Bertrand
A więc przyjaciele tulą się do siebie w łożu, szepcą sobie do ucha i wzdychają namiętnie? W takim razie zaiste dziwna przyjaźń nas łączyła. rzekł, po czym wyszedł z komnaty.
Wersja do druku
Bertrand
A więc przyjaciele tulą się do siebie w łożu, szepcą sobie do ucha i wzdychają namiętnie? W takim razie zaiste dziwna przyjaźń nas łączyła. rzekł, po czym wyszedł z komnaty.
Charles de Tournemire
A czy ja gnębię? Czy ja jestem wszechmogący i wiem, kiedy mogę o tym mówić, by nie urazić drugiej osoby? Choć i tak obiecałem nikomu o tej sprawie nie mówić? Choć jeśli tak me słowa są odbierane, a z dobrej woli chciałem pomówić z wami obojga to i widzę, że nie jestem tu mile widziany... A me życie ponownie będzie wisiało na włosku...? - odparł jej poważnym tonem widząc, jak wyjmuje miecz i się wydziera na niego, wtem powstał i wyszedł szybko z komnaty i powiedział do rycerza - Eh... Uznałem, iż z nią mogę o tym wszystkim porozmawiać, a okazuje się, iż nie... Nie wracajmy nigdy więcej do tego tematu, ani ja nie powiem nikomu o tym wszystkim, zgodnie z Twą prośbą panie... - powiedział do niego w miarę cicho, choć trzymał dystans, coby go w gniewie nie uderzył.
Bertrand, Charles:
Ksiądz usłyszał gorzki płacz Agnes, gdy tylko wyszedł z komnaty. Dogonił wnet Bertranda. Gdy skończył do niego mówić, obaj napotkaliście zmierzającego z przeciwnej strony Boemunda, który jak zwykle idzie krokiem dumnym, z dłonią opartą na rękojeści miecza. Pozdrowił was skinięciem głowy, zatrzymując się. Klecho, będziesz wraz z innymi duchownymi błogosławił naszych rycerzy, gdy w bój wyjeżdżać będą. Ale zaraz... Słyszycie? Jakoby kobiecy płacz...
Charles de Tournemire
...Tak, usłyszałem go właśnie i nagle napotkałem Ciebie, panie... - odparł mu starając się ukryć zaskoczenie i zarazem strach... Boże Święty... Tylko nie on. Zaraz tam wejdzie, ujrzy ją całą zapłakaną, a wtem od razu pożegnamy się z życiem. To chyba koniec, mój Panie... Choć może to i część Twego planu, bym pożegnał się z ziemskim światem, a dołączył do Królestwa Niebieskiego? Albo jeśli taka twa wola, to i do... piekła.
Bertrand
Westchnął i odparł załamany z rezygnacją To przeze mnie ten płacz, panie. Nie chciałem tego, ale to przeze mnie płacze. Nie chciałem do tego dopuścić. Naprawdę. To nie wina duchownego jego puść wolno, on nic nie zrobił, ja za to jestem na Twej łasce.
Bertrand, Charles:
Chwycił was obydwu, Bertranda za tabard a kapłana za habit, oraz mocno przytrzasnął do ściany, aż grzmotnęło. Coście jej zrobili bydlaki - wysyczał przez zaciśnięte zęby, patrząc na was z furią w oczach.
Charles de Tournemire
Mimo strachu i bólu przy przywaleniu nim o ścianę odezwał się. Spojrzawszy najpierw na Bertranda powiedział - Panie... To szlachetne, co powiedziałeś, lecz nie rób tego... Nie poświęcaj się bez żadnej winy dla mnie, lecz chyba już czas o wszystkim powiedzieć - od razu po tym spojrzał konstablowi prosto w jego oczy, starając się zapanować na strachem odparł mu - Pani Agnes płacze dlatego, iż doszło do spięcia między nami. Gniewem się uniosła, wtem pan Bertrand wyszedł natychmiast z pokoju oburzony jej słowami, które oznaczały, iż zrywa z nim przyjaźń... Ja wyszedłem od razu za nim, ówcześnie przekazując jej kilka słów, które być może dały jej coś do myślenia... Bądź zostały rozwiane na wietrzę. A dotyczyło to wszystkiego tamtej nocy. Bandaży nie miał pan Bertrand zmieniać, a pani Agnes wcale nie spała, ale też i nie dopuściła się zdrady wobec Ciebie, od razu uprzedzając. Ja chciałem dopomóc w tej sprawie jakoś, coby nie poszło to wszystko za daleko i abyś nie zabił tegoż rycerza któregoś razu, jednak i me słowa i ma chęć pomocy ją rozzłościły. Zresztą... Jeżeli me słowa nie są dla Ciebie przekonujące konstablu, to niech i Twa luba opowie ci swą wersję wydarzeń. A jeśli nie to cóż... Domyślam się co masz zamiar zrobić, ale zanim to miałbym ostatnie życzenie - o modlitwę przed śmiercią.
Bertrand
Mi już wszystko jedno, jeśli uznasz to za stosowne to ukróć mego żywota panie, tak czy tak przywitają mnie w piekle... W każdym razie to co powiedział zakonnik to prawda...
Bertrand, Charles:
Boemund puścił was obydwu, z jego twarzy można wyczytać iż jest całkowicie zmieszany. Czemu Agnes zerwała z tobą więzy przyjaźni? Spytał Bertranda.
Bertrand
Chyba dlatego, że powiedziałem dokładnie ojcu - wskazał głową na Charlesa - o tym co się wczoraj wydarzyło w mojej komnacie.