-
Dan
Ale to bardzo może....,ehh mam dość tego miejsca... - irytował się na głos w międzyczasie starannie przeszukując komnatę w poszukiwaniu nie tylko wartościowych informacji ale i cennych przedmiotów,zachowując jednak przy tym ostrożność co nie przeszkodziło mu w rozmyślaniu o pieniądzach.... - W końcu to zarządca,powinien mieć nieco grosza hehe
-
Dan:
Diane zachichotała i poszła przeszukiwać komnatę. Po oględzinach pod łóżkiem nadzorcy znalazłeś kufer... Ładny, porządny i ciężki. Wygląda obiecująco... Jest tylko kolejny problem - jest zamknięty.
- Jaki ładny sztylet tutaj trzymał... Z rudy do tego. A wam jak tam idzie? - rzuciła zadowolona najemniczka.
- Wina też tu sporo trzymał i kielichów... Ciekawe ile ma to lat i czy w ogóle to jeszcze można pić... Bo sprzedać na pewno dałoby radę komuś.
Vito:
- Eee... Chodźcie za mną. I nie wchodźcie czasami do lewego skrzydła domu pana Onara. Nie ma humoru... - rzucił nieco zmieszany strażnik. Chyba przestraszył się strażnika, albo i was dwóch...
- A kiedy on ma dobry humor...
Zaprowadził was do jakiegoś dużego pomieszczenia. Przebywa w nim dosyć sporo strażników jak i żołnierzy. Nie wszystkich poznajesz. Podeszliście do dowódcy tego całego oddziału, Ulrich od razu rzucił:
- No no no... To żeście się urządzili. Poznajesz mnie, Terek?
- No na pierwszy rzut oka bym nie poznał, ni chuja. Widzę, że się przybalowało? Tylko coś ci nie wyszło i znalazłeś się w klasztornej piwniczce? - odparł chamskim tonem.
Strażnik spojrzał na niego z gniewną miną. Miałeś wrażenie, że zaraz się rzucą sobie do gardeł, ale po chwili uśmiechnął się i odparł - Nie, nawet lepiej. Do nekromantów.
- No to ładnie... W sumie nie tylko ty widzę. Dobra... Koniec żartów. Chodźmy do medyka i wszystko nam opowiecie...
Dowódca wydał jakieś rozkazy swoim podwładnym i w końcu znaleźliście się u niego. Podczas składania was do kupy strażnik rzucił - No dobra, mówcie co się działo.
-
Dan
Kurwa,bogowie mnie nie kochają,ale za co,jak im podpadłem?! I jeszcze Ci się mi tu chwalą nad głową! - pienił się w myślach zaczynając gorączkowo rozglądać się za kluczem,poczynając od najbardziej oczywistych miejsc jak pod poduszką aż po stopniowe przetrząsanie całej komnaty
-
Vito
Zajebaliśmy cieniostwora i poszliśmy dalej, aż nagle za plecami wyskoczył nam ten popierdol w czarnych szatach i zaczął skurwysyn czarować. Walczyliśmy z nim do końca. - tu dyskretnie spojrzał na Ulricha - Ale niestety ogłuszył nas wszystkich. Potem obudziłem się w jakiejś kopalni, za kratami, kurwa bez ekwipunku, osłabiony, głodny, spragniony i dalej taki jestem! Ale do rzeczy. Chyba wtedy byli jeszcze wszyscy. Aż tu nagle przyszedł ten sam chuj, nagadał pierdół, powkurwiał nas, postraszył i poszedł. Byłem zmęczony, więc położyłem się spać, bo co więcej mi pozostawało? Miałem przegryźć kraty? Potem jak się obudziłem to w tej kopalni zostałem już tylko ja z Ulrichem. Znowu przylazła ta menda, z upadłym paladynem. Znowu nas wkurwiał, odgryzłem mu się trochę, trza przyznać, to zaczął przypalać Ulricha, a na mnie nasłał tego wojownika. Rozpierdolił mnie jak szmacianą lalkę, chyba wszystkie żebra połamał, bo ciężko mi się oddycha... Doczłapałem do posłania i usnąłem. Obudziłem się i po nas przyszli i zabrali na zewnątrz, żeby zamienić w zombie. Ale coś dziwnego się stało, usłyszeliśmy jakiś krzyk z nieba i paladyni zaczęli z nimi walczyć. Wykorzystaliśmy sytuację i zbiegliśmy tutaj. Ale jak już spierdalaliśmy to ten nekrofil jebany czarem ich rozjebał wszystkich i kazał nas szukać. To tyle.
-
Dan:
Nie znalazłeś w komnacie klucza. Przeszukałeś wszystkie szafki, biurka, stoły, a nawet przeczołgałeś się pod łóżkiem i sprawdziłeś za obrazem, a po kluczu ani śladu... - Pomóc ci? -
rzuciła Diane. Obydwoje już najwyraźniej tylko na Ciebie czekali...
Vito:
Po kolei... Skąd wyście zbiegli? I co to niby za krzyk was uwolnił? I jak dużo ich tam jest?
-
Vito
Takie dwie wieże stoją, i obok wejście do kopalni, Ulrich wie lepiej co to za miejsce i gdzie to jest. Znaczy teraz to i ja wiem. W chuj ich tam dużo, pełno zombie i szkieletów, no i ci nieumarli paladyni, cholernie mocni. A ten krzyk... To chyba sam Innos do swych poległych sług przemówił, nie wiem.
-
Dan
No jeżeli masz jakiś pomysł to się nie krępuj.... - odparł ze zrezygnowaniem siadając na skrzyni - No jasne,oczywiście klucza nigdzie nie ma....,jakże by inaczej,w końcu to ja znalazłem ten kufer....
-
Dan:
Sprawdź kościotrupa na tym tronie może? Ja go nie przeszukiwałam...
Vito:
- Innos? Heh... Ciekawe. Tylko czemu zainterweniował? Pewnie ma w tym jakiś interes. W każdym razie... Lepiej, żebyście nie przebywali teraz na farmie. Zaraz tu ci nekromanci się pewnie zjawią, o ile już nie schodzą z gór.
-
Vito
Dajcie nam jakieś ubrania robocze i spieprzamy do miasta, nie ma co zwlekać. A może jakieś zapasowe pancerze macie? To by jeszcze lepiej było.
-
Dan
To nie taki zły pomysł.... - odparł z uśmiechem po czym udał się pod tron,gdy zobaczył trupa westchnął ciężko,zakasał rękawy i zaczął go niechętnie przeszukiwać....