-
- Bywaj, jeśli nie jesteś zainteresowana zdjęciem klątwy - rzuciła arcykapłanka.
- Nie płyniesz z nami do Ulthuanu? - spytała Liothannea w elfim.
- Nie mam innego wyjścia jak zgodzić się na Wasz ślub. Jednak pobłogosławię temu związkowi dopiero, gdy Twój Luby zdobędzie indygenat. Mógłby się chociaż odziać miast świecić golizną - rzucił Tankred.
-
Alessio
Czerwieniąc się jeszcze bardziej(o ile to było możliwe w tej sytuacji),pospiesznie zebrał ubranie i wciąż zakrywając swoje intymne części ciała zniknął za jednym z drzew i począł się gorączkowo ubierać....
-
Arathena
Klątwa? Myślisz Pani, że klątwa mą karą? Nauczyłam się z nią żyć... Bogowie karzą i wpływu na to nie mamy. Nie będę się kajać by ją ktoś zdjął bo winy swej nie widzę żadnej. Może w oczach Pani Jeziora albo tych ludzi winna jestem, ale klątwa nie dotyczy ich tylko mnie. A ja winy nie czuję. Jesteśmy tylko marionetkami zdanymi na łaskę i niełaskę Bogów... To jej wolą bym o lubym zapomniała choć stawia mi na drodze kogoś co przypomnieć umie.... Swój rozum mam i znam już jego imię... Hmmm. Może jednak za karę każe mi znowu zapomnieć?.... cóż jak mówiłam co można poradzić na coś co kaprysem wyższych jest? Wychowywanie za pomocą kija i marchewki? Nie Pani, chyba nie chcę takiej łaski... nikomu nic złego nie uczyniłam poza Tym Rycerzem który dziś udowodnił swą wartość...Ukłoniła się z godnością do Giermka.....
Anno... Przyjaciółko... Dowiozłam Cię z Twym Lubym tam gdzie miałam... Choć przyznam, że wspólna kąpiel strasznie kusi...Wyszeptała do niej....
Pani na co przepatrywaczka w mieście, którym na bruku śladów nie widać? ni gałęzi suchej z której ognisko dla ciepła rozpalić? Do czegóż ja Wam tam jestem potrzebna? I tak już za dużo ryzykowałam i na szwank w dobrej wierze wprawdzie ale wasze życie nastawiałam... Sama zważ czy Szalona Elfka nie przysporzy Wam więcej kłopotu niżli pożytku....Zaszczytem było mi Cię Pani Uczyć i cieszy mnie ze nauki na dobre przełożyłaś.... Ukłoniła się tym razem do Wysokiej Elfki....
-
- Sądzę, że sprowadzenie do kraju prawowitego króla zdjęło by tą klątwę beż żadnego kajania się przed obliczem mej Bogini. Takoż zapewnić indygenat szlachcicom z obcych krajów. rzekła arcykapłanka.
- Ulthuan to nie tylko port Lothern Aratheno. To także rozległe łąki, lasy oraz góry. Jeśli przekonam swego ojca, będziesz mogła poruszać się swobodnie po całej wyspie w odróżnieniu od ludzi. Myślałam, iż ciekawaś mej ojczyny, ja Twoją zwiedziłam. Nie będę Cię jednak błagać, byś z nami się do niej udała. Wpierw jednak chcę oswobodzić króla tego kraju z niewoli u zdrajców. rzekła Liothannea w elfim.
- Podejdź no mości Alessio. Obiecałem córce, że dam sobie pomóc, gdy pomożesz Pani Morgianie le Fay. Skręciłem sobie nogę w kostce podczas upadku. Tankred de Loiret jestem rzekł ojciec Anny wyciągając prawicę do byłego cyrulika. Tileańczyk zdążył się odziać.
-
Alessio
Gorzej być nie mogło,co za wstyd....,a do tego ojczulek najchętniej by mi teraz kark skręcił,i zrobił by to gdyby kapłanka nie powiedziała że to całe zaklęcie na stałe związało nasze serca....,nikt nie lubi stawać przed faktami dokonanymi zwłaszcza gdy ten fakt dotyczy wydania jedynej córki w ręce nieznanego mężczyzny.... - pomyślał wciąż zażenowany całą sytuacją,ochłonął lekko a następnie podszedł do leżącego rycerza i mocno uścisnął jego wyciągniętą prawicę - Panie....,wybacz,nie tak to powinno wyglądać....,ale co się stało to się nie odstanie....
-
Anna de Loiret
I wspólnie jej zaznamy, Aratheno wiesz dobrze, że jeśli teraz odejdziesz już nigdy się nie spotkamy... Chcesz tego? Bo ja nie wiem, czy wytrzymałabym utratę kolejnej osoby, która jest mi bliska. Przemyśl to kochana, ja muszę iść do ojca... Wyszeptała głaszcząc elfkę po dłoni i usiadła przy Tankredzie, obejmując go za szyję. Przytulisz mnie ojcze, jak niegdyś? Spytała delikatnym głosem i robiąc słodkie oczka, chcąc udobruchać ojca.
