-
Dan
Nosz ja pierdole,ożywi tego dziada zaraz....,i co jeszcze? Pewnie przyjdzie poprzymierzać ubrania znając mój wielki fart.... - pomyślał z najwyższym trudem powstrzymując się od wiercenia w zatęchłej szafie,cuchnącej kurzem i starocią,każdy oddech stanowił dla niego nieprzyjemne doznanie a wychodzi na to że jeszcze wiele ich było przed nim.....
-
Dan:
Słyszysz jakieś rozmowy, które trwają kilka dobrych minut. Zaczyna Cię to coraz bardziej denerwować, tym bardziej iż już trochę siedzisz w tej zatęchłej szafie. W końcu jednak słyszysz, iż wszyscy złażą na dół. Postanowili chyba nie kombinować z przyciskami jak ty... A szkoda. Ktoś by pewnie przeżył to samo co ty, albo jeszcze lepiej.
Vito:
Strażnicy i niewola u nekromantów? A macie to jakiś dowód na potwierdzenie tych słów? - rzucił mag, przyglądając się wam podejrzliwie.
-
Vito
Kurwa dowodów się staremu pacanowi zachciało... Wiemy gdzie więżą porwanych ludzi, których zamieniają w zombie, zresztą... Podniósł koszulę. ...połamane żebra i rany które nam zadali są chyba wystarczającym dowodem. Mojego towarzysza z kolei przypalali bez litości. Może on o tym poświadczyć.
-
Vito:
- Tak, to prawda co mówi... Mają swoją bazę niedaleko farmy Onara, w starych kopalniach i wieżach strażniczych. Pewnie też chowają się gdzieś w górach. A wydostaliśmy się tam tylko dzięki... interwencji boskiej.
- Hmmm? Interwencji powiadasz... - odparł zaintrygowany - Co się tam stało?
-
Vito
Nekromanci mieli pod swoją kontrolą nieumarłych paladynów, lecz sam wielki Innos do nich przemówił i obrócili się przeciwko swym złym panom. Dzień wcześniej modliłem się do niego przed snem, a on mi się w nim objawił, i powiedział że pomoże, gdy będą nas brali na przemianę, i że jego dawne sługi z powrotem go posłuchają. I rzeczywiście, gdy wyprowadzili nas dwóch z cel, usłyszeliśmy okrzyk z niebios, a ci paladyni zaczęli walczyć z resztą zombie i szkieletów. Wtedy wykorzystaliśmy sytuację i zbiegliśmy.
-
Vito:
- Hmmm... Czyli dlatego usłyszeliśmy gniewny krzyk Innosa. Dobrze... Pedro, zaprowadź ich do klasztoru do mistrza Parlana. On się wami zajmie.
- Tak, mistrzu... Chodźmy - odparł nowicjusz i przeszedł przez bramę klasztoru. Gdy znaleźliście chwilę na porozmawianie na osobności zagaił do was - Wybaczcie tą nieufność, ale przez ten krzyk niektórzy magowie stali się podejrzliwi w stosunku do obcych, zwłaszcza po tym, gdy wcześniej dowiedzieli się o tym, że jacyś czarni magowie zaczęli grasować po wyspie. Nie możemy dopuścić, by ich plugawa magia i twory dostały się do świętych murów klasztoru. Widzicie tego siwego starca, stojącego przed naszą główną kaplicą? To jest właśnie mistrz Parlan. Porozmawiajcie z nim o tym wszystkim. Ja muszę wracać do swoich obowiązków... Do zobaczenia - i udał się ponownie przed klasztor.
-
Vito
Kolejnemu dziadkowi mam to wszystko od początku opowiadać? Witaj magu, przysłał nas twój pobratymiec stojący przed wejściem do klasztoru. Jesteśmy strażnikami miejskimi i byliśmy więzieni przez nekromantów, lecz udało nam się im uciec, dzięki cudowi, który zesłał Innos. Gdy byliśmy w niewoli modliłem się do niego przed zaśnięciem. Bóg ognia objawił mi się przez sen i obiecał pomoc. Powiedział, że gdy będziemy szli na przemianę, to jego dawne sługi znów zaczną mu służyć i pomogą nam w ucieczce. I rzeczywiście, gdy nekromanci wyprowadzili nas z naszych cel usłyszeliśmy krzyk z nieba, a upadli paladyni, ożywieni przez złych magów zaczęli walczyć z innymi pomiotami Beliara. Wykorzystaliśmy to i uciekliśmy.
-
Dan
Postanowił wciąż się nie ruszać i nie dawać znaków życia - Lepiej się przemęczyć jeszcze chwilę niż wyjść za wcześnie....
-
Dan:
Minęło kilka, dobrych minut. W tej szafie robi się coraz bardziej duszno, a wszystkie dźwięki ucichły. Na razie chyba macie spokój... Diane już chyba wyszła spod łóżka ze zwiadowcą.
Vito:
Hmmm... To ciekawe. Najwyraźniej Innos zlitował się nad wami i chciał ukarać swych wrogów. Chociaż... Innos nigdy z byle to powodu nie ujawniał się ludziom. Wiecie coś jeszcze poza tym?
-
Dan
Wyszedł z szafy starając się robić przy tym jak najmniej hałasu - No nareszcie!Ale mam dość tego cholernego miejsca......