Tristan wyjął chustkę i otarł nią delikatnie policzki Catherine, kładąc dłoń na jej ramieniu. Troski, a że troska nie zawsze nasuwa nam dobre rozwiązania, inną jest sprawą, pani.
Wersja do druku
Tristan wyjął chustkę i otarł nią delikatnie policzki Catherine, kładąc dłoń na jej ramieniu. Troski, a że troska nie zawsze nasuwa nam dobre rozwiązania, inną jest sprawą, pani.
Catherine
Przytuliła tylko mocniej Adele,wylewając coraz więcej łez na jej ramię,nie była w stanie nic odpowiedzieć ani zaprotestować przed dość dużą poufałością z jego strony....
Rycerz wstał i po chwili przyniósł kropierz swego rumaka bojowego, który rozłożył na ziemi. U jednego jego krańca położył zawinięty czaprak. Tu będzie tobie i twej siostrze wygodnie, pani - rzekł do Catherine.
Catherine
Nie zareagowała za bardzo na jego słowa,zamiast tego wyszeptała do Adele - Wybaczysz mi?
Płacząca dziewczynka nic nie odpowiedziała, tylko objęła siostrę za szyję i przytuliła się do niej mocno.
Catherine
Pocałowała ją tylko i także uścisnęła mocno,zrobiło jej się też lżej i lepiej na sercu gdy dowiedziała się że Adele się nie gniewa,może i jej zazdrość była niepotrzebna bo to ją kochała mocniej od Kersijany?Nie chciała o to pytać żeby nie denerwować siostrzyczki,zwłaszcza że czuła iż zna odpowiedź....
Kersijana
Ależ Królowo..?. Kersi zaniepokoiła się... Cicho by tylko Ona usłyszała gdy jednak na jej prośbę wstała i odeszły kawałek. Wiesz że On. Może nie przeżyje dzisiejszej nocy jeśli tu zostaniemy. Liczyłam na to że Magią go wyleczysz... Ja tu jestem słaba i moje zdolności też się nie przydadzą... Mimo mej miłości do Niego nie potrafię mu pomóc, ale czuję że to już niedaleko by wyjechać na teren nie zatruty jadem. Pozwól mi proszę bym z nim jeszcze pojechała... Zanim będzie za późno, Jest jeszcze cień nadziei. A jeśli żywot jego ma dobiec dziś końca to niech będzie przynajmniej jego najpiękniejszym dniem... Tu zemrze, więc nic nie mamy do stracenia... Kersijana patrzyła na Elfkę. Oczy błagalnie się iskrzyły... Drżącymi rękoma wyciągnęła Liście Babki w zawiniątku podając je Królowej... To dla małej.... Popatrzyła przez chwilę na jej pierścień mając nadzieję że magia zacznie znowu działąć.
Kersijana:
Kersi, to teraz mnie wyczerpie całkowicie... Odparła królowa, ale pierścień na jej palcu zaczął lśnić błękitem a ona podeszła do Elrohira i uklękła nad nim, kładąc mu dłonie na piersi.
Kersijana
Uklęknęła też przy Elrohirze.... Może we dwie go wyleczymy i nie osłabniesz Pani....
Kersijana roztarła obie ręce jedną położyła mu na czole a drugą na dłoni Królowej. Skupiła sie na cieple które z nich płynęło. Wyobrażała sobie jak Ciepło to rozchodzi się po ciele mężczyzny paląc wszystkie złe moce, które znajdzie na swej drodze. Jakaś niewidzialna i mityczna armia zaczynała toczyć batalię o jego życie. Pędząc na swych niewidzialnych koniach paląc i niszcząc niosąc śmierć a wraz z nim nowe życie. Odwieczna walka dobra ze złem. Kersi instynktownie wiedziała, że jedno bez drugiego nie może istnieć ale i tez nie może być przewagi jednego albo drugiego. U Elfa w tej chwili przeważało zło i cierpienie zasianie czarnym mieczem. Magia i złe moce go zatruły to magia i dobro powinno zostać w niego wprowadzone na powrót.
Zostaw, oni będą potrzebować uzdrowicielki, kiedy ja nie będę miała siły nawet chodzić - Lothiriel odepchnęła Kersijanę, delikatnie, ale stanowczo. Po chwili jej pierścień zaczął lśnić jeszcze jaskrawszym błękitem, aż w końcu moc z niego objawiła się w wielkiej, oślepiającej niemal poświacie. Zaraz wszystko wróciło do normy, królowa Noldorów padła przytomna, acz bez sił na ziemię obok Elrohira, a rana rycerza zniknęła...
Mamo! Krzyknęła Beatrice i podbiegła do Lothiriel.