-
Dan:
To długa historia... Parę lat temu opuściłam swój dom na Kontynencie. Nie podobało mi się za bardzo życie, jakie mnie tam mogło czekać, czyli zajmowanie się mężem i siedzeniem w domu, a jako że ojciec przelał na mnie zamiłowanie do wojaczki, nauczył walczyć i tak dalej to pewnego dnia po prostu pożegnałam się, zabrałam swoje graty i odeszłam. Dokładnie to mieszkałam w Nordmarze, w Klanie Młota. I tak podróżowałam, podróżowałam, w końcu odwiedziłam Wyspy Południowe, a na koniec trafiłam tutaj. Długo tu nie siedzę, może ledwo parę dni. Ty jesteś stąd, nie?
-
Dan
W miarę jak opowiadała swoją historię stawał się coraz bardziej zamyślony - Hmm,to też brzmi dość znajomo....,domu może nie opuściłem całkowicie ale jednak....,no i ona przynajmniej znała swoich prawdziwych rodziców....,dobra,mniejsza,zaczynam mieć coraz bardziej pojebane myśli.... - Co?Ach,tak,stąd....
-
Dan:
A ty co taki zamyślony, hmmm? - rzuciła, w tym czasie zwiadowca wpadł do pokoju i powiedział z niespokojem - Chyba mamy towarzystwo... Nie muszę chyba mówić o kogo chodzi.
Vito:
Doszliście jakoś bez większych problemów gdzieś na ścieżkę za chatą kupca Erola. Farma Onara zniknęła wam niemalże z widoku - Możemy trochę zwolnić i dać trochę odpoczynku ranom... Do klasztoru mamy może z 10 minut drogi.
-
Vito
Odpoczniemy w klasztorze, naprawdę nie ma co ryzykować, tym bardziej że nekromanci kręcą się po całej wyspie i zaraz któryś znowu może nam wyskoczyć z krzaków. Chcesz tam wracać? Spytał pokazując ręką miejsce, z którego przyszli.
-
Dan
Ja zamyślony? Wydawało Ci się....,ja tylko..... - przerwał na chwilę jak by zbierając myśli choć prawdę mówiąc nie bardzo wiedział co powiedzieć....,z opresji wybawił go żołnierz - Co?!Nie mów że ożywieńcy tu są....
-
Dan:
- Oni... Przyszli tu też nekromanci. Nie przyglądałem im się dokładnie, ale chyba całkiem spora grupka tu przyszła... Mam nadzieję, że mnie nie zauważyli, zwłaszcza że jesteśmy w najwyższym punkcie w tej pieprzonej kopalni...
- No to ładnie... Lepiej poszukajmy kryjówki, albo coś wykombinujmy...
Vito:
Ni chuja... Ale się szykuj na przesłuchanie czy coś w tym stylu jak powiesz, że Innos objawił ci się gdzieś tam.
-
Vito
Może nie uznają mnie za jakiegoś heretyka, jak po prostu powiem, że objawił mi się we śnie... Zobaczymy.
-
Dan
Dobra,chowajcie się,walka nie ma sensu.... - odparł szybkim krokiem udając się w stronę szafy - A i niech ostatni zamknie drzwi....
-
Dan:
Zwiadowca szybko zamknął drzwi, a Diane szybko schowała papiery i oboje weszli pod łóżko, uprzednio gasząc swoje pochodnie... Zapanowała nerwowa cisza. Słyszycie na dole jak wiele istot przemierza i przewala się po kolejnych to piętrach. W końcu dotarli tu, na sam szczyt. Słyszysz jak przeszukują całą, sąsiednią komnatę, a zaraz po tym chyba jakiś mag zaczął rzucać jakieś zaklęcie... Przypominasz sobie, iż nadzorca kopalni siedział właśnie na tamtym tronie.
Vito:
Najwyżej uznają Cię za nienormalnego i wywalą z klasztoru. Dobra, chodźmy. Szkoda czasu - rzucił strażnik. Znaleźliście się niemalże pod klasztorem. Poznajesz tą budowlę ze sporadycznych patroli i opowieści. Jest to centrum nauki o Innosie na tej wyspie. Tworzy się tu wino, kiełbasy, a także przeróżne zwoje i mikstury, w które zaopatruje się miasto. Znajdują się tu również starożytne relikwie, chociażby święty młot czy tarcza ognia Rhobara I. Przed wejściem do klasztoru stoi jakiś nowicjusz i mag ognia. Ani jednego, ani drugiego nie kojarzysz...
-
Vito
Podszedł do maga i nowicjusza. Jesteśmy strażnikami miejskimi, zbiegłymi z niewoli nekromantów. Mamy wartościowe informacje dla magów i potrzebujemy opieki medycznej... Zaczął rozmowę.