-
Arathena
Miałam wprawdzie na dłuższym postoju plan takowy by zrobić na ogniu... Wypalasz czub strzały i szlifujesz na kamieniu... z prostych drzewiec idzie zrobić... Nie są to jednak dobre i precyzyjne strzały a ino markują je i czasu zajmuje sporo... Nadawały by się bardziej do ranienia niż ubicia ale z pomysłowym zastosowaniem i dużo pożytku mogą zrobić... Mówicie, że by to trochę potrwało by je zrobić?, ale zanim wyruszymy to chyba wasz strzelnik da radę zrobić do dziesięciu strzał?...
-
Alessio
Przyklęknął nad nogą - jak miał nadzieję,przyszłego teścia - i po chwili odezwał się w międzyczasie szykując bandaże - Jest tu gdzieś w okolicy źródło z zimną wodą? Bardzo by tutaj pomogła....
-
Anna de Loiret
Wpatrywała się jak zaczarowana na rycerza wciąż tuląc się do ojca. Jej twarz się nieco zarumieniła, była pod wrażeniem tego jak pięknie się prezentował w tej zbroi. Och jaki on wspaniały... Gdyby tylko zechciał podnieść przyłbicę i ukazać swe oblicze...
-
Arathena
Przez chwilę zastanawiała się na co patrzy Anna..... Gdy swój wzrok odwróciła w tym kierunku, w który mała skierowany szlachcianka zrozumiała, że W jej ciepłym sercu, mocno bijącym do wszystkiego co jest w lśniącej zbroi i na pięknym rumaku zatrzepotał motyl.... Uśmiechnęła się pod nosem i zajęła dalej swoimi sprawami...
Zapytała głośno do Alessia by między innymi odwrócić jego uwagę od Anny, bo zdawała sobie sprawę, że jeśli teraz cyrulik zobaczy maślane oczy Anny może znowu między młodymi wzrosnąć napięcie.... Nie było by to dobre dla nich z uwagi na niefortunne poznanie z Anny ojcem, a z drugiej strony lepiej by teraz zajął się jego nogą i nic go nie rozpraszało... Panie Alessio może uda się odzyskać ma linę to zwiąże się umocnienie stawu coby sam się w drodze nie rozwiązał.... Ino By Bertrand Banita kogoś w te pędy musiał po nią wysłać
-
Alessio
Kątem oka dostrzegł że ukochana wpatruje się w coś jak ciele w malowane wrota....,nie musiał odwracać głowy żeby sprawdzić w co bowiem dałby sobie uciąć prawicę że jest to nowo przybyły rycerz,który wydawał się równie nawiedzonym czubkiem co ten w zieleni....,nie chciał jednak urządzać scen zazdrości ani wdawać się w kłótnie z ukochaną tym bardziej że jej ojciec zapewne nie wysłuchiwał by jej ze spokojem....,z niezręcznej sytuacji wybawiły go słowa elfki - Tak,dobry pomysł....,choć najbardziej przydała by się lodowata woda do zmniejszenia opuchlizny i ukojenia bólu,choć tutaj jaśnie Pani się zaoferowała ze swym zaklęciem - Chyba że kichnie i przypadkiem znów zamieni mnie w żabę......
-
- Zimna woda znajdzie się niedaleko obozowiska, ale to jest kawałek drogi stąd - odpowiedział Bertrand. A po linę zaraz kogoś wyślę, wiadro lodowatej wody też może przynieść, ale to potrwa z godzinę. Od razu też wieść dam by zrobili strzały do tego mniejszego łuku.
- Kto wierny prawowitemu królowi pozostał Armandzie? - spytała się Morgiana.
- Diuk Bohemond. - odrzekł srebrny rycerz.
- Tylko jeden diuk?
- Tylko jego wierności jestem pewny, tak samo jak zdrady diuka Tancreda. Pozostali diukowie nie wiem po której stronie stoją.
-
Alessio
Hmm,no dobrze,skoro godzina to godzina.....,nasze zapasy wody niestety całkiem się już skończyły,moglibyście i je za jednym razem uzupełnić?
-
Arathena
Święta racja cyruliku.... Jeśli wam to nie przeszkadza... Spojrzała na Bertranda... to zabiorę luzaki i pojadę z waszym człowiekiem uzupełnić bukłaki i beczki w wodę... A gdzieś jakieś zapasy żywności by trza uzupełnić jeszcze... Domyślam się, że teraz razem będziemy podróżować? spojrzała na Liothannę
-
- Przeszkadza, wolałbym by nikt spoza moich ludzi nie znał miejsca obozowiska. Choć pewno i tak będziemy się musieli doń udać wszyscy, jeśli za eskortę wozu ze złotem macie robić. Co prawda zebranie odpowiedniej ilości kruszcu może potrwać nawet miesiąc, dopiero dziesiątą część wagi króla uzbieraliśmy. odparł Bertrand. Zapasy wody Wam uzupełnimy.
- Reszta złota z diukostwa Bastonne już w las powinna wjeżdżać - rzekł srebrny rycerz. Nie dość, że nie spełnił życzenia Anny, to nawet nie zwrócił na Nią najmniejszej uwagi.
- Kto z nami ma za ową eskortę robić? rzuciła pytanie Liothannea. Zapadła cisza.
-
Arathena
Od jakiegoś czasu przepatrywała drogi dla kupieckich karawan i często im się przyglądała zanim opuściła Las, ale nigdy nie zwracała uwagi jak się prowadzi wóz...
Nie wiem czy w śród nas znajdzie się ktoś co umie powozić? Ja osobiście najlepiej czuję się na koniu a nie za nim... Podrapała się po głowie lekko uśmiechając...
Po chwili zadumy zwróciła się do Bertranda... Mądrze prawicie, ale wszystkich śladów nie da się zatrzeć. Wprawne oko by pewnie wytropiło was obóz, ale mniejsza z tym... Jak sam mówiłeś jeśli zajdzie taka potrzeba to i tak tam udać się będziemy musieli....