Techniczny
Elf strzela tylko w ludzi, nie w ich zwierzęta
Wersja do druku
Techniczny
Elf strzela tylko w ludzi, nie w ich zwierzęta
Techniczny
Hasan strzela cały czas, stara się przede wszystkim osłaniać ostrzałem generała, celuje jedynie w jeźdźców.
Wynik walki jutro dam, ew. deklarujcie zachowanie w walce, kto tego nie uczynił.
Ponad 30 wielbłądników ruszyło na grupę około 10 pieszych licząc na łatwy łup, jednakże zaczęły ich dopadać mordercze strzały i bełty, kilku włóczników osłaniało Isterina i Hassana, Vira, Veronika, Kielon i Mehir czynili podobnie, nastąpiła kotłowanina, dziryty i strzały spadły na pieszych podobnie jak ciosy włóczni i toporów zadawane z grzbietów wielbłądów, piasek sypiący się w oczy, bojowe okrzyki, jęki umierających i rannych, odgłosy jakie wydawały wielbłądy, to tylko pogłębiało chaos walki.
Techniczny
Walka trwała około 2 minut, wliczając 2 wolne rundy, uwzględniam, że kilku zastrzeliliście przez pierwsze 2 rundy. Uwzględniam dobrą taktykę walki z nimi. Ryzyko walki to 4 obrażenia dla strzelców i 5 dla pieszych + dorzuty losowe.
Isterin zabici w walce 4 i jeden ranny
Otrzymał 6 obrażeń (2 obrażenia to lekka, 4 średnia a 6 poważna rana).
Kielon zabici w walce 4 i jeden ranny
Otrzymał 4 obrażenia (2 obrażenia to lekka, 4 średnia a 6 poważna rana).
Hasan zabici w walce 4
Otrzymał 4 obrażenia (2 obrażenia to lekka, 4 średnia a 6 poważna rana).
Mehir zabici w walce 3 i jeden ranny
Otrzymał 6 obrażeń (2 obrażenia to lekka, 4 średnia a 6 poważna rana).
Veronika zabici w walce 4
Otrzymała 2 obrażenia (2 obrażenia to lekka, 4 średnia a 6 poważna rana).
Vira zabici w walce 3 i jeden ranny + 1 zabity z łuku
Otrzymał 6 obrażeń (2 obrażenia to lekka, 4 średnia a 6 poważna rana).
Kilku ocalałych uciekło. Konni walczący z patrolem się wycofali widząc porażkę wielbłądników.
Nomadzi mają jeńca, jakby człowiek z Zachodu, w sensie z Waszych stron, chyba jakiś uczony jest związany.
Jeniec to mag z Kaedwen, postać Kota jaki do nas dołączy, wzięto go do niewoli jakiś czas temu w napadzie na karawanę z jaką wędrował ciekawy cudów Południa i Nowego Świata.
