Adalbert
Wybacz mi me maniery, panienko. Rzekł poważnie, ściągając hełm z głowy. Zwę się Adalbert de Toulouse.
Wersja do druku
Adalbert
Wybacz mi me maniery, panienko. Rzekł poważnie, ściągając hełm z głowy. Zwę się Adalbert de Toulouse.
Robert:
Do mnie zaczęła mówić po imieniu po roku znajomości, bądź cierpliwy. Ale nie narzekaj, dobrze wiem że to między innymi za to ją tak pokochałeś - odparła hrabina, uśmiechając się pierwszy raz od wielu dni.
Adalbert:
Nie wybaczę ci twych manier panie, jeśli wciąż będziesz uznawał się za lepszego ode mnie - odrzekła Sybilla z uśmiechem, opierając się o swojego konia.
Robert
Mimowolnie odwzajemnił uśmiech jednak zaraz kontynuował - Owszem,między innymi za to...Ale chciał bym żeby czuła się przy mnie swobodnie a mam wrażenie że czasem jest...Skrępowana...Co mi radzisz Agnes? Tylko nie mów już nic o cierpliwości,to nie jest moja najmocniejsza strona...
Robert:
Obawiam się, że skrępowana przestanie być dopiero po nocy poślubnej Robercie... Taka już jest, nieśmiała, cnotliwa i dobra, ciężko uwierzyć że ona i Boemund byli rodzeństwem, choć kilka wspólnych cech mają.
Robert
Westchnął wyraźnie niezadowolony z tej odpowiedzi - Na pewno niczego nie mogę dla niej zrobić? Dobrze wiesz Agnes,że ślub to bardzo odległa perspektywa,nawet nie jesteśmy zaręczeni...
Robert:
Odległa? Sprzedam swoją biżuterię by wyprawić wam ślub w Moulins, o to się nie martw - powiedziała zapewniająco.
Robert
Agnes...Nie,nie możesz to...To by było zbyt wiele...Ja...My...Znajdziemy jakiś inny sposób,żebyś nie musiała się tak poświęcać... - o ile wcześniej był zaskoczony jej szczerością to teraz deklaracja hrabiny kompletnie go zszokowała...
Adalbert
Wiedz, że bynajmniej nie leżało w moim interesie okazanie, że jestem lepszy od Ciebie. Rzekł schodząc z konia. To zapewne wina zmęczenia. Czy teraz przyjmiesz me przeprosiny? Spytał, stojąc już na gruncie.
Adalbert:
Zastanowię się - odparła kapryśnym tonem, podając Ci dłoń.
Robert:
Już ja widzę te wasze sposoby. Charlotte nie ucieszy się na wieść, że ślub odprawiacie za zrabowane wrogom złoto, bo jak rycerz może zarobić tyle, jeśli nie ma dużo ziem... Konieczne są łupy - stwierdziła z przekonaniem Agnes.
Robert
Westchnął ciężko po raz kolejny tego dnia,wiedział że Agnes ma rację ale nie chciał żeby pozbyła się wszystkiego co tylko miała tylko po to żeby mogli szybciej wziąć ślub... - Nie martw się Agnes,coś wymyślimy... - odparł całując ją w głowę i na powrót obejmując