-
Dan:
Pobawiłeś się nimi i po pewnym czasie otworzyło ci się kolejne przejście. Po zajrzeniu tam widzisz, iż było to chyba jakieś stare archiwum. Teraz to w głównej mierze sterta gruzu, choć parę rzeczy się zachowało czy walających się po podłodze dokumentów. Widzisz też jakąś dziurę w ścianie...
Vito:
Baran podszedł do Twojej ręki i zjadł trawę, po czym zabeczał... Chyba to miało oznaczać zadowolenie.
-
Vito
Uśmiechnął się szerzej i pogłaskał zwierzaka po głowie. Drugą ręką znowu wyrwał trawy i wręczył ją baranowi. Po chwili uśmiech zniknął z jego twarzy i zaczął cicho mówić do zwierzęcia, musiał się komuś wyżalić bez konsekwencji, a baran nie zada żadnych pytań ani nikomu tego nie rozpowie... Wiesz co? Strasznie mi trudno... Poturbowali mnie ci nekromanci, szef raczej nie będzie zadowolony z misji jaką mi powierzył i jeszcze muszę... Zerwać z dziewczyną. Boję się że ją zranię...
-
Vito:
Baran daje się głaskać i wpatruje się w Ciebie, nieco się też przybliżył gdy do niego przemówiłeś, jednocześnie biorąc to kolejne kęsy trawy. Gdy się wyżaliłeś baran znowu się odezwał, choć teraz zdawał Ci się, że był mniej zadowolony. Kiedyś słyszałeś od jakiegoś to farmera, iż owce to mądre zwierzęta... Może coś w tym jest?
-
Vito cicho
Ahh, gdybym jeszcze rozumiał co mówisz przyjacielu, może właśnie poczęstowałeś mnie bezcenną radą, lecz o tym nie wiem... Jakbyś wiedział kim jest ta dziewczyna to byś mnie chyba nabił na te swoje rogi. Ale ona mnie kocha i ja ją też, nie wiem jak zniesiemy rozłąkę... A niestety muszę się z nią rozstać. To tak jakbyś kochał bezgranicznie owcę, ale pasterz by Cię od niej odsunął. Ale najgorsze jest to, że musiałbyś z nią dalej żyć na tym samym pastwisku, rozmawiać, patrzeć w oczy, czuć żar w sercu, którego nie możesz uwolnić... Wręczył mu jeszcze jedną wyrwaną uprzednio kępkę trawy, nie przestając go głaskać.
-
Dan
Hmm,może to tego szukali?- powiedział cicho i z pochodnią w ręce zaczął przeszukiwać pomieszczenie
-
Dan:
Diane wyszła z pokoju wraz ze zwiadowcą i rzuciła - Nie ma tam żadnego przejścia, eh... Ale widzę, że znalazłeś coś jeszcze - i postanowili przeszukać pokój razem z Tobą. Poza masą raportów, spisów i tym podobnym odnalazłeś jakieś ledwo trzymające się plany tej kopalni. Usłyszałeś jednak jakieś głosy, wydawane rozkazy gdzieś z dołu...
- Veloth, idź sprawdź tą górę. Może tam znajdziesz coś użytecznego poza przegniłym żarciem i stertą gruzu. Może wszystkiego nie zrabowali. Ja odwiedzę jedną z odnóg w tej kopalni.
- Może... Chociaż w to wątpię. Miałem wrażenie, że coś się tam na górze paliło...
- Może coś ci się przywidziało... Zresztą kto by zapuszczał się do starych, opuszczonych kopalni. No nic. Rozkaz to rozkaz. Wolimy nie stanąć twarzą w twarz przeciwko temu całemu demonowi.
- Kurwa... - rzuciła wkurzona Diane, idealnie opisując tym słowem sytuację w jakiej teraz się znaleźliście...
Vito:
Baran wziął i zjadł kępkę trawy. W tym czasie Parlan wyszedł już przed kaplicę i rozmawia z Urlichem...
-
Dan
Zaczekajcie na niego przy wejściu a jak wejdzie to poderżnijcie mu gardło - wyszeptał samemu stając pod ścianą i zaczynając starannie lustrować plan - No dalej,musi tu być jakaś wskazówka....
-
Vito
Poklepał go jeszcze lekko po głowie i podszedł do maga i strażnika, nie odzywając się na razie.
-
Dan:
Jest to zwykła mapa kopalni. Opisane są tu wszystkie sektory, rozmieszczenie rusztowań, przejścia i tym podobne. Jeden z nich szczególnie ci się rzucił w oczy, gdy zacząłeś je dokładnie studiować, ponieważ prowadzi on wgłąb w góry i jest tu zaznaczony wieloma liniami, niebieskimi, czerwonymi czy innymi oznaczeniami. Pod spodem jest napisane - "Uwaga - prawdopodobnie terytorium pełzaczy. Tunel zbliża się powoli do granic z Górniczą Doliną." ...
Tym czasem wasz gość wszedł do komnaty i gwizdnął, jak gdyby znalazł jakąś żyłę złota tutaj, jednocześnie przerywając ci czytanie innych map... - No, no, no... Co my tutaj mamy?
Vito:
- Tylko tyle? - rzucił Urlich.
- Najwyższa rada nie zgodziła się na wysłanie więcej z naszych braci. Tak czy inaczej i tak sporo wam pomogą dzięki swej magii i nie ma potrzeby wysyłania od razu na farmę całego klasztoru.
- Obyście się nie mylili... W każdym razie dziękujemy za pomoc. Prosimy jeszcze tylko o uzdrowienie nas.
- Dobrze... Mocą nadaną mi przez najwyższego pana, Innosa, błogosławię was. Niech błogosławieństwo to da wam siły do walki, a także niech zasklepi wasze wszystkie rany i uleczy z chorób jakie was nękają...
Wrażenie podobne jak przy błogosławieństwie Vatrasa. Czujesz się już wyraźnie lepiej a większość z Twoich ran została wyleczona.
- Dziękujemy, panie...
-
Vito
Dziękujemy. Rzekł pochylając głowę. To idziemy teraz do miasta?