-
Dan:
Oh, naprawdę?! - odkrzyknęła Ci ironicznie Diane gdzieś z dołu. Musiałeś jeszcze chwilę sam wytrzymać. Potwór nie dawał ci to żadnej okazji na wyjęcie broni czy porządne ustanie na nogi. W końcu, gdy potwór zamachnął się, by zadać ci kolejny, tym razem trafny cios najemniczka wparowała do pokoju i rzuciła się na tę istotę. Walka była zacięta i ciężka, a potwór niewiele sobie robił z waszych broni. W końcu jednak padł, a raczej rozsypał się na kawałki...
- Uhuuuu, żeś nabroił... No tak, zostawić Cię tylko na chwilę samego... - Diane spojrzała na wyburzoną ścianę.
- A to co to za bydle? Widzę, że na górze nie lepiej jeśli chodzi o przeciwników...
-
Dan
Moja droga,próbowałem rozgryźć popieprzony mechanizm otwierania tych drzwi,jednak wtedy rzuciło się na mnie to coś.....a na dole też spotkaliście podobne monstrum?
-
Dan:
- Nie... Za to pełzacze przebiły się na niektóre dolne poziomy - odparł zwiadowca.
- No to najwidoczniej zarządca bardzo nie chciał, żeby ktoś mu do tego pokoju tam wchodził... W każdym razie. Masz pomysł jak te drzwi otworzyć, czy będziemy tak losowo wciskać te przyciski? - rzuciła Diane.
-
Dan
Już mówiłem że sprawdzałem kiedy ten sukinsyn na mnie wyskoczył....- odparł wściekły całą zaistniałą sytuacją - Kurwa,będę miał siniaki,i znowu oberwałem,ehh.... - w przerwach od klęcia na czym świat stoi ponownie zaczął badać mechanizm tym razem uważając co ma nad głową....
-
Dan:
Diane w tym czasie poszła zbadać co było za tamtą ścianą, jednak długo nie minęło i wróciła z pustymi rękoma. W końcu wcisnąłeś jedną z cegieł, przez którą drzwi chyba odblokowały się, a przynajmniej coś w nich trzasnęło...
-
Dan
Dobra,sprawdźmy teraz.... - mruknął i mocno pchnął je trzonkiem swojego topora
-
Dan:
Drzwi się nie otwierają. Coś je nadal blokuje...
-
Dan
Z całej siły naparł na drzwi,jeśli to nic nie da wraca do zabawy z przełącznikami - Cholera ile jeszcze przyjdzie mi siedzieć w tej norze....
-
Dan:
Drzwi się ruszyły, choć musiałeś się trochę z nimi nasiłować, by je otworzyć. Były po prostu przyblokowane przez jakąś szafkę. Pokój jest całkiem nieźle zachowany tak jak poprzednie pomieszczenie. Była to sypialnia nadzorcy tej kopalni. Naprzeciwko siebie widzisz spore łóżko, a po bokach jakieś szafki, stoliki i biurko. Widzisz też już stary, rozpadający się obraz jakiejś kobiety nad łóżkiem. Być może była to jego żona, kto wie... Diane słysząc otwierające się drzwi podeszła do Ciebie ze zwiadowcą i spojrzała na pokój - No... To pokój otwarty. Może tutaj nic na nas nie wyskoczy. Moooże...
Vito:
Podeszliście pod farmę. Wieśniacy przyglądają wam się z niepewnością i coś szepcą do siebie. Ale trudno im się dziwić, skoro to wyglądacie jak siedem nieszczęść po przygodach z nekromantami, bądź z Ultharem... Jeden ze strażników miejskich wstał spod drzewa i podszedł do was z mieczem w ręku - A wy to... Aaa, już poznaje Ciebie. Ty jesteś Vito, a ty...
- Urlich, idioto - warknął.
- Aaa... Pan dowódca... Co się z wami stało? Myśleliśmy, że wróciliście do Khorinis.
-
Vito
Gówno kurwa... Zajebaliśmy tego cieniostwora, a potem porwał nas ten chuj w czarnych szatach i trzymał w zamknięciu, nawet nie wiemy ile. Tylko my dwaj się uratowaliśmy. Masz jakieś mikstury lecznicze? Ten pieprzony paladyn mnie prawie zabił... Rzekł pokazując rany na odsłoniętej klatce piersiowej.