-
Anna?! Córeczko! krzyknął Tankred otwierając oczy i puszczając rękę Alessio. Noga pod zbroją jest pełna siniaków, porządnie obita, ale nie zmiażdżona. Me życie mniej warte od życia arcykapłanki. Poza tym Ona ciężej ranna. Pozwolę sobie pomóc dopiero jak Jej pomożecie.
-
Arathena
Widząc, że z ojcem Anny już wszystko w porządku i rana nie jest tragiczna postanowiła ich zostawić samych.... Przebyli tyle drogi i tak długo byli oddzieleni, że aż wypadało ich na chwile zostawić... Wstała powoli, jeszcze na chwile położyła rękę na ramieniu przyjaciółki, by po chwili udać się do swej klaczy.
-
Liothannea rozpaliła ognisko przy pomocy banitów.
-
Anna de Loiret
Jestem przy tobie, jestem, wybacz mi że cię zawiodłam, że nie zdążyłam... Rzekła chwytając ojca za rękę i mocno ściskając.
-
Alessio
Me miano Alessio di Contrarini....,jestem tu Panie by Wam pomóc,nie zaszkodzić....- powiedział nieco zaskoczony jego żelaznym uściskiem pomimo tak złego stanu zdrowia....,jednak nie tracąc czasu obmył szybko ręce rzucając do banitów - Przygotujcie ostrze,będzie trzeba przypalić ranę...., i choć wiem że nie uchodzi dla dobra sprawy musicie się panowie ośmielić i przytrzymać Panią arcykapłankę....,wiecie jaki jest ból przy takim zabiegu....- po czym gdy mu przytakną przystępuje do wyjęcia kuli gdy tylko to zrobi nakazuje przypalić ranę
-
Najważniejsze że jesteś Aniu. Daj tą sakiewkę Arathenie. rzekł Tankred odpinając ją od swego pasa.
Alessio udało się wyciągnąć kulę. Podczas przyżegania rany kapłanka wrzasnęła coś niezrozumiale, Tileańczyka ogarnęła ciemność. Banici trzymający Morgianę odskoczyli jak oparzeni. Cyrulik znikł, widać tylko jego puste ubranie.
-
Arathena
Zupełnie ją nie interesowało co się dzieje z Arcykapłanką szykowała swoją klacz do drogi....
-
Christophe Leroy
Skinął swemu panu głową, po czym odszedł od niego chcąc zostawić Annę samą z nim. Jednak gdy ujrzał, że cyrulik zniknął wgapiał się przez chwilę ubranie, a potem spojrzał na arcykapłankę - No świetnie. Cyrulika nam wywiało... Od jakiegoś zaklęcia. Noo... To teraz trza wymyśleć jak go tu wrócić.
-
Anna de Loiret
Ucałowała ojca w policzek, gdy usłyszała i ujrzała co się stało... Alessio? Kochany? Gdzie jesteś!? Krzyknęła wystraszona. Pani, cóżeś poczyniła swemu wybawcy? Spytała Morgianę.
-
Pod wpływem bólu zamieniłam chyba w żabę. odezwała się acykapłanka. Ale jeśli to Twój ukochany, a Tyś dziewicą, to możesz go jednak odzyskać. Wystarczy że go pocałujesz, by odzyskał swą prawdziwą postać.