Anna de Loiret
Bez słowa podeszła powoli do ubrania, uklękła i zaczęła szukać żabki zadziwiona...
Wersja do druku
Anna de Loiret
Bez słowa podeszła powoli do ubrania, uklękła i zaczęła szukać żabki zadziwiona...
Anna rzeczywiście znalazła w ubraniu żabę. Alessio widzi jak łapią go ogromne dłonie. Widzi twarz Anny, ale jakoś dziwnie powiększoną.
Anna de Loiret
Bez chwili namysłu przysunęła dłonie z żabą do ust i ucałowała swego "zaczarowanego księcia"...
Arathena
Podeszłą do ojca Anny trzymając klacz za wodze. Ściągając swój kaptur z głowy "...Pająk ku dwom koniom dęba stojącym zdąża, dane mu będzie dotrzeć i we dwie powrócić z kraju syren?..."
Oto Twoja córka Panie... przy okazji przywiozłam też kogoś jeszcze...
Spojrzała w kierunku Całującej Anny jakiegoś gada.... Uwierz mi na słowo że pozory mylą i dobry z niego człowiek... Uśmiechnęła sie tak jakoś niepewnie i w zasadzie trochę ze smutkiem...
Anna ledwo zdążyła po pocałunku postawić żabę na ziemi, zanim ta zmieniła się z powrotem w Jej ukochanego. Niestety całego nagiego.
- Jak to ukochany?! - ryknął nagle Tankred.
- Teraz już za późno Panie na stawanie na ich drodze, pocałunek odmieniający zaklęcie na stałe związało ich serca. odparła arcykapłanka.
Ojciec Anny już nic odpowiedział tylko sapnął gniewnie wbijając swój wzrok w giermka.
Anna de Loiret
Pisknęła przerażona ze strachu, jak zobaczyła nagiego ukochanego. Aż klapnęła na trawę i spojrzała przy tym na ojca. Tatusiu... Ja ci wszystko wyjaśnię, ja ci naprawdę wszystko wyjaśnię...
Arathena
Wskoczyła na klacz....
Bywajcie
Sakwę za dowiezienie Anny całej i zdrowej Tobie panie przeznaczam byś za złoto wykupił Twego Króla... Ino spiesz się bo mroczne elfy upasą go jak wieprza i nigdy wagi nie dogonisz....
Alessio
Natychmiast zakrył swoje czułe miejsce czerwieniąc się ze wstydu - Gorzej być nie mogło,ojciec mojej ukochanej dowiaduje się o tym fakcie w taki sposób....,do tego klęczę przed nim czerwieniąc się jak burak i to całkiem nagi,ehh,następnym razem muszę pamiętać by nie leczyć magów....
Christophe Leroy
O murwa mać ja pierniczę... Dobrze, że nie może biegać, bo by mnie zaraz zaczął tłuc o jakiś kamień - spojrzał przestraszony na swojego pana i starał się w miarę na spokojnie mu wszystko wytłumaczyć - Panie... Gdy tylko odnalazłem panią Annę ci dwoje byli już byli razem... Tylko tyle wiem, nic więcej. Nie przegoniłem go, ani nic takiego, wszak wtedy Twa córka nie chciałaby podążyć za mną, a tylko by mnie znienawidziła. I jestem niemalże pewien, że Twej córce nic się nie stało u boku tego mężczyzny, panie... A i nawet to podczas naszej podróży wiele nam pomógł i zapewne bez niego nie dotarlibyśmy tutaj na czas... Bądź i w ogóle.
OD MG
+ 5 PD
Anna de Loiret
Zerwała się nagle i podbiegła do elfki. Aratheno nie zostawiaj nas, proszę cię. Przyjaciółko... Wyszeptała.