-
Arathena
Musiałą przyznać sama przed sobą, że nie chciała opuszczać towarzyszy i nie dlatego, że być może potrzebowali jej ze swoimi zdolnościami, ale dlatego że czuła iż pomału stają jej się coraz bliżsi... Domyślała się z jakiego powodu postanowiła opuścić Zakazany Las... Przykryła to płaszczem i sama przed sobą tłumaczyła, że to brak bratniej duszy i przyjaciół ją do tego pchnął... Tak kiedyś to była przykrywka, ale w miarę upływu czasu na szlaku zrozumiała, że faktycznie nigdy nie była akceptowana i na nikim jej nie zależało. Teraz gdy wydaje jej się, że te bratnie dusze spotkała nagle, jej pewność siebie gdzieś się ulotniła... Czego się dziewczyno boisz? Co się dzieje, że teraz gdy wszystko może się zacząć układać jak należy, nagle chcesz uciec? Nie tak byłaś wychowana i nie tego chcesz naprawdę. Wszyscy podejmują decyzje, których mogą żałować, ale.... Czy będziesz umiała sobie kiedyś wybaczyć,,, W tafli wody kogo ujrzysz gdy samotna będziesz?
Poczuła jak łza spływa jej po policzku....
Podeszła do Bertranda Banity.... Wybacz, że nieufna byłam i.... masz rację.... Lina miała Cię zmusić do posłuszeństwa wobec nas i odstąpienia od zamiaru grabieży... Twój instynkt i spostrzegawczość ino sprawiły, że żyjesz jeszcze....
Spójrz na ojca Anny. Tak skręconej nogi jeszcze nigdy nie widziałam... Cyrulik zrobi mu pewnie jakiś opatrunek i ją usztywni, ale nie można dopuścić by usztywnienie puściło gdy w galopie pewnie nie raz jechać będziemy. Wtedy by mógł nawet nogę stracić..... Jeno węzeł na linie elfów gwarantuje, że się nie odwiąże sam..... Oddasz ją? Wiem że pewnie byś mógł ja sprzedać....Jej głos był bardzo spokojny i opanowany. Nic nie chciał dla siebie osiągnąć choć zdawała sobie sprawę, że jeśli Bertrand się zgodzi na jej prośbę a Ojcu Anny nie będzie ona już potrzebna to ona znowu będzie jej właścicielką... Zależało jej na niej z jednego powodu... Od bardzo dawna nikt nie wytrącił broni z rak Tańczącego Wojownika.... To swoistego rodzaju wyróżnienie i była z niego dumna na swój sposób... Jakoś czuła sentyment do tej nagrody......
-
- Nie wiem czy ta lina jeszcze jest cała. Pewno wycięli z niej przebite strzałami kawałki. Będę musiał pogadać z Karhirem po powrocie do obozowiska, by Ci oddał jej połowę, jeśli tak uczynili - odpowiedział herszt banitów.
Tankred skinął głową Alessio, po czym przytulił Annę bez słowa. Po zdjęciu buta, jego kostka wygląda paskudnie. Jest cała opuchnięta i faktycznie skręcona. Na szczęście jednak nie złamana.
Arcykapłanka zaczęła podnosić się ziemi, zachwiała się jednak przy tym, klapnęła na tyłek i rzekła - Ech, jeszcze za bardzo osłabiona jestem, by stać o własnych siłach. Rzucić jednak zaklęcie przytępiające ból na siedząco mogę.
Na polanę wjechał rycerz cały w srebrnej zbroi płytowej, bez żadnych znaków na tarczy, z opuszczoną przyłbicą. Dzierży jakąś dziwną kopię, z szerokim walcem w pokrowcu na przodzie drzewca. Banici napięli łuki. Spokój, to swój! krzyknął Bertrand. Po jego okrzyku zdjęli strzały z cięciw.
-
Arathena
Zgoda... odpowiedziała Banicie zanim na polanę wjechał rycerz w srebrnej zbroi...A jeszcze jedno.... Idzie u wa zakupić strzały do krótkiego łuku? Pokazała mu swój stary... Czasem z konia trza strzelić a ostała mi się ino jedna strzała.
-
Trochę to potrwa zanim takie zrobimy, my tylko długich łuków używamy - odpowiedział Bertrand.
Srebrny rycerz podjechał do waszej gromady. To co za kopię braliście, musi być jednak jakąś dłuższą włócznią. Brak kuli jak u kopii, za to na jej końcu, nad walcem, grot w kształcie lilii. Zsiadł z potężnego rumaka bojowego i przyklęknął przed arcykapłanką. Jestem na Twe wezwanie Pani - rozległo się z wnętrza hełmu.