-
Robert
Nie nie mów tak, proszę Cię, bądź silna, dla mnie, dla Agnes, dla brata, dla wszystkich którzy pokochali Twe szczere i dobre serce - powiedział a łzy pociekły mu po twarzy, delikatnie gładząc ją po policzku po czym wstał całując ją jeszcze w rękę i mówiąc - Zaraz wrócę z medykiem i Agnes, proszę wytrzymaj chwilę - wypadł z komnaty i pierwszego napotkanego pachołka złapał za ramię wręczając mu złotą monetę i mówiąc - Sprowadź medyka do Panienki Charlotte, biegnij ile masz sił w nogach od tego jej życie zależy! I gdzie znajdę izbę Pani de Montmirail? - gdy tylko wskaże mu drogę udaje się tam niemal biegiem
-
Bertrand
Położył się na łożu obok Agnes i raz jeszcze złożył pocałunek na jej ustach.
-
Adriano
Znowu on... - popatrzył w stronę Godwyna
-
Katarina
Nie zrozum mych słów opacznie Panie... Nie wątpię w siłę i waleczność naszych rycerzy, ale obawiam się, że król ma bardzo mało wojska w porównaniu z Saldynem. Obawiam się, że nie może sobie pozwolić na to by zabronić walczyć każdemu kto wiary chce bronić..nawet oddając swoje życie. Obowiązkiem naszym jest za wszelką cenę bronić Świętego Miasta i.......
Przerwała nagle widząc zataczającego się Godwyna.
-
Spytko:
Rumak konstabla wierzgnął groźnie, gdy załapałeś jego nachrapnik, odruchowo wtem cofnąłeś swoją dłoń, pod wpływem złowrogiego widoku zezłoszczonego, czarnego jak noc Fryza. Boemund uspokoił go jednak i odparł - cóż... Więc widok leżącego na ziemi patriarchy wystarczyć mi musi, powiadasz? No dobrze... Zawrócił konia, oraz udał się na nim w stronę wyjścia, po drodze rzucając za siebie miedzianą monetę ze słowami - to na Kościół, ojcze!
Robert:
Agnes po chwili wyszła z komnaty bardzo szybko zamykając za sobą drzwi, nie dając Ci okazji do wejścia. Odziana jest w sam owinięty wokół ciała koc. Czemuś taki roztrzęsiony, co się stało? Spytała z przejęciem, kładąc dłoń na Twym ramieniu.
Bertrand:
Rozległo się głośne pukanie do drzwi. Agnes syknęła cicho - zostań tu i nie wyłaź. Wstała, owinęła koc wokół ciała, oraz natychmiast wyszła z komnaty, zamykając za sobą drzwi.
Adriano, Katarina:
I? Spytał Templariusz, komentując także widok pijanego, wchodzącego do zamkowej kaplicy Godwyna - pan Bjornsson widzę, iż porządnie się zabawił w nocy, skoro teraz w takim stanie.
Charles:
Do kaplicy wpadł zalany Godwyn, trzymający butelkę w jednej ręce. Zygzakiem zbliżył się do ołtarza, oraz uklęknął chwiejąc się.
-
Robert
Charlotte....,ona...., ona umiera - powiedział niemal się przy tym rozklejając chciał wpaść jej w ramiona jednak wiedział że nie ma co tracić czasu i szybko dodał - Posłałem już po medyka, przyjdź gdy tylko będziesz gotowa,ona Cię potrzebuje jak nigdy dotąd..... - gdy tylko skończył odwrócił się i nie czekając na odpowiedź pobiegł z powrotem do ukochanej
-
Robert:
Kobieta biegiem ruszyła za Tobą zaskoczona wielce Twymi słowami. Wpadliście do komnaty Charlotte, Agnes natychmiast podbiegła do przyjaciółki i usiadła na łożu obok niej, chwytając ją za dłoń. Kochana... Wyszeptała starając się powstrzymać łzy na widok cierpienia szwagierki.
-
Robert
Ukląkł obok łoża z drugiej strony i powiedział ze łzami w oczach całując ją w dłoń,mocno ją ściskając i przykładając sobie do policzka - Jesteśmy przy Tobie moja miła,zaraz przyjdzie medyk,proszę wytrzymaj jeszcze trochę
-
Robert:
Au revoir Agnes, et vous Robert... Wyjąkała ledwie po francusku Charlotte, na co Agnes przez płacz odkrzyknęła jej - silencieux! Kobieta wyraźnie podłamana pochyliła głowę nad szwagierką zamykając oczy.
-
Charles de Tournemire
Zanim Godwyn wpadł kapłan klęczał przed ołtarzem i modlił się do Boga w ciszy i spokoju, lecz gdy nagle wpadł on i go ujrzał powstał natychmiast i osunął się na bok - No nie wierzę, po prostu nie wierzę... Ta łajza przylazła tu za mną. I to jeszcze pijany przed ołtarz... z flachą. Muszę go jakoś wygonić bo zbeszcześci zaraz tę kaplicę - zaczął zmierzać w kierunku wyjścia, szybko coby nie tracić czasu, lecz starał się nie przechodzić obok rycerza, stanął w drzwiach i zaczął do niego bardzo głośno przemawiać, jak i hardo i ostro, wszak po dzisiejszych wrażeniach kapłan nie ma zamiaru się pieścić - Te! Ty! Tak, do Ciebie mówię! Chodź no tu z tą flachą!