Mehir był wściekły, czuł jak krew pulsuje mu w skroniach a tutejszy narkotyk ma bardzo silne działanie. Idzie cały czas prosto, nie ogląda się na towarzyszy w tle tylko słyszy jakieś przytłumione głosy, rozpoznaje chyba mowę Kielona, ale nie jest pewien. Rękojeść miecza boleśnie wżyna się w palce, które trzymają go w stalowym uścisku. Wtem zauważa że obok niego grupa z włóczniami i Veronika przebiegają obok, słyszy świst strzał i bełtów po czym zauważa nadbiegające wielbłądy i opatulonych w lekkie zbroje jeźdzców. Nilfgaardczyk zatacza ostatniego młyńca mieczem i odskakując przed nadjeżdżającym wielbłądem przecina mu ścięgna i już szykuje się do zadania ostatniego ciosu jeźdźcowi, ale gdy już ma podejść i przygwoździć przeciwnika mieczem do ziemi nadjeżdża 3 na raz. Bywało gorzej - myślał - ale nie bywało, wielbład z impetem uderzył w rycerza i powalił go omal nie miażdżąc mu głowy. Czarny wypluł krew do wnętrza hełmu która teraz spływała po zbroi co sprawiało makabrczny widok. Arggghh! - Wrzasnął - wy kurwie tchórzliwe syny! Jak ja was wszystkich nienawidzę!- po czym wyjął kuszę i przestrzelił tchawicę temu który go obalił. Następnie, sam się dziwiąc swojej sprawności rzucił mizerykordią trafiając drugiego jeźdźca w to samo miejsce! - Osz cholera, chyba trzeba odłożyć fisstech, sam się siebie zaczynam bać. Trzeci z atakujących jeźdźców najwidoczniej umiejętnościami nie grzeszył, gdyż jak tylko zauważył co się dzieje próbował zawrócić i uciec do swoich, niestety gdy wykonywał ten manewr ześlizgnął się z wielbłąda i wpadł pod jego kopyta tracąc żywot na miejscu. Mehir zaśmiał się paskudnie, ale przypomniał sobie o tym rannym którego pokonał na początku, podszedł do niego już czując ból żeber prawdopodobnie złamanych. Nie mając na nic humoru, ponownie wyjął kuszę i stojąc nad obalonym przeciwnikiem powoli zaczął ją ładować mówiąc do tego - Mówiłem już że was nienawidzę? Źle zrobiliście prowokując mnie, ale teraz to ja was troszkę powkurwiam. - po czym przystawił kuszę do głowy nieszczęśnika, wypowiedział krótkie nilfgaardzkie - Dobranoc - po czym zakończył żywot wroga. Następnie odszedł kawałek dalej przyglądając się pobojowisku, zauważył jakiegoś związanego człowieka i ruszył w jego stronę.
Tech
3 lekkie poproszę.
Kielon
Cała gromadka raźno maszerowała przez piaski, słoneczko chyba każdemu szkodziło, nikt nie myślał o podkradaniu się czy innych sztuczkach, każdy wędrował w stronę miejsca przyszłej bitki z rabusiami jak na piknik, tylko aby radosnego pogwizdywania brakowało. Dopiero gdy wróg zaczął szarżować hanza jako tako zwarła szyki i gotowała się do bitki, nim jeszcze doszło do walnego starcia powietrze przeszyły ze świstem strzały, bełty i inne latające pociski. Kielon niezbyt się tym martwił, pierwszym bełtem zwalił z jakiegoś dziwnego zwierza obdartusa, otrzymał strzałę w bark, ale nadal Mu nic nie wadziło, kolejnym bełtem strącił następnego napastnika, spokojnie przewiesił kuszę na plecy, a ręce zacisnęły się na rękojeści młota. Wroga jazda rozbiła się o włóczników, zmieszała szyk, pierwszemu rabusiowi który znalazł się w zasięgu krasnolud zmiażdżył nogę, a gdy ten spadł na piasek ciężkim buciorem przydepnął mu czerep i tylko czekał aż wróg zadławi się piaskiem. Dla drugiego był bardziej litościwy, jednym ciosem zmiótł go z kulbaki wprost pod kopyta śmierdzących wierzchowców, które szybko zakończyły żywot nieszczęśnika. Kolejny który szczerbiąc szablę starał się znaleźć lukę w zbroi krasnoluda otrzymał cios w czerep, głowa obróciła się wokół osi kilka razy i zastygła tyłem na przód, łacny był to widok lecz kontemplację Kielonowi przerwało coś co ucapiło go za prawe ramię, krasnolud obrócił głowę i dostrzegł żółte zębiska obślinionego zwierza, które Go tarmoszą, ciosem młota natrętowi przetrącił łapę, włochaty śmierdziel przysiadł na zadzie zrzucając jeźdźca z grzbietu, gdy Kielon chciał litościwie skrócić męki zwierzaka z kurzawy i zamętu wyłonił się kolejny nomad, pędził na oślep nawet nie zauważył ciosu który zakończył jego żywot. Walka ucichła, Kielon podszedł do wielbłąda i skrócił jego męki, miał już dobić też jeźdźca gdy Jego oczom ukazał się obwiązany jak szynka jakowyś osobnik, pewno jeniec rabusiów. Jęczący złoczyńca mógł poczekać, Kielon podszedł to związanego osobnika, dobył noża i przymilnie spytał Ktoś Ty?
