na to ten jeden raz,będę musiała niańczyć królową,fantastycznie.... - gdy skończyła narzekać uśmiechnęła się delikatnie do Adele,królową zaś unikała wzrokiem....
Malcolm
Mówicie że grzmocić wszystko chce, a dopuszczon do klaczy już był? Spytał marszałka podchodząc do kraty i patrząc w oczy wierzchowca.
Kersijana
Upewniwszy się, że z Królową jest wszystko w porządku i po słowach Adel uśmiechnęła się... Ależ oczywiście Mała Księżniczko, Możesz jechać ze mną na jednym koniku.
Mirillia Lassi na pewno Cię polubi... Jak chcesz to pozwolę Ci trzymać nawet wodze. Powiedziała do małej schylając się do niej i drapiąc ją po bokach talii ( na zasadzie łaskotania) Uśmiechała się przy tym bardzo miło do dziecka... Nie okazywała tego, że zamartwia się i o Królową i Catherine.
Erilla
Odetchnęłam z ulgą, gdy królowa otworzyła oczy, choć dalej przeklinałam swoją głupotę. Dobrze, że mała wyznaczyła Cathy do opieki nad królową, ja wybitnie dzisiaj się do tego nie nadawałam.
W takim razie ja się zajmę jej wierzchowcem. Powiedziałam na głos.
Catherine, Erilla, Kersijana:
Dziewczynka zaśmiała się od łaskotek Kersijany, patrząc na chwilę w jej oczy swym rozweselonym obliczem. Królowa tymczasem wyjąkała - dziękuję wam, bardzo wam dziękuję...
Malcolm:
Szkoda było nam ryzykować życiem klaczy, rżnąłby ją póki by nie padła hehe - odparł ojciec Rity. Demoniczny rumak spojrzał na Ciebie swymi czerwonymi oczami, aż przeszył Cię dreszcz. Tymczasem pachołkowie przynieśli wszystko co Ci potrzebne.
Malcolm
Nikt nie próbował go dotychczas oswajać? Rozumiem że wywałaszenie go, żeby się uspokoił nie wchodzi w grę?
Catherine
Nic nie odpowiedziała tylko delikatnie wzięła ją na ręce choć aż sapnęła z wysiłku była bowiem naprawdę zmęczona a i choroba powoli dawała się we znaki....Z trudem zaniosła ją do swojej klaczy i powiedziała - Rosie,pomóż Pani.... - na co klacz zaczęła lizać Lothiriel po twarzy i wtulać w niej swoją głowę - Nie tak! - powiedziała zirytowana widząc co robi jej wierna przyjaciółka,na naganę ze strony Catherine ta zarżała radośnie po czym opadła na kolana co umożliwiło jej Pani posadzenie królowej w siodle.Gdy to zrobiła zaczęła oddychać ciężko i aż oparła się o swoją klacz chcąc zregenerować siły,wciąż jednak przytrzymywała elfkę jedną ręką....
Malcolm:
Nie wchodzi, straci w ten sposób swoje wyjątkowe walory bojowe, a tego chcemy uniknąć. Ach... I zostaw swój oręż tutaj, byś przypadkiem nie próbował zrobić krzywdy Pałogrzmotowi - rzekł Ealdred, wyjmując klucze ze swej sakwy. Rita zachichotała zakrywając usta dłonią.
Catherine:
Poczułaś delikatną dłoń Lothiriel na swym policzku, jej przemiły dotyk... Ta nic nie powiedziała, ale pogładziła Cię lekko.
Malcolm
Pałogrzmot... Zostawił miecz przed klatką, upił trochę wina, wziął kosz z owsem i jabłkami i stanął przed drzwiami. Siodłem na razie nie będę go straszył. Jestem zatem gotowy...
Catherine
Spojrzała na nią szczerze zaskoczona jednak nie skomentowała jej zachowania,zamiast tego delikatnie wzięła jej rękę i zdjęła ją ze swojego policzka....Gdy wyrównała oddech,bez słowa dosiadła Rosie,jedną ręką obejmując królową w pasie aby nie spadła drugą zaś łapiąc za wodze i stanęła na trakcie czekając aż reszta do nich dołączy.... - No i świetnie,wczoraj jeszcze byłam sama a teraz mam siostrę i podróżuję z trzema nieznajomymi kobietami w tym jedną która widzi każdą moją myśl,jak by tego było mało jadę z nią w jednym siodle choć miałam trzymać się od niej z daleka,ehh,za miękka jestem i tyle....
