Bertrand
Widząc, że kobieta się nie opiera, zsunął z niej koc, którym dotychczas była owinięta.
Wersja do druku
Bertrand
Widząc, że kobieta się nie opiera, zsunął z niej koc, którym dotychczas była owinięta.
Adriano
Hmm - zdaję się że to jeszcze nie czas. W takim razie chyba nic nie stoi na przeszkodzie by jednak odwiedzić Grób Pański. Chodźmy więc. A co do twojego pytania. Pochodzę z północnej Italii i nie uśmiechała mi się walka w barwach miast czy rodów. Więc poszedłem w ślady brata no i jestem.
Katarina
Jesteś Panie pewien, że możemy jednak nas spacer kontynuować? Nie wiem jak to daleko jest... Może konie byśmy jednak zabrali? Zapytała Adriano.
Adriano
Techniczny:
Jak daleko od cytadeli jest Grób? ;)
Spytko:
Po chwili jechania konno po korytarzu, konstabl zatrzymał się przed jakimiś drzwiami, strażnik przy nich stojący od razu je otworzył, wiedział chyba że próba oporu nie ma sensu... Wjechaliście do komnaty, do której owe drzwi prowadzą. Dostrzegliście człowieka piszącego coś na pergaminie za dużym stołem - z całą pewnością to patriarcha. Wnet wstał i krzyknął oburzony - a cóż to! Ten bezbożnik tu konno wjechał, jeszcze prowadząc za sobą jakowego, pewno charakterem mu podobnego, rycerza!?
Robert:
Kąpiel mocno Cię odświeżyła, ale mimo wszystko po jakimś czasie Twe myśli wróciły znów do Charlotte... Nie tak łatwo bowiem oderwać się od wszystkiego, choć na chwilę, zwłaszcza od zauroczenia oraz miłości.
Bertrand:
Agnes pozwoliła zdjąć okrywający jej ciało koc, ale rzekła - wiesz Bertrandzie mam nadzieję, że nie oddam ci się? Przynajmniej nie teraz... Nie póki Boemund żyje... Nie mogłabym tego zrobić, mimo iż on by się ucieszył zapewne...
Adriano, Katarina, Charles:
Grób Pański jest kilka kilometrów od cytadeli. W czasie, gdy rozmawialiście podjechał do was jeden z Templariuszy, Adriano rozpoznał Oswalda w nim. Kobieta z szablą przy pasie? Niesłychane... Powiedział głośno po łacinie, spoglądając na polską szlachciankę.
Bertrand
Wiem, przepraszam, na za dużo sobie pozwoliłem, przepraszam... rzekł zmieszany, na powrót okrywając jej ramiona narzutą.
Robert
Ehh, muszę z nią pomówić, kąpiel kąpielą ale nie da się tej decyzji odwlekać w nieskończoność......, jeśli powie że nie chce mnie więcej widzieć to cóż......,mam już plan jak spędzić resztę dnia, może tak część przewin odkupię? - pomyślał po czym odział się w swe najlepsze szaty i biżuterię a następnie udał się w poszukiwaniu jadalni bowiem od rana nic nie miał w ustach....
Bertrand:
A ja rzekłam, że ci się teraz nie oddam, czy byś mnie nie dotykał? Spytała kobieta, chichotając po tym lekko.
Robert:
Wyruszyłeś do jadalni, do której dotarłeś po krótkiej chwili. Przypomina ona salę w dużej karczmie - rycerze jedzą, piją, oraz rozmawiają ze sobą, także w towarzystwie pięknych dam. Za sporą ladą zamawiają swe posiłki, które zamkowi kucharze im donoszą.
Robert
Zamówił lekki posiłek do zaspokojenia głodu i usiadł przy osobnym stole nie mając ochoty na uczestniczenie w zwyczajowych plotkach......
Bertrand
W pierwszej chwili słowa Francuzki go zaskoczyły, lecz zaraz znów ściągnął z niej koc i przystąpił do pieszczenia jej ciała.