Techniczny
Obrażenia 4 zebrałem to średnia czy można robić na dwa po 2 i wyjdą dwie lekkie?
Od MG
Rany sobie sami dzielcie jak chcecie.
Do MG
To dwie lekkie
Veronika
Chcąc nie chcąc przytłoczona przewagą wielbłądników musiała osłaniać strzelców, cofać się przed dziką jazdą. Strzały jej kompanów niczym gromy skutecznie raziły jeźdźców, którzy bezwładnie spadali na piach, a ten zachłannie pożerał ich ciemną krew. Kiedy egzotyczne zwierzęta wpadły na nich, topory jeźdźców starły się z zawodowym ostrzem i niezniszczalnymi pancerzami Hanzy. Veronika spoglądając na swój krótki, nie przypominający włóczni buzdygan, wycelowała cios prosto w pysk pierwszego zwierzęcia. Impet uderzenia oraz szarży jeźdźca zmiażdżył głowę, momentalnie wyssał z niego życie. Jeździec zwalił się na jej tarczę i przeturlał się prosto pod nogi dziewczyny. Ta pogruchotała jego żebra, krzyż i czaszkę potężną serią uderzeń żelaznej maczugi. Kolejny wielki zwierz uderzył ją swym cielskiem, prawie straciła równowagę i ledwo uniknęła śmiertelnego ciosu toporzyska. Ostrze drasnęło ją i boleśnie wyrwało jej złoty kolczyk! - Szlag by Cię ty pustynna żmijo! - Wyprowadziła cios miażdżąc udo wielbłądnika i ściągając go brutalnie z siodła. Ten próbował ostatkiem sił bronić się, lecz litości... nie swym własnym przedramieniem! Buzdygan pogruchotał jego rękę, a ten jęcząc z bólu zebrał potężnego kopniaka co by pocierpiał jeszcze chwilę, nim Veronika dokończy krwawe dzieło.
Dziewczyna złapała się za krwawiące ucho i spoglądała po piasku łowiąc okiem czy gdzieś czasem złotego kolczyka nie widać. Nie po to płaciła fortunę za niego, aby byle jaki obszczymurek teraz go zgubił, zmarnował!
Kiedy jakiś z grzbietu wielbłąda jeździec zwalony, rzucił się na nią machając ostrym toporem, sparowała cios tarczą i wdała się w wymianę ciosów. Przeciwnik słaby był, lecz diablo szybki co nie na rękę było dziewczynie obwarowanej ciężkim pancerzem. Jednak kiedy topór ześlizgnął się z jej boku przycisnęła ostrze ramieniem, a tarcza uderzyła przeciwnika w szczękę, gruchocząc ją niechybnie. Topór upadł w piach, a buzdygan trafił w jego czerep gruchocząc go straszliwie. Widząc krew gęsto się lejącą, Veronice znów znajome ciary po plecach przeszły, mocniej ścisnęła w dłoni broń. Krzyknęła i opuszczając swoje stanowisko zaszarżowała na kotłujących się w panice wielbłądników. Tarczą powaliła jednego z nich wraz z jego nietypowym wierzchowcem. Przeskakując przez zwierze z wyskoku buciorem uderzyła w leżącego jeźdźca, lecz ten sparował cios swą małą tarczą. Wstał, zwinnie omijając kolejny cios żelaznej buławy. Dziewczyna uniknęła toporzyska, buzdygan trafił w brzuch przeciwnika, który krwią plunął jednak nie zwalił się na piach. Będąc w morderczym szale kopniakiem uderzyła w to samo miejsce, a mężczyzna jęknął z potwornego bólu, tym razem nogi jego zrobiły się jak z waty. Poskładał się i cienkim głosem jęczał o litość grzebiąc dłonią w piasku jakby czegoś poszukując. - Litość? Veronika z Cintry nie zna tego słowa, żryj! - Tarcza rozbiła czerep wojownika i zmieszała krwawą papkę z pustynnym piachem.
