-
Dan:
Przeszedł Cię dreszcz, a zarazem obrzydzenie, gdy musiałeś przeszukiwać tego trupa, zwłaszcza po poprzednich doświadczeniach z nekromantą. W końcu jednak znalazłeś klucz, a raczej kęp kluczy w jednej z kieszeni nadzorcy. Twoja pochodnia dopala się i wkrótce już nie będzie się nadawała do czegokolwiek.
Vito:
- Pancerze? Nie... Ubrania robocze co najwyżej moglibyśmy tu wam jakieś dać.
- Do miasta za daleko. Najlepiej jakbyś zebrał ludzi z farmy Sekoba i przeniósł ich tutaj, a tą jego całą rodzinkę i chłopów odesłał do miasta. My byśmy spróbowali dostać się do klasztoru.
- Ano, magowie by się nam ogromnie przydali. Zresztą jeżeli Innos gdzieś zaingerował to może już latają jak pojebani po wyspie...
-
Vito
To dajcie te ubrania i pójdziemy do klasztoru, powiadomić ich, żeby tu przyszli. Może jednak jeszcze nie wiedzą że Innos zaingerował, zobaczymy.
-
Dan
Wrócił do skrzyni szybkim krokiem i zaczął gorączkowo sprawdzać różne klucze - Miałaś rację,tylko zaraz mi się pochodnia dopali,nie wiem czy zdążę....
-
Dan:
Najemniczka rzuciła ci swoją - To masz tą. Zrobiłam sobie zapasy na drogę, tak na wszelki wypadek - po czym z wrednym uśmiechem dodała - Tylko nie złam klucz w zamku, jak już tak sprawdzasz je wszystkie na wariata, hehehe. A tak poza tym to nadzorca cały?
W końcu otworzyłeś kufer. W środku znajdował się spory mieszek ze złotem, jakiś pozłacany i posrebrzany amulet, parę mikstur i dziennik.
Vito:
Otrzymaliście od jednego ze służących Onara robocze ubrania. Są w miarę czyste i porządne - No to dobrze... Ruszajcie. Powodzenia.
Wyszliście przed dom Onara. Urlich rzucił - To co? Nadal przez las?
Techniczny:
Dan: + 250 sztuk złota, 2 esencje lecznicze, 2 esencje many
Vito: +40 punktów życia, czyli w sumie teraz 50
-
Dan
Dzięki....a nadzorca jest tak cały jak może być trup hehe....,i widzisz jednak nie złamałem klucza,powinnaś być mniej złośliwa bo chyba mam coś ciekawego....poświecisz? - rzekł chowając znaleźne do torby i podchodząc z dziennikiem w ręce do Diane
-
Vito
Może jednak ścieżką będzie bezpieczniej, czuję się lepiej, ale i tak nie mamy broni, a ścieżką łatwiej biec, niż przez chaszcze się przedzierać i co gorsza przewrócić o jakiś odstający korzeń czy coś. To pójdźmy traktem.
-
Dan:
No mogłeś go tam zmasakrować podczas przeszukania... W końcu tak gorączkowo tego klucza szukałeś, że o mało co całego pokoju nie zdemolowałeś hehe - wzięła pochodnie i oświetliła ci nią dziennik. Okładka jest skórzana, twarda, a same kartki już zżółkłe. Najwyraźniej wilgoć zrobiła swoje, choć nadal da się z tego czytać. Ostatnie wpisy traktują o zamknięciu kopalni, zarządzeniach, ostatnich więźniach, jak i... ostatnich chwili z życia nadzorcy.
Wpis I:
"Ruda się powoli kończy w tej przeklętej kopalni. I bardzo dobrze. Mam dość siedzenia tutaj pod ziemią przez tyle tygodni, pilnowania więźniów, pieprzonych strażników i wypełniania tysięcy papierów... Z drugiej strony król płaci mi za to. I to sowicie! Szkoda tylko, że nie wydam tego nigdzie przez najbliższy czas... Ale jak już wyjdę to hoho. Całe Khorinis zadrży w posadach od uczty, jaką sobie wyprawię."