Kersijana
Wzięła małą za rękę i zaprowadziła dziewczynkę do swojego rumaka...Pozwólcie że was sobie przedstawię.... Oto tu stoi przed Tobą królewna Adela. Szuka ogiera godnego by mogła go dosiąść. A tu oto stoi Bojowy rumak Lśniący Liść. O Pani Moja, czy uczynisz nam ten zaszczyt? Kersi w przesadny sposób mówiła dystyngowanie. Chciała rozbawić małą aby choć na chwilę zapomniała o chorobie Catherine i Lothiriel. Jak Ci się podoba?Powiedziała już normalnym głosem całując ją w głowę. Iście królewski koń dla najpiękniejszej księżniczki na świecie... Kersijana wzięła małą pod pachy i posadziła na Rumaku i podała jej wodze w ręce. Odeszła kawałek gdy mała siedziała na nim. Elfka znała ogiera bardzo dobrze ale musiała z boku przyjrzeć się zachowaniu dziewczynki czy czasem nie boi się. Ta chwila w której się przypatruje im obojgu da obraz elfce czy dziewczynka urodziła się w siodle czy nie. Mirilla Lassi w każdej chwili Elfka może prowadzić głosem więc nie miała obaw, że mała zacznie jechać i nie będzie umiała się zatrzymać.
Malcolm:
Niech Astrea ma cię w swej opiece hehe - mruknął Ealdred, otwierając klatkę i wpuszczając Cię do niej. Gdy wszedleś, natychmiast zamknął ją z powrotem na klucz. Powodzenia Malcolmie! Krzyknęła Rita. Ogier parsknął, zagarniając ziemię kopytem. Na razie tylko się przygląda... Nie widzisz jeszcze jego męskości.
Catherine:
Lothiriel mruknęła, wtulając się w Ciebie i kładąc swoją dłoń na Twej, którą ją obejmujesz.
Kersijana:
Dziewczynka nie bała się w ogóle Twego rumaka, przeciwnie, z chęcią i radością dała się na nim usadzić. Gdy znalazła się w siodle, wyprostowała się dumnie, jak księżniczka, by zaraz zaśmiać się radośnie patrząc na Ciebie. Jest cudowny - powiedziała, uradowanym głosem, chwytając wodze oraz gładząc nogami jego boki, widocznie rozkoszując się miłym dotykiem jego sierści.
Catherine
Co robisz?! - powiedziała dość ostro,zaskoczona tym że zaczęła mruczeć i dotykać dłoń którą ją obejmuje....
Catherine:
Nic... Odparła królowa i znów zamruczała.
Kersijana
Co za cudowny widok... Wyglądacie razem przepięknie...Kersi nie ukrywała podziwu. wyraziła go szczerym uśmiechem. Adelo, chcesz sama się przejechać kawałek? zapytała elfka... Widziała, że dziewczynka nic a nic się nie boi. Prawdopodobnie dosiadała już konia ale na pewno nie takiego jak ten. Jedne z najlepszych koni jakie kiedykolwiek się narodziły.
Malcolm
Wziął jedno jabłko z kosza i oparł się plecami o ścianę klatki. Wziął gryza. Chcesz jabłko? Spytał przyjaznym głosem. Wziął kolejny owoc i potoczył go po ziemi pod kopyta zwierzęcia. Masz, zjedz sobie. Rzekł nie przestając gryźć co chwila swojego.