Angus
Niewidoczny dla wszystkich bacznie obserwował walkę, szczególną uwagę zwracając na poczynania Zerrikanki i krasnoluda. Na szczęście jego pomoc nie była konieczna. Po walce ujawnił się, lecząc całkowicie magią bliskie mu osoby. Po czym rzekł Musiałeś tego zwierza zabijać bracie? Przecież mogłem go także wyleczyć.
Isterin
Elf wyćwiczonym ruchem sięgnął po strzałę i nałożył ją na cięciwę. Spokojnie wyczekiwał na moment, gdy będzie mógł ją uwolnić. Nomadzi zbliżali się na wielbłądach i zaczęli szyć ze swoich łuków. Pociski świszczały wszędzie dookoła, a palące słońce niemiłosiernie raziło swym blaskiem. Nareszcie pomyślał Isterin i zwolnił cięciwę. Natychmiast po tym powtórzył czynność. Nie widział czy trafiły, zbytnio się tym nie przejmował. Był poirytowany śmiałością dhoine. Chciał, musiał zostawić jednego żywcem dla siebie. Okazja sama napatoczyła mu się pod nos. Jeden młodzik próbując się wykazać odjechał na bok i próbował okrążyć włóczników. Nie wiedział, że zapewnił sobie straszny los. Łucznik uśmiechnął się tylko drapieżnie i wycelował w bok jeźdźca. Ten przeszyty, lecz nie śmiertelnie padł na piasek a jego wierzchowiec uciekł spłoszony. Hheheh śmiał się do siebie elf. Sekundę później poczuł, że coś otarło się o jego ramię, lekko je kalecząc. Źrenice Isterina się rozszerzyły a ten syknął tylko i rzekł Oj, to był błąd. Elfi strzelec skierował swój wzrok w stronę, z której nadszedł strzał i wypatrzył nomada dzierżącego prymitywny łuk. Zwalił się na grunt z przebitym gardłem. I znowu ból tylko tym razem w boku, to tylko rozdrażniło elfa, który odpowiedział strzałą. Piasek opadł, walka się skończyła. Reszta hanzy była zajęta czymś innym a Isterin przypomniawszy sobie o rannym dhoine postanowił się zabawić. Nie musiał iść daleko zastał go kilkanaście kroków dalej leżącego i kwiczącego z bólu. Był żałosny. Górująca sylwetka oprawcy stanęła nad nim jednocześnie rzucając cień. Łucznik wyciągnął nóż i z wyszczerzonymi zębami przyglądał się leżącemu, ten z przerażeniem go obserwował. Kat złapał jegomościa szyję i wbił ostrze w posiadany przez niego brzuch, lekko przesuwając je do tyłu. Akompaniament tego stanowiły wrzaski młodego człowieka. Elf jednak zostawiwszy jedynie mały otwór odpuścił i zauważył, że młodzieniec ma brzydki i duży zniekształcony nos. Lepiej ci będzie bez niego stwierdził w starszej mowie i szybko go uciął cicho się śmiejąc. Ofiara się wykrwawiała i Isterin wiedział, że krótko pożyje. Dostrzegł jednak poruszenie w piasku. Było to małe zwierzę z dziwnymi szczypcami i ogonem. Złapał je i natychmiast włożył do brzucha dhoine. Za białą różę pomyślał i wytarł nóż o białe szaty człowieka po czym zadowolony zostawił umierającego z niespodzianką w brzuchu i poszedł do reszty hanzy.
Miejsce na opis, zrobię go pewnie do wieczora, najpóźniej jutro koło południa.