Wpis II:
"Zamówienia:
- 100 bochenków chleba,
- 50 butelek piwa (coby chłopaki nie marudzili, że do picia niczego nie mają, ale i tak nie mam zamiaru im popuścić zbyt mocno po ostatniej akcji),
- 150 kawałków wędzonego mięsa,
- 25 esencji leczniczych, wraz z medykamentami (czasami trzeba któregoś z tych idiotów podleczyć... na szczęście kopaczami nie muszę się aż tak przejmować),
- 10 kilofów,
- 10 młotków, z gwoźdźmi i zapasami drewna (rusztowania wymagają naprawy, bo jeszcze trochę i zaraz to wszystko zawal się nam na łeb,
- i masa innych, mniej ważnych rzeczy typu worki, skrzynie i tym podobne...
- przy okazji powinniśmy w końcu wymienić ludzi do pracy, za długo już tu siedzą, czyt. strażnicy"
Wpis III:
"Ja pierdole... Ci więźniowie, których ostatnio mi tu wysłali to straszliwi idioci, wraz z tym magiem. Ściągnęli na jeden z sektorów grupę pieprzonych pełzaczy i to ich żołnierzy. Z 10 moich ludzi padło jak nie lepiej i drugie tyle kopaczów... Posiedzą sobie w klatkach i pozwolę jeszcze chłopakom się z nimi rozliczyć. Będą mieli za swoje... Po jakimś czasie wrócą do pracy, tym razem pod większą obserwacją coby znowu nie zwalili nam na łeb tych robactw."
Wpis IV:
"Sytuacja jest... Tragiczna. Najpierw wybucha mi tu jakaś zaraza, którą ledwo opanowaliśmy, a teraz to... Dokopali się do gniazda pełzaczy, a teraz kopalnia jest zalewana przez nie. Słysze na dole odgłosy walki i krzyki pożeranych. Pierdole to. Zabieram najważniejsze mi rzeczy, biorę swoich najlepszych ludzi i próbujemy się przebijać."
Wpis V:
"Takiego chuja... Już prawie było! Ehhh...Musimy spróbować potem. Może te cholerstwa w końcu się cofną?"
Wpis VI:
"Nic z tego... Minęło chyba dobre kilka godzin, a one się nadal nie cofają. Ale co ja zobaczyłem! Ten pierdolony mag nic sobie nie robi z obecności pełzaczy i chodzi sobie jak gdyby nigdy nic. Jak on to robi?"
Wpis VII:
"Chyba minął dzień... Strażnicy powiadomili mnie, iż nadal nie jest bezpiecznie, albo i że nawet gdzieś jeszcze kryją się ocalali. Pełzacze na szczęście nie dobijają się tutaj, chociaż przy odwrocie do tego budynku było ciężko. W każdym razie trzeba...- tu pismo nagle się urywa."
Wpis VIII:
"O cholera jasna. Ta czarna kurwa dobija się mi tu do drzwi z innymi więźniami."
Wpis IX:
"Stało się... Przebili się i zagorzała walka. Mam nadzieję, że dadzą im radę... Oh Isabel. Jakbym teraz pragnął jeszcze raz Ciebie zobaczyć... Dotknąć, pocałować..."
Wpisy na tym się kończą... - Bunt więźniów... Stanąłby przynajmniej do walki ze swoimi, a nie krył się tu na górze. No i chyba nie docenił tego maga hehe... No dobra, długo już tu siedzimy. Powinniśmy się zmywać.
-
Dan
Hmm,dziwne,chodził między pełzaczami i miał czarną szatę? Brzmi dość znajomo....,myślę że Vatras powinien to zobaczyć,ale racja,i tak się zasiedzieliśmy.... - odparł chowając dziennik i powoli udając się w stronę wyjścia
-
Dan:
- No trochę brzmi...
- Nadzorcy zazwyczaj mieli listę więźniów. Może też będą tam wyroki, zmiany i tym podobne rzeczy... - wtrącił zwiadowca.
- Dobry pomysł... Chodź, poszukamy Dan. W tym biurku była masa papierów...
- Ja rozejrzę się jeszcze po tamtej komnacie... Zaraz do was wrócę.
-
Dan
No dobra....- gdy szli nagle zagaił - Nie jesteś stąd....,jak tu właściwie trafiłaś?