-
- Byłem rycerzem, pozbawiono mnie jednak mych ziem i tytułu. Dopóki prawowity król nie powróci na tron, mogę być tylko banitą. Jednak muszę zebrać czyste złoto równe jego wadze, by go wykupić z niewoli. Uzurpator, gdy się o tym dowie, będzie starał się mi w tym przeszkodzić, polując na nas, tak jak zapolował na arcykapłankę Pani Jeziora. Niestety o zasadzce na skraju lasu za późno się dowiedzieliśmy by móc ją pokrzyżować. Czarna Arka to prawdziwe miasto na wodzie, nie łatwo ją rozbić, a zatopić chyba nie jest możliwe, nawet przez sztorm będący praojcem wszystkich sztormów. Jest tylko uszkodzona na wybrzeżu Estalii.
- Jest możliwe ją zatopić, ale niesamowicie trudne do wykonania. rzuciła Liothannea.
Rozmawiając skręciliście ze ścieżki w las. Tutaj drzewa nieco rzadziej rosną, można prowadzić wierzchowce.
-
Anna de Loiret
Nie chcę części swojego złota z powrotem, nie miałam go wiele ale weź je panie, bez względu na to czy uda nam się załatwić sprawę z rycerzem. I pamiętaj, rycerz to nie tylko tytuł. To też to, jakim jesteś panie człowiekiem, twoja szlachetność... To, że uzurpator pozbawił cię tytułu nic nie znaczy, wciąż w sercu jesteś rycerzem, obrońcą Bretonni i sługą Pani, nie zapominaj... Masz święte prawo wciąż używać dawnego tytułu, bowiem prawo do odebrania go, przysługiwało tylko królowi Louenowi.
-
- Prawo to przysługuje też każdemu diukowi, A trochę krwi napsułem jednemu z nich atakując jego poborców podatkowych. Nie jestem też już sługą Pani. Po tym wszystkim miałem kryzys wiary. Od pewnego czasu oddaję cześć innemu bogu.
- Jakiemu? spytała się Liothannea.
- Panu dzikich ostępów i zwierząt wszelakich.
Widzicie polanę a na nim konnego rycerza w zielonej zbroi. Całej naszpikowanej strzałami, ale nie widać by robiło to na nim jakiekolwiek wrażenie.
Na środku polany rośnie rozłożysty dąb, o którego pień oparci są dwaj rycerze i kobieta w kapłańskich szatach. Anna rozpoznała oblicze swego ojca i rycerza znad jeziora. Kapłanka ma zakrwawiony przód szaty, a rycerz Graala całą zbroję. Tankred zaś nieco wgniecioną nogawicę. Nie ruszają się, chyba są nieprzytomni.
-
Anna de Loiret
Ojcze! Wyrwało jej się i zaczęła jakby zaczarowana powoli iść w ich stronę...
-
Alessio
Poczekaj chwilę kochana,najpierw musimy chyba się dogadać z tym rycerzem bo nie wydaje mi się żeby chciał nas przepuścić bez negocjacji.... - powiedział łapiąc ją za rękę.
OD MG:
+ 5 PD
-
Anna de Loiret
Wtuliła się w Alessia płacząc. Ja chcę tylko odzyskać ojca, nic więcej... Wyjąkała.
-
Alessio
Wiem moja miła,wiem.... - wyszeptał obejmując ją - ale on nie wygląda zbyt przyjaźnie a nie zniósł bym myśli że mógł bym Cię stracić....
-
Rumak rycerza spięty do szarzy opadł na cztery kopyta i nie ruszył z miejsca jak stanęliście na skraju polany. Banici zostali między drzewami. Zielona poświata dobywająca się z wizjera hełmu rycerza i oczu wierzchowca wzbudziła w Was wszystkich oprócz Aratheny strach, ale na szczęście nie paniczny.
Techniczny:
Alessio - 2 PS
-
Anna de Loiret
Zostańcie tu, ani kroku, Alessio ty też. Złapcie go, jak będzie się próbował wyrwać - powiedziała drżącym głosem i znów zaczęła iść przed siebie z zamkniętymi oczyma, bojąc się bardzo. Chcesz sprawdzić mą odwagę panie!? Śmiało! Wykrzyczała do Zielonego Rycerza.
OD MG:
+ 5 PD
-
Anna de Loiret:
Mając duszę na ramieniu nie usłyszała galopu. Po jakimś czasie wyczuła że dotknęła butem czegoś twardego.
Reszta:
Liothannea dobyła sztyletów i oczekuje na rozwój sytuacji. Zobaczyliście że Anna przeszła koło rycerza, ale ten nie ruszył z miejsca. Doszła do rycerza Graala.