-
Kersijana
Spojrzała na chwilę na Elfa, który chyba był świadkiem jak zakochuje się w jego koniu... Uśmiechnęła się i przymrużyła oczy... Potem jeszcze raz pocałowała Rumaka.. Jego ciepły oddech sprawiał że ciarki przeszły po jej plecach. Jakaś dziwna więź... Poczuła ją w swym ciele... Czuła jego pulsujące serce.. Tak silne,,, takie wielkie i oddane.... Elfka mogła przysiąc że znała w tej chwili jego myśli... Ktoś koto kocha zwierzęta tak jak ona może to zrozumieć.. Powoli wsiadła na niego... Położyła dłoń na jego szyi... Koń chyba tez był podekscytowany gdyż Elfka gładząc go po szyi czuła jak silnie pulsuje w jego tętnicy gorąca krew...
-
Catherine:
To się przejde Cathy... Ale w namiocie lub jakiejś komnacie - odparła Margaret.
Kersijana:
Rumak bez najmniejszego problemu dał się dosiąść. Stoi w bezruchu, dumnie, twardo kopytami na ziemi, czekając na Twe polecenia. Bardzo dobrze się go dosiada, jest na nim wygodnie i wydaje się, że żadna siła nie jest zdolna wyrzucić Cię z siodła.
-
Catherine
Nie,nie,pójdziesz ze mną na spacer na bosaka,a przecież nie będziemy spacerować po komnacie albo namiocie? I Adele pójdzie z nami....,w butkach hihi - powiedziała z uśmiechem,łaskocząc przy tym swoją najmłodszą siostrę
-
Kersijana
Mimo, że Jej Rumak był równie dostojny i wspaniały co Elfa czuła dumę... To już drugi Koń tej Wagi i Rangi co jej się oddał.
Jej zadowolenie dało się zauważyć w szczerym uśmiechu od ucha do ucha. Z różowych warg połyskujących migającym blaskiem przebijała się biel jej równych zębów....
Chwile tak posiedziała na koniu marząc o jeździe w cwale przed siebie, bez konkretnego celu... Czuć wiatr we włosach... I wsłuchując się w tętent kopyt... Miarowy, równy.......I silny. Sylwetka konia zharmonizowana z jeźdźcem.... tworząca jedność... Czy może być coś piękniejszego?
To tylko marzenie, z którego z trudem się wyrwała... Popatrzyła na towarzyszy..... Gotowi do drogi? zapytała głośno.....
-
Kersijana:
Gotowi, ale chyba nie bardzo chce im się ruszać, wolą dyskutować o tym, czy lepiej chodzić boso czy w butach - rzuciła poirytowana królowa.
Catherine:
Nie ma mowy hihi! Odparła roześmiana od łaskotek Adela. Margaret zaś nieco zdziwiona spytała - co ci tak zależy, bym chodziła boso Cathy?
-
Catherine
Uśmiechnęła się do Margaret i rzuciła jej spojrzenie z dziwnym błyskiem w oku,na słowa królowej zaś odparła - Przepraszamy,już będziemy śmiertelnie poważne i dostojne.... - udając wyniosłą minę,prostując się dumnie w siodle i zadzierając przy tym nos do góry
-
Kersijana
E zdecydowanie boso...... Och jak ja to doskonale pamiętam.... Mokra zimna rosa na gołych stopach gdy mech je pieści gdy słońce nieśmiało pierwsze promienie słońca wysyła nad horyzontem.... Spacer w porannej mgle na boso.....
E zdecydowanie na boso... Odpowiedziała Kersi Królowej, ale tak po prawdzie do wszystkich...
-
Na twarzy zezłoszczonej dotychczas Lothiriel pojawił się jednak uśmiech. Pokręciła głową i odpowiedziała - tak... Dawno już tak nie spacerowałam, dlatego kiedy tylko będziemy miały okazję, przespacerujemy się wszystkie boso... A ty córeczko nie zadzieraj tak noska, bo jedna Betty mi wystarczy - rzekła jeszcze do Catherine śmiejąc się.
O, masz rację ciociu, a Cathy każe mi w butach chodzić! - powiedziała do Kersijany Adela.
Margaret zaś po dziwnym spojrzeniu rudowłosej nieco się zarumieniła i zdziwiła zarazem...
-
Kersijana
Bo chce dla Ciebie Słonko jak najlepiej.... O mam pomysł....Jak pojedziesz w bucikach to pozwolę Ci siedzieć samej na MIrillia Lassi... Wujka będziesz ciągnęła a ja za wami Na Jego Rumaku.... To bardzo ważne i odpowiedzialne zadanie, w sam raz dla pięknej i mądrej księzniczki.. Takiej jak Ty.... Kersi zrobiła poważną minę dodając powagi do tej zaszczytnej funkcji...
-
Catherine
Spojrzała wyczekująco na Adele,wolała by jechać z nią i ani trochę nie spodobało jej się to że elfka po raz kolejny się wtrąciła....,ale i nie mogła zabraniać tego małej jeśli miała na to ochotę....