Alessio
Dziwne te miejscowe pojedynki....,ale ważne że ten szaleniec już nie stoi nam na drodze - pomyślał,po czym podbiegł na tyle szybko na ile to było możliwe do rannych po drodze rzucając giermkowi z uśmiechem - Dobra robota Christophe
Wersja do druku
Alessio
Dziwne te miejscowe pojedynki....,ale ważne że ten szaleniec już nie stoi nam na drodze - pomyślał,po czym podbiegł na tyle szybko na ile to było możliwe do rannych po drodze rzucając giermkowi z uśmiechem - Dobra robota Christophe
Arathena
Widzisz gdzie rycerskość chowasz. tam gdzie odwaga i determinacja... Mimo, że nie darzył jej sympatią i nie rozumiał jej poczynań nie miała do niego żalu. Zdawała sobie sprawę, że z zewnątrz mogła wydawać się szalona, ale nie miała zamiaru się tłumaczyć. Powiedziała do niego z lekkim uśmiechem i odrobiną podziwu...
Podeszłą do Anny i jej ojca trzymając się za obolałe miejsca.... wcześniej jednak wzięła swą klacz by sprawdzić czy z nią wszystko w porządku...
Co z twoim ojcem Anno?
Christophe Leroy
Oh... Dziękuje ci, panie... Bardzo to doceniam - powiedział wielce zaskoczony słysząc jego ostatnie słowa, a zarazem w duchu był tym wszystkim cholernie uradowany... Wszak był o jeden, wielki krok bliżej do swojego największego marzenia - by zostać rycerzem Graala. Zsiadł jeszcze z konia i ukłonił się rycerzowi - To był zaszczyt, by walczyć z Tobą, panie... - do Alessia, Aratheny i Ani zaś skinął głową w ramach podziękowania i nie chcąc przedłużać ruszył do swego pana...
Pierwszy ranny ma najbardziej zakrwawioną zbroję i sporo małych dziur w niej. Nie żyje. Drugi ranny ma zgniecioną prawą nogawicę i stopę wykręconą pod dziwnym kątem. żyje, ale jest nieprzytomny. Kobieta ma zakrwawione szaty, ale tylko jedną dziurę w okolicy lewego obojczyka. Żyje, jest nieprzytomna, brak dziury wylotowej na plecach. Zielony Rycerz dosiadł swego ogiera i odjechał w las. Banici biegną do rannych przez polanę.
Arathena
Nic Ci panie nie jest zagadnęła Alessia... czekając tez na odpowiedź Anny...
Anna de Loiret
Nie wiem Aratheno nie wiem, boję się o niego, bardzo się boję - odrzekła elfce, wciąć czuwając przy ojcu.
Alessio
Nie,nic mi nie jest,ale znowu los życie dwójki ludzi na moje ręce kładzie.... - rzekł z ciężkim westchnięciem - rozpalcie ognisko,przyda się do przypalania ran....,a ja w międzyczasie spróbuję Panu Tankredowi nogawice zdjąć - tu skrzywił się na samą myśl o tym jak wyglądać może noga ojca swej ukochanej....,rozcina paski a następnie próbuje zdjąć nogawice możliwie jak najdelikatniej by stanu poszkodowanego nie pogarszać
Arathena
Przyklęknęła koło Ojca Anny chwytając ja za rękę widząc jej trwogę... Wszystko będzie dobrze Anno.... Cyruliku wiesz, że to Twoja szansa? Jak mu pomożesz to uzyskasz w jego oczach uznanie.
Alessio rozciął paski nagolennika, zdjął ostrożnie płytę, jednak nie zdążył jej odłożyć gdy nagle poczuł mocarny uścisk na swym nadgarstku. Kapłanką najpierw się zajmij kimkolwiek jesteś jeśli Ci żywot miły rzekł Tankred nie otwierając oczu.
Anna de Loiret
Tatusiu! Krzyknęła i zbliżyła swoją twarz do lica ojca oraz rzekła roniąc łzy - to ja, twoja Ania, daj sobie pomóc błagam cię, zrób to dla mnie...