Catherine
Westchnęła ciężko po czym powiedziała oschle - Przytrzymaj się łęku PANI,zapomniałam wziąć Twoich butów,zaraz wracam.... - po czym sprawnie zsiadła z konia i udała się z powrotem nad rzekę,dość szybko odnalazła buty Lothiriel i już miała wracać kiedy ujrzała że i Adele zapomniała swoich.... - No jasne,zostawiam ją na chwilę i już zaczyna rzeczy gubić,ehh,roztargnione dziecko.... - wzięła je i podeszła do dziewczynki siedzącej na koniu Kersijany,zauważyła jak wielką radość sprawia jej dotykanie końskiej sierści dlatego powiedziała ze słodkim uśmiechem - Księżniczko,zapomniałaś swoich butów....i oczywiście ja musiałam o nich pamiętać....wezmę je ze sobą,możesz jechać boso jeśli chcesz.... - posłała jeszcze przyjazny uśmiech elfce po czym wróciła do Lothiriel i rzekła chłodno a uśmiech zniknął z jej twarzy - Chcesz jechać boso czy w butach?
Kersijana:
Gdy Adela wymieniła uśmiech z Catherine, rzekła do Ciebie - tak chcę! Ale... Nie wiem jak, nigdy nie jeździłam konno...
Catherine:
Adela odwzajemniła słodki uśmiech, a Ty wróciłaś do Lothiriel. Boso, ciepło jest i będzie nam milej... Odparła zmęczona, chwiejąc się nieco. Chyba bez Ciebie nie utrzyma się sama długo.
Malcolm:
Ogier nagle stanął dęba, a Ty ujrzałeś jego potężnych rozmiarów męskość... Zaczął powoli iść w Twą stronę, szczerząc zęby.
Catherine
Taaa,milej,jak by kiedykolwiek było choć by miło.... - odparła zimno chowając ich obuwie w jukach,po chwili na przekór swojemu tonowi dosiadła Rosie i znów objeła Lothiriel by przypadkiem nie spadła z konia....
Malcolm
Pogładził się po brodzie, mrużąc brwi. Nie no, wiesz Ty co? Ja nie lubię chłopców, a Ty co odwalasz? Fujarę będziesz z siebie robił? Zwrócił się do wierzchowca. Dobra, otwierajcie. Rzekł do marszałka.
Kersijana
Odwzajemniła ciepły uśmiech wojowniczce gdy Ta do nich przyszła. Gdy zostały same powiedziała podchodząc do ogiera.
Najważniejsze kochana masz za sobą. Pokazałaś mu, że nie boisz się a to już bardzo wiele. Koń wyczuwa ludzkie emocje i już jest pewien tego, że na żadne manowce go nie wyprowadzisz... Zaufał CI tak samo jak Ty jemu musisz zaufać. Delikatnie trzymaj wodze i upewnij się ze pewnie siedzisz w siodle. A teraz księżniczko powoli ruszymy. Udami musisz go lekko szturchnąć. To dla niego znak, że chcesz jechać.
Kersijana:
Dziewczynka postąpiła zgodnie z Twoimi słowami, obchodząc się z wierzchowcem bardzo delikatnie. Zaraz też ten ruszył stępem naprzód, a Adela krzyknęła radośnie - udało się! Haha! Jakie to cudowne uczucie!
Catherine:
Lothiriel znów się wtuliła w Ciebie, kładąc swoje stopy na Twoich. O spójrz, jaka ona szczęśliwa - powiedziała do Ciebie, wskazując na Adelę uczącą się podstaw jeździectwa pod okiem Kersijany.
Malcolm:
Robi się hehe - rzekł Ealdred z fałszywym uśmiechem. Wsadził klucz w zamek i dodał - wytrzymaj chwilę, otwieram! Tymczasem zaczynasz czuć oddech ogiera na swym karku...
Catherine
Musisz to robić?!Mówiłam Ci coś wczoraj,już zapomniałaś?! - odparła poirytowana,choć i jej widok szczęśliwej dziewczynki sprawiał radość,nie czuła nawet odrobiny zazdrości,Adele nie była jej własnością a siostrzyczką,wiedziała,że co się nie wydarzy i tak ją będzie kochała najbardziej a im więcej osób które darzy sympatią,tym lepiej,zwłaszcza że zarówno Kersijana jak i Lothiriel miały dobre serca i im także sprawiało radość przebywanie z jej maleństwem....
Catherine:
Co mówiłaś? Już zapomniałam, wybacz, to ze starości hihi - odparła Lothiriel, wzdychając po tym.