Dan
Jak gdyby nigdy nic czytał dalej,modląc się w duchu aby to był jedynie komentarz o zawartości archiwum a ich obecność wciąż pozostała tajemnicą....gestem ręki pokazał towarzyszom aby też się jeszcze nie ujawniali....
Wersja do druku
Dan
Jak gdyby nigdy nic czytał dalej,modląc się w duchu aby to był jedynie komentarz o zawartości archiwum a ich obecność wciąż pozostała tajemnicą....gestem ręki pokazał towarzyszom aby też się jeszcze nie ujawniali....
Dan:
Diane spojrzała na Ciebie z poirytowaną miną, gdy tak sobie jak gdyby nic czytasz te plany z odpaloną pochodnią... Zwiadowca pewnie też by to zrobił no ale cóż, w chwili obecnej stoi do Ciebie tyłem. Przeglądając inne plany ujrzałeś, iż rzeczywiście jest tu jakieś wyjście... Lecz prowadzi ono przez terytorium... Pełzaczy. Na dodatek cholera wie gdzie to was zaprowadzi i czy nadzorca nie postanowił coś zrobić z tym przejściem...
Twoje modlitwy nie zostały jednak wysłuchane i ten ktoś nagle krzyknął - Hej, sze... - leczzwiadowca od razu wychylił się i ustrzelił tego mrocznego sługę z kuszy... Pytanie czy nie jest już za późno.
Kurwa Dan... Gdybyś zgasił tą pochodnię to mogłoby się nam udać bez żadnych problemów... - rzuciła Diane.
Vito:
Ano trzeba... - Parlan jeszcze się wtrącił, dodając - Ah i jeszcze jedno... Najwyższa rada kazała wam przekazać ten list, wraz z tymi miksturami. List zaadresowany jest do Lorda Tymorisina, a mikstury spowodują, iż szybciej dotrzecie do Khorinis.
Vito
Wziął list i jedną miksturę. Dobrze, dostarczymy to pismo, namiestnikowi, panie. Żegnaj. Odkręcił flakonik i już miał wypić zawartość gdy coś mu się przypomniało. Zwrócił się do Ulricha. Musimy wcześniej ustalić jaką drogę wybierzemy, nie wiadomo ile to działa, więc lepiej się nie zatrzymywać jak to wypijemy.
Dan
No jasne,bo zgasiłbym ją bezgłośnie a nagle gasnące światło nie wzbudziło by podejrzeń.... - odparł ironicznie po chwili dodając - Poza tym teraz wiem jak stąd wyjść,musimy iść przez tereny pełzaczy ale nie ma innego wyjścia....
Dan:
- Jak już usłyszeliśmy rozkazy i się szykowaliśmy do tej zasadzki... Zresztą, nie ważne. Pakujmy się do tej dziury w ścianie i idziemy - odparła zadziornie.
- I to lepiej, żebyśmy się pośpieszyli... Tamci na dole pewnie się już zastanawiają co się stało z tym gościem.
Vito:
Normalną drogą. Tam powinno być w miarę bezpiecznie... Do lasów nie wchodźmy lepiej, a wyspy nie ma też co okrążać by dostać się do miasta. Dobra, wypijmy to i biegniemy do miasta.
Vito
No dobra, wolałem się upewnić... Wypił zawartość flaszki i udał się do miasta razem z Ulrichem.
Dan
Dobra,chodźcie za mną..... - rzekł i zaczął ich prowadzić w stronę wyjścia - Mam nadzieję że te cholerstwa nas nie zeżrą....,najwyżej im ją rzucę hehe....Nie no dobra żart hehe
Dan:
O dziwo to nawet da się tu w miarę normalnie poruszać. Czasami się zdarza, że trzeba się gdzieś przeczołgać, czy to odblokować sobie drogę przewalając trochę gruzu... Mimo wszystko nie czujesz się tu zbyt dobrze. Niepokoi Cię też fakt, iż były tu wzmianki o jakiś gniazdach pełzaczy, a na dodatek gdzieś tam na dole grasują nekromanci... Albo poszli za wami? Jedyne co dodaje ci otuchy to to, że być może wyjdziesz z tego cało i nie widać ani nie słychać żadnego wroga, nieumarłego czy pełzacza.
- Ile to my już po tej kopalni chodzimy? - spytała Diane bardzo cicho.
- Nie mam pojęcia... ale zdecydowanie za długo. Gorzej jak w końcu tamten oddział wyruszy po nas i napatoszą się na tych nekrofilii - odparł zwiadowca.
Vito:
Wypiliście swoje mikstury. Poczułeś potężnego kopa w swoich nogach i ruszyliście z kopyta wprost do miasta. Po jakiś może 5-10 minutach już byliście niemalże pod murami miasta. Efekt mikstury zakończył się, lecz i tak sporo wam pomogła.
Jeszcze parę minut i w końcu będziemy na miejscu... Już mi starczy tych wycieczek po górach i dolinach.
Vito
Stary i tak pewnie nie da posiedzieć w domu z rodziną i przydzieli nas zaraz do kolejnego zadania, chuj z tym że niemalże zginęliśmy...
Dan
Ano za długo....,a co do nich to bez obaw,mieliśmy się spotkać w karczmie Orlana więc pewnie teraz piją w najlepsze a my łazimy po tej rozpadającej się kopalni....,ehh....,oby tylko te gniazda należały do przeszłości.... - powiedział równie cicho co pozostali